Dzień Wszystkich Świętych. Wspominamy tych, których już z nami nie ma

W ciągu 12 miesięcy odeszło dużo zasłużonych osób z powiatu nowosolskiego. We Wszystkich Świętych wspominamy tych, których tak brakuje

ZBIGNIEW PAW

Największy talent w nowosolskiej bramce po Józefie Młynarczyku. Legendarny bramkarz Dozametu zmarł w grudniu. Miał 60 lat. Grał wiele lat w nowosolskich zespołach – Dozamecie czy Polonii – ale i ościennych, m.in. w Welltonie Kiełcz czy w Rudnie. – To był superbramkarz, jeden z najlepszych w województwie. Miał papiery, żeby grać wyżej. Ale nie starał się o to – wspominał Zbigniewa Pawa na naszych łamach kolega z boiska Józef Śnieżko. – Jak usłyszałem o śmierci Zbyszka, był duży smutek, żal i zaskoczenie.

– Poznaliśmy się bardziej, jak już na emeryturze dołączyłem do grupy trenujących oldbojów – mówił Henryk Mazurkiewicz, trener piłkarski. – Nasze treningi to pełen relaks i dużo śmiechu, a Zbyszek był jednym z najlepszych żartownisiów. Takim prowodyrem, który potrafił podpuścić kolegę, np. coś mu schować w szatni [uśmiech]. Był bardzo lubiany, nigdy się nie złościł mimo swoich problemów.

BRONISŁAW MALY

W styczniu zmarł Bronisław Maly – miejski radny, nauczyciel, działacz sportowy, trener piłki ręcznej, ostatnio nowosolskiej Trójki. W 2018 dostał od prezydenta Andrzeja Dudy Srebrny Krzyż Zasługi za działalność w sporcie.

Był społecznikiem, lubił pomagać ludziom. W życiu cechowała go waleczność, a jednym z jego największych zwycięstw była wygrana walka z nowotworem.

Anna Ast, radna Nowej Soli: – Broniu był ciepłym człowiekiem, przede wszystkim bardzo mądrym. Zawsze mi pomagał, kiedy miałam jakiś problem. Był uroczym człowiekiem, nosił w sobie stoicki spokój. Na meczach oczywiście to trochę inaczej wyglądało [uśmiech]. Zawsze mu powtarzałam: masz taki radiowy głos. Ten głos koił. Ludzie lubili go słuchać.

Dr Eligiusz Balcerzak, działacz Trójki, mówił w styczniu: – Jestem lekarzem i na co dzień widzę śmierć, ale nie mogę się z tym do tej pory pogodzić. Zostawił sportową rodzinę, której był głową. Ostatni raz spotkaliśmy się na pogrzebie Janusza Wójcika. Po nim złapał za ręce moją żonę i mojego syna i powiedział: już was nie puszczę.

Szczególnie wzruszający był moment, w którym na pogrzebie trenera jego zawodnicy z Trójki odpalili race. W tym samym momencie wybrzmiały sygnały dźwiękowe karetki. Twardzi mężczyźni, piłkarze ręczni, stali z racami wyciągniętymi do góry i płakali. To był piękny hołd.

EDWARD MAZURKIEWICZ

– Wiem, że niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale jego naprawdę zastąpić się nie da – mówił o zmarłym w styczniu Edwardzie Mazurkiewiczu Jan Dąbrowski, sportowy społecznik.

Mazurkiewicz był wybitnym człowiekiem sportu. Pasjonatem lekkiej atletyki, pracownikiem MOSiR, zasłużonym działaczem i wiceprezesem Astry Nowa Sól, ojcem lekkoatletycznych Czwartków.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content