Marceli Borowiecki: To był mój ostatni mecz [ROZMOWA]

41-letni kapitan Odry Bytom Odrzański przeszedł na piłkarską emeryturę. – Do tej pory trudno mi się pogodzić z moją własną decyzją. Mam nadzieję, że to pogodzenie po jakimś czasie przyjdzie. Zrozumienie, że jednak zrobiłem dobrze – mówi Marcel, który zrezygnował z dalszej gry z powodu kontuzji

Mateusz Pojnar: Nie żal ci odchodzić?

Marceli Borowiecki: Jak najbardziej jest żal, w klubie są coraz fajniejsze warunki do trenowania, m.in. mamy nowa szatnie, jest zrobione drugie boisko, a teraz nasi prezesi Antoni Bernat i Piotr Michalewicz zaczęli prace nad oświetleniem. Ale cóż – zdrowie nie pozwala na dalszą grę. I tak dość długo odwlekałem tę decyzję. Tak naprawdę co pół roku przebąkiwałem, że to ostatnie pół roku. Ale chciałem jednak dograć cały sezon, skończyć w czerwcu.

To dlaczego teraz zdecydowałeś się na ten krok?

Tydzień temu przyjechał mnie okleić przed meczem fizjoterapeuta Łukasz Kierul. Doskwierał mi mięsień czworogłowy, do tego problemy z plecami, kolanem itd. Zaczęliśmy rozmawiać, pokazałem mu wynik rezonansu i Łukasz zasugerował mi, że nie jest zbyt dobrze i powinienem dać sobie spokój. Taką decyzję podjąłem. W czwartek po meczu byłem u neurochirurga, który stwierdził, że jeżeli po leczeniu zachowawczym nie przejdą mi dolegliwości bólowe, to czeka mnie operacja.

Rano, przed meczem z Ochlą, powiedziałem o tym synkowi Marcelowi i mojej Gosi. Nie wiem, czy od razu uwierzyła, bo przecież od dawna o tym mówiłem.

Później, jeszcze przed startem meczu, szepnąłem o tym Piotrkowi Michalewiczowi i Michałowi Konsewiczowi.

Po wygranym spotkaniu z liderem była feta na boisku i w szatni. Tam przekazałem tę informację chłopakom. To było szalenie trudne, nie mogłem wydusić słowa. Ze łzami w oczach wyrzuciłem z siebie, że to był mój ostatni mecz, nie daję rady. Było im przykro, zdziwili się i dziękowali mi za te lata.

Jestem starym facetem i płakałem… Ale to jednak naprawdę był długi czas.

Do tej pory jak o tym mówisz, jest wzruszenie.

Jest ciężko. Najbardziej było chyba w niedzielę przed tygodniem, jak został opublikowany na naszej stronie post, że rezygnuję. Jak to zobaczyłem, rozpłakałem się, na to do pokoju wszedł Marcelek i mówi: mama, tato płacze [uśmiech]. Tam była lawina miłych komentarzy z różnych stron.

Ale to już tak definitywnie z tym końcem? Czy może zostawiasz sobie małą furtkę, żeby jednak w pewnym momencie wrócić?

Nie, to definitywna decyzja. Trudna, ale definitywna. Klamka zapadła. Ale oczywiście bardzo chciałbym wybiec jeszcze na boisko i jest mi przykro, że tego już nie zrobię.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media