Protest mieszkańców. Transporty z materiałem do rekultywacji zagrażają ich zdrowiu?

– Nie wiemy, co tak naprawdę jest tutaj zwożone, a jeśli dodatkowo ciężarówki pojawiają się w nocy, to trudno, żeby to nie było podejrzane – przyznaje burmistrz Otynia Barbara Wróblewska. Mieszkańcy zablokowali ul. Wiśniową w Bobrownikach i oczekują wyjaśnień. Dziś zostały pobrane próbki do badań, które mają stwierdzić, czy ich obawy są uzasadnione

Od wtorkowego popołudnia trwa protest mieszkańców Bobrownik, którzy nie godzą się na to, że przez ich miejscowość w ciągu doby przejeżdża kilkanaście tirów, które zwożą materiał do rekultywacji dawnego wysypiska Dozametu.

– Jesteśmy wkurzeni, bo od miesięcy przez naszą miejscowość gnają tiry z materiałem, który w tym momencie postrzegamy jako niebezpieczny dla nas. Realnie się boimy o zdrowie nasze i naszych dzieci. Dlatego dziś wyszliśmy na ulicę – mówił mieszkaniec Bobrownik, który brał udział w proteście na drodze.

Ul. Wiśniowa w Bobrownikach została zablokowana przez liczną grupę mieszkańców.

– Nie odpuścimy, bo chcemy, żeby wszyscy, którzy mają coś w tej sprawie do powiedzenia, zmierzyli się z naszymi obawami. Druga sprawa – według nas, mieszkańców, te tiry – jeśli z ładunkiem jest wszystko w porządku – nie powinny jeździć przez wieś, tylko drogą alternatywną, bo taka istnieje – dodaje inny mieszkaniec.

Zarówno wczoraj do późnych godzin wieczornych, jak i dziś od samego rana na miejscu była Barbara Wróblewska, burmistrz gminy Otyń.

– Droga powstała za pieniądze podatników, którzy o nią dbają. Tnie jest nawierzchnia przystosowana do takiego natężenia ciężkiego transportu. Właściciel firmy wykonującej rekultywację zna alternatywny dojazd przez pola i wielokrotnie po naszych interwencjach deklarował nam, że będzie z niego korzystał. Przez rok nie zrobił jednak nic w tym kierunku, żeby utwardzić drogę gruntową i nadal kieruje swoje tiry przez Bobrowniki – mówi burmistrz Otynia.

Barbara Wróblewska przyznaje, że są poważne wątpliwości co do tego, czy zwożony na dawne wysypisko materiał sam w sobie nie jest niebezpieczny. – Mieszkańcy doskonale pamiętają czasy sprzed ok. 20 lat, kiedy szkodliwe odpady wywoził tutaj Dozamet. stąd obawy, które też podzielam. Nie wiemy, co tak naprawdę jest tutaj zwożone, a jeśli dodatkowo ciężarówki pojawiają się w nocy, to trudno, żeby to nie było podejrzane – kontynuuje burmistrz Otynia.

Co o tej sytuacji mówią w firmie, której tiry wjeżdżają do Bobrownik? – Nie mam sobie nic do zarzucenia. I powiem więcej: robię wszystko zgodnie z prawem i obowiązującymi przepisami. Tyle mogę powiedzieć na ten moment – usłyszałem od Bartosza Smolaka, właściciela firmy Rekultywacja Odra Bobrowniki.

W środę rano na miejsce przyjechali przedstawiciele starostwa powiatowego i pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Do zbadania w laboratorium pobrano próbki tego, co tirami zwożone jest na wysypisko za Bobrownikami. Alternatywne badania próbek zostaną przeprowadzone na zlecenie gminy Otyń.

– Zatrudnimy niezależne laboratorium, które wykona swoje badania i wówczas będziemy wiedzieć, czy rekultywacja odbywa się zgodnie z literą prawa i decyzjami wydanymi na to działanie przez marszałka województwa. Na dziś naszym zdaniem sytuacja nie jest jasna, stąd nie wykluczam też, że nie złożymy do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa – podkreśla Wróblewska.

Jutro, w czwartek 14 maja, w starostwie powiatowym w Nowej Soli odbędzie się spotkanie dotyczące przede wszystkim rozwiązania kwestii alternatywnego dojazdu na teren prowadzonych prac.

Do tematu wrócimy.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media