Jacek Kołtun: Sporty walki uczą wytrwałości, odpowiedzialności, pokory [ROZMOWA]

– Wszystko, co było do poprawy, zostało poprawione. Jestem gotowy. Jak będzie – czas pokaże. To waga ciężka, jeden czysty cios gasi światło – mówi pochodzący z Modrzycy Jacek Kołtun. W sobotę weźmie udział w mistrzostwach świata organizacji WKO

Jacek Kołtun przygodę ze sportami walki rozpoczął w klubie mistrza Tomasza Makowskiego. Później uczył się w Zielonej Górze i kontynuował treningi w tamtejszej Akademii Sportów Walki Knockout.

Potem wyjechał do Anglii, ale swojej pasji – kickboxingu – nie porzucił. Ostatni tekst napisaliśmy o nim lata temu. Co dziś u niego słychać?

***

Mateusz Pojnar: W naszym archiwum znalazłem pewien artykuł. W 2012 r. pisaliśmy o pana walce w Anglii. To było dość dawno. Proszę się raz jeszcze przedstawić naszym Czytelnikom – jak zaczęła się pana przygoda ze sportami walki, jakie były początki?

Jacek Kołtun: Zacząłem tę przygodę w wieku 12 lat. W sumie namówił mnie do tego kolega. Siedząc przed blokiem na ławce zarzucił pomysł: idziemy na trening kickboxingu?

Długo nie trzeba było mnie namawiać.

Wtedy nie podchodziłem do tego na poważnie, po prostu jeździłem trenować.

Początki zawsze są okej, w końcu to coś nowego! Do pierwszych kontuzji, bólu stawów czy piszczeli… Wtedy jeszcze nie sądziłem, że sport uprawiany dwa razy w tygodniu stanie się codziennością.

Co panu dały sporty walki, czego nauczyły?

Na pewno ukształtowały mój charakter, nauczyły ważnych rzeczy: wytrwałości, odpowiedzialności, a nawet pokory.

Sporty walki są supermetodą na radzenie sobie ze stresem związanym z pracą czy innymi obowiązkami. Treningi to również świetna zabawa, można poznać naprawdę dużo ciekawych osób.

Pan nadal mieszka na Wyspach? Co od tego 2012 r. sportowo się u pana wydarzyło?

Tak, ciągle mieszkam w Anglii. Pod względem sportowym? Na pewno ważna była zmiana klubu. Aktualnie jestem zawodnikiem UMA Thaiboxing Crewe i nie wyobrażam sobie innego miejsca do trenowania. Mam bardzo dobry kontakt z trenerem, który ma doskonałe podejście i wielu utytułowanych zawodników na koncie.

W tym miesiącu nawiązałem współpracę z grupą UKKO Promotion – to grupa promotorska, która będzie odpowiedzialna za moje zawodowe walki.

No i najważniejsze: już w najbliższą sobotę 6 listopada walczę o wymarzone mistrzostwo świata…

Do tego jeszcze wrócimy, ale gdybym zapytał pana o dotychczasowe najważniejsze sukcesy w kickboxingu, które by pan wymienił?

Z pewnością srebro na mistrzostwach Europy federacji WKO. To było jedno z większych wydarzeń, w których brałem udział.

Jak przebiegł ten turniej?

Wspominam go bardzo dobrze, ale wiedziałem, że mam twardy orzech do zgryzienia. Startowałem w dwóch dyscyplinach: pierwsza to muay thai, druga – K-1.

W pierwszej formule w finale przegrałem z doświadczonym Tomem Watsonem. Kompletnie mnie zdominował, byłem liczony w trzeciej rundzie po potężnym prawym sierpie. Ale wstałem i walczyłem dalej. Tom ostatnie pięć walk kończył w pierwszych rundach, a w naszym pojedynku przewalczyliśmy cały dystans.

Co do drugiej walki, byłem pewny zwycięstwa do samego końca. W trakcie przerwy między drugą a trzecią rundą wiedziałem, że wygrałem to starcie. Usłyszałem od trenera: on cię musi znokautować, żeby zwyciężyć. Tak się nie stało. Byłem zawodnikiem, który trafiał częściej, dwie rundy narzucałem tempo walki. Ale sędziowie widzieli to inaczej.

Niestety, takie jest życie. Uczymy się na błędach i tym razem zrobię wszystko, żeby nie było żadnej wątpliwości.

Jak pan wspomniał, już niedługo mistrzostwa świata organizacji WKO. Jak wyglądają pana przygotowania i w jakiej jest pan formie?

Już w sobotę wracam ponownie między liny i podobnie jak wcześniej wystartuję w dwóch formułach.

Razem z trenerem wyciągnęliśmy wnioski z ostatnich walk i wszystko, co było do poprawy, zostało poprawione. Jestem gotowy. Jak będzie – czas pokaże. To waga ciężka, jeden czysty cios gasi światło.

Co pana czeka po mistrzostwach świata?

W tym roku prawdopodobnie jeszcze jedna walka, ale poinformuję o tym, jak wszystko zostanie podpisane.

W styczniu 2022 r. najpewniej wystartuję w otwartych mistrzostwach Anglii WKO, a w kwietniu – raz jeszcze mistrzostwa Europy WKO.

Zdobywając srebro ME zakwalifikowałem się do Team GB i w przyszłym roku będę reprezentował Anglię na mistrzostwach świata. A co do reszty, to już wszystko w rękach grupy promotorskiej.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content