Maseczki z Chin trafiły do przychodni. Bez Antonowa, wielkiej pompy i premiera

– To nie Antonow, to nie stok narciarski, ale mam narty, bo zawsze jestem przygotowany. Mam przyjaciela biznesmena Łukasza W., z którym bezinteresownie, bez żadnego grosza zarobku, przekazujemy pracownikom przychodni z terenu powiatu maseczki, które przyleciały z Chin – mówił podczas briefingu prasowego społecznik Jarosław Intek. Do kilku przychodni trafiło tysiąc jednorazowych maseczek

14 kwietnia, warszawskie Okęcie. Tego dnia odbywa się szumna konferencja premiera Mateusza Morawieckiego dotycząca lądowania Antonowa An-225 Mrija. Największy samolot na świecie przywiózł sprzęt medyczny potrzebny w walce z koronawirusem. W ładowni An-225 znalazło się m.in. ponad milion maseczek typu FFP2, ponad 200 tys. kombinezonów ochronnych i ok. 250 tys. przyłbic o łącznej wartości ok. 15 mln dolarów.

– O taki transport starało się kilka państw. To, że taki samolot mógł przylecieć do Polski, poprzedziły długie godziny negocjacji, a wcześniej długie godziny rozmów – mówił premier. I dziękował Andrzejowi Dudzie za jego negocjacje z prezydentem Chin.

Później okazało się, że sprzęt z Chin dla służby zdrowia jest w dużej mierze bezużyteczny. Za chwilę wybucha też afera z maseczkami, które Ministerstwo Zdrowia kupiło od Łukasza G., instruktora narciarstwa, prywatnie znajomego ministra Łukasza Szumowskiego.

Intek: Pomyśleliśmy o pracownikach przychodni

4 czerwca, gdzieś w szczerym polu. Briefing zwołuje Jarosław Intek, strażak zawodowy z wieloletnim stażem, komendant OSP w Bytomiu Odrzańskim i społecznik działający w powiecie nowosolskim.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media