Kozłowski: Każdy rejs był wyzwaniem. Przyszłość? Obieram kurs na Nową Sól

O ostatnich siedmiu latach zawodowego życia, Zefirze, Lagunie i działalności stowarzyszenia Odra dla Turystów opowiada jego prezes Łukasz Kozłowski. Od stycznia stowarzyszenie przestanie być armatorem statków, ale sam Kozłowski nie rozstaje się z Nową Solą. Będzie działał w nowej roli

Mariusz Pojnar: Kiedy rozmawialiśmy siedem lat temu, jak obejmowałeś funkcję prezesa stowarzyszenia Odra dla Turystów, powiedziałeś, że „postarasz się nie zawieść danego zaufania”. Podołałeś temu zadaniu?

Łukasz Kozłowski: Nie mi to oceniać, ale zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby tego danego zaufania nie zawieść. Traktowałem tę pracę jak wyzwanie, któremu muszę sprostać. Wiedziałem, ile osób jest zaangażowanych w ten projekt, jak wiele pracy kosztowało to tych ludzi i nie chciałem tego najzwyczajniej zepsuć.

Siedem lat to dobry czas, żeby podsumować wykonaną pracę. I uważam, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Nie było łatwo, bo były różnego rodzaju przeciwności, chociażby kłopoty z poziomem wody w Odrze.

Myślę jednak, że wycisnęliśmy z tych siedmiu sezonów wszystko, co można było wycisnąć. Nasze pływanie należy rozdzielić na dwa odcinki i statki – Zefira i Lagunę – bo choć obydwa są nasze, to funkcjonowały trochę w dwóch różnych światach, jeśli chodzi o żeglugę. Wynikało to z powodów hydrologicznych, ale także z potencjału turystycznego i ilości mieszkańców tych dwóch obszarów. Przypomnę, że Zefir pływał między Krosnem Odrzańskim a Kostrzynem nad Odrą, a Laguna między Głogowem a Cigacicami.

Na odcinku lagunowym jest głębsza i bardziej stabilna woda, jeśli chodzi o jej poziom. Z kolei tam, gdzie pływał Zefir, rzeka niestety nie była dla nas łaskawa.

Jednak sam fakt, że sto tysięcy osób gościło na naszych pokładach, świadczy o tym, że było dla kogo to wszystko robić. Wykonaliśmy ponad 3,5 tys. rejsów, staraliśmy się także działać na innych polach, żeby wykorzystać statki do promocji naszych gmin.

Myślę, że stanęliśmy na wysokości zadania, ale oczywiście ocenę pozostawiam naszym mieszkańcom i turystom.

Pamiętasz swój pierwszy rejs?

Niestety nie, ale był taki szczególny, który wspominam w luźniejszych rozmowach. Płynęliśmy z grupą rowerzystów z Nowej Soli do Sulechowa. To był rok 2014, bodajże czerwiec. Wtedy woda była za wysoka, a to też nie jest dobre, bo zmniejszają się prześwity pod mostami i można się pod nimi zwyczajnie nie zmieścić.

Spieraliśmy się z kapitanem, który twierdził, że mogą pojawić się trudności z przejściem pod starym mostem w Cigacicach. Jednak uparłem się, że damy radę. Z moich wyliczeń wynikało, że przejedziemy. A przypomnę, że pracowałem wtedy może dwa czy trzy miesiące, więc byłem zielony. Na szczęście dzięki doświadczeniu załogi wszystko skończyło się tak, jak powinno, a moje wyliczenia okazały się poprawne [uśmiech].

Zmieściliście się na zapałki czy był zapas?

Było jeszcze kilkanaście centymetrów zapasu, a na górnym pokładzie musieliśmy… kucać. Naszym pasażerom powiedziałem wtedy, że ta atrakcja była w cenie biletu [uśmiech].

Sytuacji stresowych było pewnie sporo, ale też kilka powodów do dumy.

Oczywiście, że było niekiedy nerwowo, ale skupmy się na tych miłych chwilach. Trzy razy z rzędu zdobyliśmy Lubuską Perłę Turystyki.

W 2017 dostaliśmy nagrodę w plebiscycie internautów Wirtualnej Polski i Polskiej Organizacji Turystycznej na najlepszy produkt turystyczny w kraju. Zasady były takie, że każde województwo wystawiało swojego „konia”. Nam zaufano na tyle, że reprezentowaliśmy Lubuskie. Głosowanie odbywało się w internecie. Okazało się że, zdeklasowaliśmy całą konkurencję w kraju. Dla mnie to był największy sukces zawodowy, to na pewno. Gala, podczas której miałem możliwość odebrać tę nagrodę, była dla mnie bardzo przyjemnym, zawodowym przeżyciem. Każdy lubi, kiedy jest doceniany.

Mieliśmy też Diament Lubuskiej Turystyki. To nagroda przyznawana przez branżę turystyczną, więc ma swój wydźwięk. Diament wisi na Zefirze i muszę go zabrać, zanim sprzedamy statek.

Zefir idzie na sprzedaż, Laguna zostaje w Nowej Soli.

Takie są ustalenia gmin, które są właścicielami jednostek. Formalnie rola stowarzyszenia OdT jako armatora dobiega końca. Mamy umowę użyczenia obu jednostek do końca roku.

