Strzał w kierunku domów?

– Gdyby taka sytuacja miała miejsce w mojej pracy, to z prokuratury nie wychodzilibyśmy co najmniej kilkanaście dni – mówi mieszkaniec Kożuchowa, zawodowy żołnierz, który opowiada o sytuacji, jaka rzekomo miała miejsce podczas jednego z polowań myśliwych. – Zarzuty są bezpodstawne – odpowiada przedstawiciel łowczych

W starym roku podjęliśmy interwencję dotyczącą polowań w okolicach Kiełcza w gminie wiejskiej Nowa Sól. Jeden z mieszkańców dziwił się, że przy publicznej drodze ustawiane są znaki informujące o polowaniu.

– W odległości jakichś 100-150 metrów od ostatniego domu stoi ambona i to z niej strzelano. Czy to się aby nie odbywa za blisko domów? I w zasadzie jak mam odczytywać to ostrzeżenie? To ja mam się bać, że mogę zostać postrzelony na publicznej drodze? – pytał na naszych łamach mieszkaniec.

Do sprawy odnosił się Hubert Prais, kierownik Ośrodka Hodowli Zwierzyny w Niecieczy prowadzonego przez Polski Związek Łowiecki. Wyjaśniał, że tablice umieszcza się w miejscach, gdzie uzasadnione jest zapewnienie bezpieczeństwa osób bezstronnych (np. w okolicach zgromadzeń ludzkich) w odległości 200 metrów od granicy obszaru polowania oraz że mają one na celu ostrzeganie przed wchodzeniem na ten obszar.

– Wszyscy poruszający się drogami publicznymi są bezpieczni i mogą z nich korzystać bez żadnych obaw o swoje zdrowie i życie, ponieważ myśliwi wykonujący polowanie nigdy nie strzelają w kierunku poruszających się osób i pojazdów. Wszystkie polowania zbiorowe są zgłaszane przez dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich do nadleśnictwa, Komendy Wojewódzkiej Policji oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast właściwych ze względu na miejsce wykonywania polowania – podkreślał kierownik ośrodka.

Teraz temat przeprowadzania polowań wraca na nasze łamy. O niebezpiecznym przypadku opowiedział nam mieszkaniec Kożuchowa, który odniósł się również do cytowanych słów H. Praisa.

– Przed świętami otrzymałem pismo z komendy policji, w którym potwierdzono, że wszczęto dochodzenie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na bezpośrednim narażaniu na zagrożenie utraty życia i zdrowia – opowiadał mężczyzna.

Zdarzenie, o którym mówił, miało miejsce 15 listopada zeszłego roku. Mężczyzna wraz z młodszym synem (2,5 roku) pojechał odebrać ze szkoły starszego (8 lat).Gdy byli już pod domem stojącym przy ul. Polnej, trochę na uboczu innej zabudowy, przeleciał nad nimi nabój myśliwskiej strzelby.

– Byliśmy kilka metrów od płotu, który odgradza podwórko od drogi. Odgłosy polowania słyszałem już wcześniej, a w tym momencie to był charakterystyczny świst przelatującej kuli. Jestem zawodowym żołnierzem z 20-letnim stażem i potrafię rozróżnić takie rzeczy. Pocisk przeleciał nad nami, w nic nie uderzył i pomknął dalej między drzewami w kierunku Kożuchowa, czyli w stronę budynków mieszkalnych.

Myśliwi strzelali tego dnia na terenie pomiędzy Cisowem, Czciraadzem, Solnikami a Kożuchowem – relacjonuje.

Kożuchowianin zadzwonił na policję, która szybko przyjechała na miejsce. W sytuacji, w której zagrożone było życie jego i jego dzieci, był mocno wzburzony.

Dalszą cześć artykułu przeczytasz w e-wydaniu „TK”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content