Terapia to nie wstyd. Lewandowski: Jeśli na nią chodzę, to walczę i jestem silny

– Czy lepiej, żeby sąsiad zobaczył nas z synem czy córką przed drzwiami poradni, czy nasze dziecko zataczające się pod monopolowym? Co jest bardziej wstydliwe? Jeśli chcę wygrać z nałogiem, to muszę coś z tym robić. To znaczy, że walczę i jestem silny, czyli powinienem być z tego dumny, a nie się tym krępować – mówi Paweł Lewandowski, terapeuta uzależnień, który z nowosolską uzależnioną młodzieżą pracuje od 10 lat

Mariusz Pojnar: Na czym polega pana praca?

Paweł Lewandowski: Udzielam pomocy, która jest kilkustrefowa: od profilaktyk szkolnych, czyli udzielania ogólnych informacji na temat uzależnień, aż po terapię, jeśli młody człowiek trafia do mnie do gabinetu. Terapia jest bardzo szeroka. Są programy kierowane do młodzieży, która spróbowała czegoś jeden raz czy też została raz przyłapana, o czym mówi program „Fred goes net”, aż po terapię indywidualną lub grupową.

O co chodzi w tym programie?

Jest skierowany tylko do tych młodych ludzi, którzy nie są uzależnieni, nie mają bogatego doświadczenia z używkami, ale zostali przez kogoś przyłapani po raz pierwszy. To fajne wyjście dla rodzica, szkoły, żeby takiego młodego człowieka nie pozostawić bez konsekwencji.

Lepiej wysłać kogoś, kogo się złapie na używkach, na „Freda”, który trwa dość krótko, żeby ten człowiek dowiedział się, jakie są konsekwencje sięgania po używki, czy dać mu szlaban albo nie zrobić nic?

To pierwsze wyjście jest lepsze, ale czy nie jest tak, że rodzice puszczają to płazem, bo boją się, co sąsiedzi powiedzą, jeśli to się wyda?

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media