Aleksander Tomaszewski: Trwam na posterunku od 26 lat [NAD KUBKIEM HERBATY]

W Polsce istnieje 60 schronisk Brata Alberta. W Nowej Soli mamy akurat noclegownię. Ale oprócz tego noclegu jest też u nas jakaś praca, która skupia część naszych podopiecznych – o pracy z ludźmi i dla ludzi opowiada kierownik nowosolskiej noclegowni Aleksander Tomaszewski

Jesteśmy w ogrodzie Brata Alberta. W tym miejscu mamy swój rozsadnik. Siejemy tutaj, żeby mieć sadzonki, a później sadzimy tysiące warzyw. Część nasion i sadzonek kupujemy, ale dużo mamy własnych, więc są prawie za darmo. Później zasadzamy je na polu, które użyczam moim podopiecznym. To grupa od pięciu do ośmiu osób, która zajmuje się uprawą warzyw i owoców. Zbiory wykorzystujemy do gotowania posiłków dla osób skierowanych do nas przez MOPS.

Każdy z naszych podopiecznych jest dotknięty jakimiś problemami, ale przychodzą tu, bo chcą pracować.

Mam też pszczoły. Chodź, pokażę ci. Są łagodne. Łagodne matki, to i roje łagodne. Obok uli ustawiłem im poidło. Tam dalej mają przestrzeń. Patrz, w tej ramce jest już z kilogram miodu. Ule pomalowała Grażyna Graszka. Są już inne niż te, które miałem na początku, ale to jest kontynuacja pasieki ojca Medarda. Dał mi pszczoły, żebym się nimi zaopiekował. I robię to po prostu. Tworzę rodziny, choć akurat te roje dokupiłem. Cały czas uczę się pasiecznictwa. Mam przygotowane kolejne dwa ule, włożę do nich ramki i będę niedługo przekładał matki z pszczołami.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media