14 stacji ludzi bezdomnych [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

W miejscu, gdzie kilka tygodni temu skatowano człowieka, przeszła droga krzyżowa bezdomnych. – Tęsknię za córką Julią, bo ostatni raz widziałem ją 15 lat temu. Julka została adoptowana. Dzisiaj modliłem się o to, żeby było lepiej, niż jest – mówi pan Zbigniew

Już po raz czwarty w Nowej Soli pod noclegownią odbyła się droga krzyżowa bezdomnych. Uczestniczyło w niej kilkanaście osób bez dachu nad głową. Ale też mieszkańcy miasta, dla których ich los jest ważny.

Kilka lat temu bezdomni wykonali 14 stacji i krzyż. Rozważania poszczególnych stacji dotyczyły m.in. życia człowieka bezdomnego. Jego walki z alkoholizmem, samotnością i depresją. Drogę krzyżową poprowadził br. Kazimierz Golec, proboszcz parafii św. Antoniego w Nowej Soli.

W miejscu, w którym ją zorganizowano, kilka tygodni wcześniej skatowano człowieka. – 37-latek pobił 70-letniego mężczyznę, który trafił do szpitala i do tej pory jest w złym stanie – mówi Aleksander Tomaszewski, szef nowosolskiego Towarzystwa im. Brata Alberta. – Modliłem się dzisiaj o to, żeby nie było u nas już więcej takich przykrych zdarzeń. Oczywiście modliłem się też za człowieka, który wylądował w szpitalu. Cieszy mnie to, że przyszło dużo więcej bezdomnych niż na drodze krzyżowej w ubiegłym roku.

Brat kazał się wyprowadzić”

Wchodzę przywitać się z bezdomnymi. W ich pokoiku na ścianie wisi dużo świętych obrazów, też zdjęcie z drogi krzyżowej, które zrobiłem w ub. roku. Przy komputerze siedzi pan Czarek, mężczyzna z brodą, w okularach. Coś czyta. Później dowiaduję się, że zna kilka języków i jest tłumaczem. Inni mówią, że jest najmądrzejszy z nich wszystkich.

Zaczynam rozmawiać z kolejnym bezdomnym – panem Mirkiem. – Przychodzimy tutaj do pana Olka, pomaga nam, co będziemy dużo gadać – na początku jest nieufny. – Zawsze są szczególne emocje, jak bierzemy udział w tej drodze krzyżowej. Szczególnie na początku, kiedy śpiewaliśmy tę pieśń.

W niej słyszymy: „Idziemy w skwarze dnia i w szarym pyle dróg, / a On nas uczy kochać i przebaczać. / I z celnikami siąść, zapomnieć kto to wróg, / pochylać się nad tymi, którzy płaczą”.

– Nie mam już rodziców, mam żonę i córkę i człowiek tęskni. Mama i ojciec zawsze chodzili do kościoła, teraz ich brakuje. Chciałoby się zaśpiewać na drodze krzyżowej z mamą, no ale jej nie ma. Córka ma 17 lat, ale nie mogę się z nią i z żoną spotkać – mówi pan Mirek.

– Co się stało, że pan trafił na ulicę? – pytam.

– Długo by opowiadać. Zmarła mama, byłem w separacji z żoną. Brat kazał mi się wyprowadzić i tyle. Spałem po klatkach, po piwnicach, że nie było się nawet gdzie umyć. To już trwa od trzech lat. Dlatego przyszedłem do noclegowni, żeby się ogarnąć i wyglądać jak człowiek. Próbuję wyjść na prostą, staram się.

Pan Mirek modlił się o to, by po prostu wyjść z kryzysu.

Tęskni za Julką

Pan Zbyszek, kolejny bezdomny: – Straciłem mieszkanie, kobieta ode mnie odeszła. Mam trójkę dzieci, które bardzo kocham, ale mam kontakt tylko z dwójką – są już dorosłe. Tęsknię za Julią, bo ostatni raz widziałem ją 15 lat temu. Julka została adoptowana. Dzisiaj modliłem się o to, żeby było lepiej, niż jest. I żeby przede wszystkim nie było gorzej. Teraz nie jest źle, ale myślę, że będzie jeszcze lepiej.

Aleksander Tomaszewski podkreśla, że bezdomnym trzeba stwarzać sytuację, w której poczują się bardziej komfortowo, stwarzać im możliwość zadbania o siebie: – Po prostu trzeba im pomagać, bo ta pomocna dłoń jest najważniejsza. Sami sobie nie poradzą. W okresie zimowym, kiedy była ogrzewalnia, zdarzały się u nas różne rzeczy. Ale w tej chwili widzę, że podopieczni doszli do siebie, mają swoje miejsce, odremontowali swoje pomieszczenie, pracują, angażują się – przygotowali wszystko do dzisiejszej drogi krzyżowej. Utrzymują porządek, zajmują się parkami w mieście. Jest dobrze.

– A czego można im życzyć przed świętami?

– Siły i wytrwałości. Bo każdy z nich chce wyjść na prostą, oni o tym marzą. Ale nie mają czasem sił, by skończyć z nałogiem. Mają nieraz przerwy, nie piją, dbają o swój wygląd zewnętrzny i pracują. Dają z siebie wszystko, co tylko mogą, ale czasem właśnie brakuje tej siły. Są bardzo samotni, wszyscy pochodzą z rozbitych rodzin. Zapomniały o nich dzieci i żony. Czasami wracają do rodziny na jakieś święta, ale to zdarza się rzadko.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media