Epitafium dla Stanisława Łomnickiego, bezdomnego artysty. Współtworzył figury w Parku Krasnala

Żył na działkach, był projektantem, malarzem, rzeźbiarzem, rysownikiem, grafikiem. Współtworzył m.in. figury w Parku Krasnala – choćby Solusia, największego krasnala na świecie. Zmarł Stanisław Łomnicki, artysta bez domu

Większość swojego życia przeżył w Siedlisku mieszkając z rodzeństwem. Jako jedyny z rodziny miał zdolności artystyczne. Był malarzem, rzeźbiarzem, grafikiem, rysownikiem, projektantem.

Nie założył nigdy rodziny. Żył samotnie.

Stanisław Łomnicki 17 lat temu wyemigrował za chlebem do Austrii. Mieszkał i pracował w lunaparku. Zajmował się urządzeniami – malował je, konserwował, naprawiał. Żył jak pączek w maśle, miał dwa auta – jedno malutkie, typowo miejskie, drugie – busa – dostał od szefa na przewożenie swoich materiałów.

Na Zachodzie siedział osiem lat. Chwalił sobie ten wyjazd.

Ale postanowił wrócić do Polski. Na miejscu dowiedział się, że nie ma gdzie mieszkać. Z dnia na dzień stał się bezdomny. Wylądował na działkach przy ul. Wodnej.

Pod koniec życia kupił sobie kolejną działkę – tym razem przy Ciepielowskiej. Wyremontował skromny budynek, podłączył prąd. Wszystko zdewastowali mu wandale. Chciał tam otworzyć swoją pracownię. Nie zdążył.

Figury i święte postaci

Po powrocie z Austrii znalazł pracę w Malpolu Zdzisława Malczuka. – Tam nastąpił rozkwit talentu artystycznego Staszka – mówi Adam Hryniewiecki, instruktor zawodu w pracowni stolarskiej Warsztatu Terapii Zajęciowej w Nowej Soli. Łomnickiego znał pół roku. Do WTZ Stanisława wysłał Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Był asystentem Hryniewieckiego w pracowni stolarskiej. Budował budki lęgowe, karmniki, półeczki, pudełka, gadżety. Współpracował z podopiecznymi WTZ, osobami niepełnosprawnymi.

Adam Hryniewiecki wraca do czasów, kiedy Stanisław współpracował z Malpolem: – To on rysował i rzeźbił mnóstwo figur, które później trafiły do Parku Krasnala – np. tego niedźwiedzia grizzly czy wielkiego Solusia.

Marcin Walasek, obecny szef Malpolu: – Staszek to był artysta, człowiek, który żyje sztuką. Poznałem go wiele lat temu. Współpracowaliśmy cztery lata, może pięć. On do każdej figury, którą dla nas robił, dokładał swój kunszt. Zajmował się u nas rzeźbieniem, ale też malował, robił obrazy. Bardzo dobrze rozumiał się z panem Zdzisławem Malczukiem. Będę Staszka bardzo miło wspominał.

Pracował nie tylko dla Malpolu. W kościele w Bielawie namalował drogę krzyżową, w innych okolicznych świątyniach robił zdobienia, malował freski, odmalowywał czy tworzył święte postaci.

W dalekiej przeszłości tworzył też mniej ambitne rzeczy – w wojsku dla kolegów rysował portrety nagich kobiet.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *