Zapach knajpy i melancholii [REPORTAŻ]

„Pan Stanisław, właściciel Cafe Student, był więźniem Auschwitz. Gdy wyszedł z obozu, ludzie jechali na zachód i przyjechał tu razem z nimi. Przy Zjednoczenia otworzył cukiernię, choć czasem robił też okolicznościowe imprezy”. Szliśmy śladami dawnych nowosolskich barów, restauracji i kawiarni

– Potem ten lokal przejęły PSS-y, jak Gomułka dobrał się do prywaciarzy – opowiada Kamila Marchelek, jedna z uczestniczek miejskiego spaceru. – W Nowej Soli żyję od 1946 r., więc miasto nie kryje przede mną tajemnic [uśmiech]. W budynku, gdzie był „Student”, mieszkam od ‘49. Stanisław Student, właściciel, był więźniem Auschwitz. O, mieszkał tu, na pierwszym piętrze. Gdy wyszedł z obozu, ludzie jechali na zachód i przyjechał razem z nimi. Przy ul. Zjednoczenia otworzył cukiernię, chociaż od czasu do czasu były tu również okolicznościowe imprezy. Zjednoczenia to byli specyficzni mieszkańcy, różnego autoramentu urzędnicy. Mieszkał tu „inny sort”. Ojciec przyjechał do Nowej Soli chwilę po wojnie. Urzekło go miasto pełne zieleni. Dzisiaj mi jej brakuje. Kiedyś Zjednoczenia tonęła w szpalerze kwitnących bzów.

Dworcowy bigos

W sobotę miasto razem z Nowosolankami.pl zorganizowało spacer „Śladami dawnych nowosolskich barów, restauracji i kawiarni”. Organizatorzy dostali na to kasę z funduszu grantowego firmy Model Opakowania. Wzięło w nim udział ok. 30 osób.

W samo południe Kalina Patek z Wydziału Spraw Społecznych mówiła pod dworcem PKP: – Bardzo się cieszymy, że państwo zechcieli z nami spędzić swój wolny czas. Przed nami sporo frajdy, kilka niespodzianek. Dla tych znających miejsca, które dzisiaj odwiedzimy – dużo wspomnień. A dla młodszych mnóstwo ciekawostek dotyczących nowosolskiej historii.

Patek na szlaku pokazywała specjalnie przygotowane lizaki, na których były zdjęcia budynków. Można było zobaczyć, jak wyglądały kiedyś.

– Robimy te spacery, żeby znowu wspólnie się śmiać, spotykać, rozmawiać. Bo pandemia wiele miesięcy nas ograniczała – zwracała uwagę Karina Jarosz, szefowa WSS. – Przed spacerem nie wiedziałam o istnieniu niektórych barów, chociaż jestem nowosolanką.

Dlaczego spacer zaczął się pod PKP? Bo kiedyś raczył tam podniebienia tzw. Bar Uniwersalny Dworzec. – Funkcjonował dość długo, później był tam m.in. sklep meblowy, a dziś można tu obejrzeć fantastyczną makietę kolejową – przypominała Wanda Świdzińska, społeczniczka z Nowosolanek.pl. – W dworcowym barze wcinałam najlepszy pod słońcem bigos.

Parteitag NSDAP

Nowosolanie usłyszeli m.in. sporo o budynku starego kina Odra. Kiedyś był w nim hotel i przepiękna taneczna sala. – Miała cudowne meble – opowiadała Świdzińska. – Widać je na starych widokówkach.

– Tu był hotel? Nie wiedziałam – odezwała się jedna z mieszkanek.

– W tym miejscu organizowali dancingi – kontynuowała Wanda Świdzińska.

Dr Tomasz Andrzejewski, szef nowosolskiego muzeum: – Na początku XX wieku powstała tutaj restauracja z hotelem, nazywała się Zur Eisenbahn, „przy kolei”. To był kultowy lokal, bo przy dworcu nie było baru, który znamy już z powojennych czasów. Gdy spojrzymy na nowosolskie kina, które znamy z przeszłości, to te wszystkie kina miały sceny. One są pozostałością architektoniczną wcześniejszych lokali, wybudowanych jeszcze za niemieckich czasów. Na scenach artyści robili często kabaretowe inscenizacje. Tutaj był też letni ogródek. Wtedy nie było jeszcze zakładów jajczarni, tylko niewielka mleczarnia, więc ten teren był zdecydowanie większy. To miejsce jest lokalizacją jednego z najstarszych dużych lokali rozrywkowych w Nowej Soli. Później oczywiście powstało tu kino Odra i pewnie wielu z nas przechodziło przez te drzwi, gdzie stała bileterka Jadwiga Siedlecka, która bezwzględnie egzekwowała każdy bilet. I ciszę na sali, gdy ktoś próbował rozrabiać.

