„Co mi pani pier…!”, „Ty szmato”. Sprzedawczynie: Prosimy klientów o szacunek

– Po ośmiu godzinach zdarza się, że wychodzimy ze sklepu ze łzami w oczach. Jesteśmy bezradne na to, jak traktują nas niektórzy klienci… – mówi sprzedawczyni z punktu spożywczego w centrum miasta

Od ub. środy obowiązują nowe obostrzenia w walce z koronawirusem. Wprowadzony został m.in. limit osób przebywających jednocześnie w sklepie. Do każdego sklepu – zarówno małego, jak i wielkopowierzchniowego – a także do każdego lokalu usługowego może wejść maksymalnie tyle osób, ile wynosi iloczyn liczby wszystkich kas i liczby 3. Liczy się ogólna liczba kas, a nie tych, które są czynne. Jeśli w sklepie jest pięć kas, to w jednym momencie na jego terenie może przebywać 15 klientów.

Wszyscy klienci muszą też robić zakupy w jednorazowych rękawiczkach.

Skontaktowała się z nami sklepowa z 10-letnim stażem. Prosi, żebyśmy podjęli temat niezrozumiałych, poniżających, a czasem nawet uwłaczających ludzkiej godności reakcji klientów na prośby sklepowych choćby o zakładanie rękawiczek.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content