Tak jak powiedziałeś, Laguna zostaje w Nowej Soli. Drugi statek jest świeżo po wizycie rzeczoznawcy. Kompletuję też kilka dokumentów, żeby ta wycena była bardziej miarodajna i decyzję podejmą właściciele. Przygotowania idą w kierunku sprzedaży.

Smutno ci będzie rozstawać się z Zefirem i stowarzyszeniem, czemu dałeś wyraz na Facebooku. „Było wszystko – wyzwania, nerwy, sukcesy, porażki, szkoła życia i szkoła pokory, niedospane noce i kilka powodów do dumy, zrealizowane pomysły i niespełnione plany. Jednak przede wszystkim byli wyjątkowi ludzie, których spotkałem i z którymi miałem zaszczyt współpracować przez ten kawałek czasu”. Emocjonalnie popłynąłeś.

Raz na siedem lat na taki emocjonalny wpis można sobie pozwolić [uśmiech]. Faktycznie kawał czasu minął, odkąd zostałem rzucony na naprawdę, jak dla mnie, głębokie wody. Wyzwanie było jednak obiektywnie trudne. Łezka w oku jeszcze nieraz się zakręci, bo wspomnienia są i to w zdecydowanej większości dobre.

Zawodowo jestem z pewnością innym człowiekiem. Te siedem lat pozwoliło mi nabrać doświadczenia, które pozwala mi inaczej patrzeć na rzeczywistość.

Jest jakaś decyzja, której żałujesz?

Nie żałuję niczego. Zawsze starałem się podejmować rozsądne i logiczne decyzje na bazie wszystkich dostępnych informacji w danej chwili. Oczywiście po jakimś czasie mogło się okazać, że nie były w pełni trafione, jednak udało mi się uniknąć jakichś większych wpadek.

Paradoksalnie mieliśmy więcej pracy w czasie, kiedy wody nie było. Jak była stabilna, to realizowaliśmy zimowe założenia.

Gdy wody nie było, to nam to burzyło cały plan. Musieliśmy kombinować – np. autobusami przewozić ludzi po portach zimowych, technicznych, zastępczych, żeby mogli skorzystać z rejsu.

Mnóstwo było sytuacji, w których musieliśmy wykazać się sporą dozą kreatywności, żeby uratować twarz i ludziom dać to, co obiecaliśmy.

Były momenty, w których wątpiłeś w ten projekt?

Nie. Od samego początku bardzo mocno wierzyłem w jego sens, ale oczywiście miewałem chwile pełne obaw o to, jak sobie z tym wszystkim poradzę. Myślę, że stres jest normalny, jeśli podchodzi się do sprawy poważnie i chce wykonać powierzone mu zadanie dobrze.

Przecież my tę żeglugę na Odrze robiliśmy jako pierwsi po kilkudziesięciu latach przerwy. Statki były prototypowe, nasz region nie miał świeżych tradycji związanych z tą formą turystyki.

Czułem ogromną odpowiedzialność. Gdybyśmy to zepsuli, to pewnie przez wiele lat nikt by się tego nie podjął. Przyznam, że na samym początku miewałem myśli, czy nie porwałem się na za „gruby temat”. Ale z czasem, kiedy wszystko zaczęło już sprawnie funkcjonować, nabrałem pewności, że robimy to dobrze.

Dziś statki to rozpoznawalna marka. Tak bym to podsumował.

Tu postawmy kropkę odnośnie do przeszłości i przejdźmy do przyszłości. Twoje losy dalej będą splecione z Laguną.

To prawda. Obieram kurs na Nową Sól i od 1 stycznia zaczynam pracę stricte dla tego miasta w strukturach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Będziemy zawiadywać jednym statkiem, czyli nowosolską Laguną, a także tworzyć, otwierać i prowadzić Centrum Informacji Turystycznej.

Będziemy po prostu budować nowosolską turystykę.

Świetnie poznałem to piękne miasto, to dla mnie drugi dom. Głęboko wierzę w jego potencjał. Gdybym nie wierzył, to nigdy nie podjąłbym się tej misji. Dzisiaj Nowa Sól może pochwalić się niesamowitą ilością atrakcji, które trzeba spakietować i w przystępny sposób pokazać dalej, szerzej. Trzeba zbudować produkt turystyczny, który poznają nowosolanie, ale i całe województwo, Polska i Europa, bo dlaczego nie? Będę starał się pokazać naszą „nową Nową Sól”, a jest co pokazywać i jest co promować.

Patrząc szerzej, potencjał naszego całego regionu jest ogromny – Nowa Sól, Głogów, Zielona Góra, Sulechów, okolice. Jeśli połączymy siły, to wspólnie stworzymy bardzo atrakcyjny produkt. Bardzo cieszy mnie fakt, że nasz magistrat i pozostałe samorządy stawiają mocno na turystykę i widzą potrzebę rozwijania tego potencjału.

Mam konkretne plany i konkretne pomysły, jak to wszystko zrobić. Będę mocno i ciężko pracować, żeby jak najszybciej Nowa Sól zajęła należne jej bardzo wysokie miejsce na turystycznej mapie.

Obiecuję!

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content