Broń Tam strzały przyjaciół. Wspominamy Zbigniewa Pawa

Był największym talentem w nowosolskiej bramce po Józefie Młynarczyku. W środę zmarł Zbigniew Paw, legendarny bramkarz Dozametu. Miał 60 lat. – On jeszcze niedawno liczył, że wróci do zdrowia. Odgrażał nam się, że wróci na boisko i niejednemu założy jeszcze siatkę – mówi jego kolega Józef Śnieżko

Jest połowa lat 70. ub. wieku. W pierwszym Dozamecie brakuje dobrego młodzieżowca. W juniorach bardzo dobrze zapowiada się Zbigniew Paw, bramkarz. Awansuje do seniorów. – I od tej pory wypełnił lukę w bramce na lata. Stał się bardzo pewnym punktem drużyny – wspomina Józef Śnieżko, jego kolega z boiska.

Paw grał wiele lat w zespołach nowosolskich – Dozamecie czy Polonii – ale i ościennych, m.in. w Welltonie Kiełcz czy w Rudnie. – W czasach drugoligowych z nami nie grał, ale bardzo przyczynił się do tego awansu. Po jakimś czasie zresztą znowu grał z nami, tyle że już w III lidze. Miał już wtedy swoje lata, ale bronił dobrze – wspomina Śnieżko. – To był superbramkarz, jeden z najlepszych w województwie. Miał papiery, żeby grać wyżej. Ale nie starał się o to.

Śnieżko podkreśla, że z „Pawikiem” – jak mówili na niego koledzy – dobrze się współpracowało na boisku i w szatni: – Potrafił rozbawić zespół, podnieść na duchu, zmobilizować. „Nic się nie stało, gramy dalej”. To był pocieszny człowiek, taki wesołek. Robił nam kawały (uśmiech). Był maskotką drużyny.

O śmierci kolegi Śnieżko dowiedział się w środę rano. Zadzwonił do niego przyjaciel Zbigniew Mikuliszyn. – Zbyszek cały czas najbardziej pomagał „Pawikowi”. Jak usłyszałem o tym wszystkim, był duży smutek, żal i zaskoczenie. Rozmawialiśmy o jego śmierci w szatni przed treningiem oldbojów. Zbyszek Paw cały czas z nami kopał w tych oldbojach – zaznacza Śnieżko. – Ostatni raz trenował przed szpitalem. Od tego czasu przychodził na stadion i żartował z nami, oglądał trening, docinał w swoim stylu, ale grać już nie mógł. Jako koledzy z boiska od 1974 byliśmy zżyci ze sobą. Lubiliśmy Zbyszka. On jeszcze liczył, że wróci do zdrowia. Odgrażał się nam, że wróci na boisko i niejednemu jeszcze założy siatkę. To był przecież jeszcze młody człowiek… Zbyszek, będzie nam ciebie brakowało.

Henryk Mazurkiewicz to kolejny kolega Pawa z oldbojów. Mazurkiewicz: – Poznaliśmy się bardziej, jak już na emeryturze dołączyłem do tej grupy. Nasze treningi to pełen relaks i dużo śmiechu, a Zbyszek był jednym z najlepszych żartownisiów. Takim prowodyrem, który potrafił podpuścić kolegę, np. coś mu schować w szatni (uśmiech). Był bardzo lubiany, nigdy się nie złościł mimo swoich problemów.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content