Czasem są jak anioł stróż, czasem jak kontroler [ROZMOWA]

– Moim zdaniem kandydat na rodzica zastępczego musi mieć w sobie chęć niesienia pomocy, tzw. bezinteresownej. Bo pamiętajmy, że dziecko też z siebie dużo daje, potrafi być wdzięczne. To nie jest tak, że są tylko trudności, ale jest również wiele pięknych chwil. Tak jak w naturalnej rodzinie – mówią koordynatorki pieczy zastępczej z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie

Podaruj miłość dziecku” – pod takim hasłem wspólnie z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie chcemy promować pieczę zastępczą. W ramach cyklu rozmawialiśmy już z Aldoną Porczyńską-Nalewajko, szefową PCPR-u, a także z matkami zastępczymi. Dziś przepytujemy Annę Szulgo i Sylwię Rogozińską, które zajmują się koordynacją rodzin zastępczych.

Mariusz Pojnar: Na czym polega wasza praca i dlaczego, jak słyszę, jest taka trudna?

Anna Szulgo: To, co robimy, polega na wspieraniu rodzin zastępczych – i rodziców, i dzieci. To wsparcie odbywa się na różnych płaszczyznach. Przede wszystkim opiera się na wizytach domowych. Jesteśmy pracownikami terenowymi, jeździmy do rodzin. Te wizyty są nie tylko w godzinach 7.00-15.00, ale też często popołudniami i wieczorami, jak jest taka potrzeba.

Pomagamy tym rodzinom rozwiązywać problemy. Rodzice zastępczy dzwonią do nas np. w sytuacji, kiedy nastolatek nie wraca długo do domu albo sprawia inne problemy.

Sylwia Rogozińska: Można powiedzieć, że nasza praca polega na takim staniu obok tych rodzin: czasem jak anioł stróż, trochę jak przyjaciel, ale też jako kontroler. Dzwonią do nas głównie rodzice, ale dzieci również. Staramy się kierować ich, jak w danej sytuacji mogą się zachować, co zrobić.

Z jakimi problemami dzwonią rodzice zastępczy? Z czym mierzycie się najczęściej?

A.Sz.: Oprócz normalnych problemów dotykających choćby szkoły czy relacji z rówieśnikami, najczęściej to są problemy wychowawcze. Pamiętajmy, że te dzieci mają bagaż doświadczeń z domu rodzinnego, czasami bardzo trudny. Często to dzieci z zaburzonym poczuciem więzi, które nie miały dobrych wzorców i teraz bardzo trudno im się odnaleźć w normalnym świecie. Normalnym, czyli w takim, w którym nie ma już tych trudności, które były w domu rodzinnym. I teraz nie do końca potrafią się dostosować do obowiązujących zasad, ale też nie do końca mogą zrozumieć, co pod względem emocjonalnym się z nimi dzieje. Same często nie rozumieją emocji, które przeżywają.

I z tego też biorą się problemy. Bywa, że są sytuacje bardzo kryzysowe.

Czyli?

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *