Inny świat w NDK. Jak pięć lat temu XXI wiek przyszedł do siedziby naszej kultury

Mija pięć lat od remontu Nowosolskiego Domu Kultury. To był przełom. Dyrektor Krzysztof Piotrowiak przestał witać artystów w drzwiach gorzkim „przepraszam”, a zaczął frazą „dzień dobry, zapraszamy do środka”. Już bez wstydu

To anegdota jeszcze sprzed remontu Nowosolskiego Domu Kultury. Wtedy, żeby wejść do garderoby, trzeba było minąć przechodnią toaletę. – Pewnego razu do garderoby chciał wejść prezydent Wadim Tyszkiewicz, ale gdy otworzył drzwi toalety, zobaczył… legendę polskiego jazzu Wojciecha Karolaka. Obaj panowie powiedzieli sobie „dzień dobry” i drzwi zostały zamknięte – wspomina Krzysztof Piotrowiak, dyrektor NDK. To ilustruje, jakie warunki były w starym budynku.

Karolak przyjechał potem do nas ponownie. Żartował: Nowa Sól? Wy tu mieliście kibel, gdzie poznałem prezydenta.

Klasa robotnicza i kultura

Zanim przejdziemy do samego remontu, opowiedzmy pokrótce o historii siedziby NDK przy dzisiejszej ul. Piłsudskiego 49. „Budynek obecnego Nowosolskiego Domu Kultury wzniesiono na początku XX wieku” – czytamy w rysie historycznym na stronie NDK, który przygotował Piotrowiak. Według niego była tam wtedy Deutsche Reichshalle z salą zabaw, kręgielnią i ogrodem. – W sieci znalazłem pocztówkę z 3 maja 1903 r., która przedstawia nasz budynek – mówi szef NDK. – Jak go zobaczyłem, powiedziałem: pewnie, że to jest nasza siedziba. Ale Tomasz Andrzejewski, dyrektor nowosolskiego muzeum, uważa, że Deutsche Reichshalle znajdował się w innym budynku przy dzisiejszej ul. Piłsudskiego. Jednak na pewno około 1920 r. zakład przemysłowy kupił ten budynek i tam powstała stołówka dla pracowników.

Pewne jest to, że po II wojnie światowej, w 1946 r., ówczesne władze powołały tam Robotniczy Dom Kultury. „Grupa miłośników kultury pracowała nad utworzeniem zakładowej instancji kulturalno-oświatowej, która miałaby zaspokoić potrzeby kulturalne przede wszystkim załogi Dolnośląskich Zakładów Metalurgicznych – czytamy na stronie NDK. – Wówczas zaadaptowano przedwojenną stołówkę na siedzibę Robotniczego Domu Kultury”.

Dozametowski DK był wtedy jedynym w powiecie. 1 maja 1946 – równocześnie z pierwszym spustem żeliwa – odbył się pierwszy występ amatorskiego zespołu artystycznego domu kultury.

Okazja: zakładowa akademia z okazji „Święta klasy robotniczej”.

Klub Techniki i Racjonalizacji

Ośrodek rósł. W 1957 wystartowało kino Ustronie (później przemianowane na kino Dozamet, a w latach 90. – na Hollywood). Mieszkańcy Nowej Soli oddawali również swoje książki, żeby utworzyć pierwszą bibliotekę.

„Prężna działalność doprowadziła do tego, że w latach 60. placówka pod nazwą Dom Kultury Dozamet stała się dużym ośrodkiem kulturalno-oświatowym, skupiając entuzjastów kultury – piszą na stronie NDK. – Dom kultury w tym czasie staje się jednym z najlepszych ośrodków w rankingach Związku Zawodowego Metalowców w Polsce”.

Sypią się wyróżnienia w skali ówczesnego województwa zielonogórskiego. Doceniana jest m.in. nasza orkiestra dęta, biblioteka, zespół estradowy i taneczny. Prócz tego plastycy i fotograficy.

fot. Jerzy Malicki

fot. Adam Szewczykowski

Przychodzi 1968 r., Polską nadal rządzi Władysław Gomułka, a w naszym domu kultury przerwa w działalności z powodu remontu. Sala kinowa została wtedy przebudowana i przystosowana do imprez widowiskowo-rozrywkowych. Wymieniono kinową aparaturę, odświeżono ekran. „Powstała poradnia kulturalno-oświatowa, urządzono pracownię plastyczną i pomieszczenia na potrzeby zakładowej orkiestry dętej oraz innych zespołów muzycznych. Dobudowano również skrzydło, w którym siedzibę znalazł Klub Techniki i Racjonalizacji, a także Cafe Dozamet” – wyliczają w NDK.

Czas mija. W połowie lat 90. Zakładowy Dom Kultury Dozamet przechodzi do historii. Budynki przejmują władze miejskie. W 1998 ulokują w nich NDK.

Mamy to, ale chyba!”

Wracamy do Krzysztofa Piotrowiaka. – Kiedy w listopadzie 2012 r. zostałem dyrektorem domu kultury – opowiada – nasza siedziba była już w opłakanym stanie. Określałem ją jako stodołę albo budę. Świat szedł do przodu, a budynek był z epoki nawet wcześniejszej niż gierkowska. Gdy przyjeżdżali do nas artyści, było mi wstyd, bo nie mieliśmy żadnej normalnej garderoby, tylko właśnie z tą przechodnią toaletą. Zawsze witałem ich i nie mówiłem „dzień dobry, zapraszam”, tylko już na wstępie „przepraszam”. Jak wchodzili do środka, to sami już widzieli za co. Ale artyści często podkreślali, że nie ważny jest budynek – ważne, jacy ludzie. I wyjeżdżając, chwalili nas, że mamy fajną ekipę pracowników albo że publika była rewelacyjna.

Bywały „zabawne chwile” przed remontem. Kiedyś widzowie oglądali spektakl, a z góry zaczęła kapać woda. To nie był zamysł scenograficzny, tylko po prostu przeciekał sufit.

Pracownicy musieli przychodzić dużo wcześniej przed imprezą, by włączyć dmuchawy, bo w środku bywało po 15 stopni. Z kolei w czasie samej imprezy trzeba było je wyłączać, bo chodziły za głośno.

– Dlatego przychodząc tutaj, pierwsze, co zrobiłem, to remont garderoby. Po drugie, budynek po Kawiarni Teatralna zaadaptowałem na salkę, powiedzmy, konferencyjną – wspomina szef kultury w mieście. – My wtedy nie zakładaliśmy, że uda nam się pozyskać unijne pieniądze na rewitalizację, bo przecież wcześniej też były takie próby. Z prezydentem Tyszkiewiczem ustaliliśmy, że będziemy wszystko remontować etapami.

Ale w końcu pojawiło się światełko w tunelu. – W ramach rozdania unijnego 2007-2013 pozostała oszczędność, dlatego urząd marszałkowski ogłosił konkurs na rewitalizację terenów poprzemysłowych – opowiada dyrektor NDK. – Beata Kulczycka, szefowa Wydziału Promocji i Integracji Europejskiej urzędu miasta, który zajmuje się m.in. pozyskiwaniem unijnych pieniędzy, zwróciła uwagę, że co prawda dzisiaj to jest budynek kulturalny, ale przecież kiedyś był związany ściśle z Dozametem. Tym sposobem udało się sięgnąć po środki przeznaczone na rewitalizację terenów poprzemysłowych. Wyciągnęliśmy z szafy projekt remontu, zrobiliśmy szybkie modyfikacje i złożyliśmy wniosek.

Jak Krzysztof Piotrowiak dowiedział się o przyznaniu dofinansowania? – Przechodziłem akurat koło urzędu miasta, autem jechał prezydent Tyszkiewicz i krzyknął: Panie dyrektorze, chyba będzie pan budowlańcem! Nie było jeszcze oficjalnej decyzji, ale nieoficjalnymi kanałami dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście mamy szansę dostać te pieniądze.

To było dofinansowanie na poziomie prawie 7 mln zł. Całość inwestycji kosztowała prawie 10,3 mln.

Remont, na który NDK czekał wiele lat, wystartował we wrześniu 2014.

Już nie przepraszał

– Czas rewitalizacji to był trudny okres ścigania z terminami i niespodziankami inwestycyjnymi – przyznaje Piotrowiak.

Podczas rozbiórek budynek ujawniał ukryte pod tynkami wady, ale i skarby.

fot. Jerzy Malicki

Piotrowiak: – Znaleźliśmy podczas remontu dwa rysunki techniczne z przebudowy sali z 1964 r. Były w podłodze na poddaszu, przykryte paździerzową płytą. To znalezisko na początku rozbiórek było ukazało nam z jakimi konstrukcjami spotkamy się pod posadzką sali widowiskowej. Z kolei jak z Jerzym Malickim, który co miesiąc dokumentował postępy prac remontowych, przechodziliśmy przez pracownię ceramiczną, zauważyliśmy dwie tablice, którymi zasłonięto otwór okienny. Na jednej z nich było hasło „Wzrost produkcji w Dolnośląskich Zakładach Metalurgicznych”. Oczywiście o 500 proc. normy! [śmiech].

Krzysztof Piotrowiak podkreśla wsparcie, jakie wtedy dostał od władz Nowej Soli: – To była duża pomoc prezydenta Tyszkiewicza, ówczesnego wiceprezydenta Jacka Milewskiego, pani skarbnik Bożesławy Korczyk-Gizy oraz naczelników Beaty Kulczyckiej i Andrzeja Drozdka.

Remont zakończył się 15 grudnia 2015 r., wtedy wykonawca opuścił budynek. Co się zmieniło? Sporo: wymienione zostały instalacje sanitarne, elektryczne, elektroakustyczne i teletechniczne. Zmieniono elewację budynku, przebudowano salę widowiskową wraz z aranżacją wnętrza, zakupem foteli i dostawą sprzętu oświetleniowego. Powstały łączniki komunikacyjne i budynki z przeznaczeniem na salę konferencyjno-usługową, salę baletową i część administracyjną. Budynek został w pełni przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych.

Pierwszą imprezą w nowym NDK był koncert sylwestrowy, przyjechała Filharmonia Zielonogórska. Sala się wypełniła. – Ten koncert robiliśmy trochę na wariata – mówi szef domu kultury. – Był jeszcze kurz, część budynku jeszcze schła. Śmiałem się, że powinniśmy wejść w kaskach. Oficjalne otwarcie zrobiliśmy już w lutym 2016 r. Wtedy przyjechali do nas Dorota Miśkiewicz i Grzegorz Turnau.

Krzysztof Piotrowiak mógł już witać artystów po prostu frazą „dzień dobry, zapraszamy do środka”. Bez tego „przepraszam”. – Ci, którzy odwiedzali nas jeszcze przed remontem, byli pod wrażeniem metamorfozy – mówi. – Chwalili zachowanie dobrego dawnego stylu, bo dzisiaj w większości przypadków podczas remontów i rewitalizacji wnętrza aranżuje się już bardziej nowocześnie, przez co budynki są bardzo podobne do siebie. Fajnie jest usłyszeć: łał, jaka ładna sala z dobrą akustyką i dobrym wyposażeniem technicznym.

Kto zagrał przez te pięć lat w NDK? Mnóstwo artystów, a wśród nich m.in. wspomniany wcześniej Turnau, Anna Maria Jopek, Piotr Machalica, Grupa MoCarta, Irena Santor, Dorota i Henryk Miśkiewiczowie, Jan „Ptaszyn” Wróblewski, Agnieszka Duczmal z Amadeusem, Marek Dyjak czy Jazz Band Młynarski – Masecki.

Prócz koncertów zobaczyliśmy wiele świetnych spektakli w ramach programu Teatr Polska.

Raz, Dwa, Trzy na 5-lecie?

6 marca 2016 odbyła się pierwsza projekcja filmu w kinie Europa w NDK – został wyświetlony kultowy „Rejs” Marka Piwowskiego. Nowosolanie cieszyli się, że znowu mają własne kino. W ramach rewitalizacji został kupiony projektor z nakładką polaryzacyjną pozwalającą na projekcje w 3D.

W Dzień Kobiet zobaczyliśmy „Planetę singli”, a później „Zwierzogród”. – Na początku trochę nas straszono, że nie stać nas na kino, bo dystrybucja, koszty itd. Zastanawialiśmy się, czy uda nam się to wszystko wiązać budżetowo. Ale po roku działalności kinowej okazało się, że ona bilansuje się bez strat. Widz do nas przychodził, mimo że puszczaliśmy filmy kilka tygodni po premierze – zaznacza Krzysztof Piotrowiak. – Po dwóch latach zaczęliśmy sięgać po repertuar premierowy, co ze względu na wymagania dystrybutorów wiąże się z okresowym (dwa tygodnie) monopolem na dany tytuł. Mimo to spotykało się to z aprobatą widzów, każda zaplanowana projekcja odbywała się. Co ciekawe, mamy kilka atutów powodujących, że przyjeżdżają do nas ludzie z innych miejscowości – nie wyświetlamy reklam, panuje spokój, nie można wnosić na salę jedzenia. No i bilet jest tańszy. Jest kameralnie, nie siedzimy sobie na plecach – ze względu na niewielkie przewyższenia pomiędzy rzędami na potrzeby kinowe udostępniamy co drugi rząd. Można powiedzieć, że wprowadziliśmy obostrzenia cztery lata przed pandemią koronawirusa [śmiech].

fot. Adam Szewczykowski

Dyrektor NDK podkreśla też, że grupy warsztatowe mają w nowym budynku zupełnie inny komfort pracy. – Dziś każdy warsztat ma swoje pomieszczenie, a pracownie tańca mają dwie duże sale z lustrami – mówi.

W lutym, w piątą rocznicę oficjalnego otwarcia siedziby po remoncie, NDK chce zorganizować koncert zespołu Raz Dwa Trzy.

Ludzie kultury marzą teraz o jednym: żeby pandemia minęła i widzowie, słuchacze mogli znowu szczelnie wypełniać sale. – Bo kiedy jest publiczność – oprócz kontaktu z artystą – poszczególne cząstki przepływu energii i emocji tworzą metafizyczną aurę wpływającą na jakość produkcji artystycznej – uśmiecha się Krzysztof Piotrowiak.

Garść liczb:

Średnie tygodniowe uczestnictwo w zajęciach NDK – 551 osób.

5 lat po remoncie to:

– 257 imprez artystycznych – 63 108 uczestników,

– 30 transmisji na żywo z Metropolitan Opera – 2257 widzów,

– 1319 projekcji kinowych – 66 300 widzów.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content