Wanda Świdzińska: – Pamiętam zapach tej sali kinowej, którego nawet nie potrafię opisać.

Andrzejewski: – Nie ma informacji, że tuż po II wojnie światowej tutejsza restauracja została z powrotem uruchomiona. Wcześniej to miejsce służyło niemieckiej partii narodowosocjalistycznej do organizowania parteitagów, czyli zjazdów NSDAP.

Parteitagi były corocznymi wiecami nazistów. Po dojściu Hitlera do władzy stały się wielkimi propagandowymi wydarzeniami. Nic dziwnego, że Polakom kojarzyły się źle.

Pod Bykiem

Z Tomaszem Andrzejewskim rozmawiam na szlaku, mijamy akurat jajczarnię. – To świetny, społeczny pomysł, który dostał wsparcie z urzędu miasta – ocenia ideę spacerów. – Widać, że niektórzy traktują to reminiscencyjnie, bo w tych miejscach bywali. Przypomnieli sobie stare dobre czasy. Z drugiej strony jest grupa młodych osób, które chciały poznać historię Nowej Soli. Pod tym względem nie została jeszcze opracowana, a jest interesująca, bo przed wojną w Neusalz było ok. 30 lokali w samym centrum, a miasto miało 17 tys. mieszkańców. Imponująca liczba. Po wojnie wcale nie było ich mniej – wręcz przeciwnie. Większość już nie istnieje. Pozostały wspomnienia. Jako historyk cieszę się, że dzięki takim spacerom mogę dowiedzieć się czegoś nowego z autopsji, od ludzi, a nie tylko z literatury.

Andrzejewski sam pamięta kilka lokali. W jednym z nich – w kultowym Pod Bykiem – bywał jako dziecko. Tutaj się stołował, bo jego ojciec pracował w pobliskiej jajczarni. – Tata dostawał stamtąd bloczki obiadowe – wspomina szef muzeum w Nowej Soli. – Korzystałem też ze świadczeń PSS-ów, czyli Powszechnych Spółdzielni Spożywców, bo moja mama pracowała w kuchni zakładowej fabryki nici Odra. Obiady stamtąd przychodziły do domu w tzw. trojakach i czworakach. To był stały punkt naszego menu. W wolne dni mama zabierała mnie nieraz do Kameralnej, Kopciuszka czy Murzynka, takiego małego lokalu na Placu Wyzwolenia. Sympatycznie się to wspomina.

Wejście do Pod Bykiem? Wanda Świdzińska do dziś ma je przed oczami. Szło się do ganku i rozchodziło na prawo i lewo. Tu serwowali słynną zakąskę: zimne nóżki. Można było ją dostać po lewej stronie, w garmażeryjnej gablocie. Po prawej na klientów czekał syty obiad.

Naczynia odnosiło się do drzwi z okienkiem i napisem „zwrot naczyń”. Na „dziękuję” chyba zabrakło miejsca. – Tu był swojski, dość swobodny klimat – uśmiecha się społeczniczka.

Knajpę Pod Bykiem okupowali głównie mężczyźni z Dozametu czy Odry, którzy wracali do domów po pracy. Robili sobie taki przystanek, by uporządkować myśli. – Często bywali w niej Romowie – wspominali mieszkańcy. – Tu mieli swoją bazę do narad. Pod Bykiem to kultowe miejsce.

Kulawy Paweł

– Zdecydowanie warto organizować takie spacery – mówi mi pani Ludwika, jedna z uczestniczek sobotniego wydarzenia. Rozmawiamy idąc ul. Grota-Roweckiego. – Po pierwsze, możemy się czegoś dowiedzieć. Część z nas ma sporo lat, a nie wiedzieliśmy, że kiedyś w kinie Odra była restauracja. Po drugie – można przejść się w miłym towarzystwie, zaczerpnąć świeżego powietrza. Być wśród ludzi, a nie w czterech ścianach mieszkania. W dodatku możemy spotkać się po miesiącach lockdownu. Chętnie tu przyszłam razem z naszą grupką z Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

– Mnie tutaj zaciągnęła żona – śmieje się Marcin Kotowski. – Taki spacer to fajna sprawa, bo mogę dowiedzieć się sporo o historii miasta, a mieszkańcem Nowej Soli jestem raptem cztery lata. W sumie wiedziałem coś tylko o barze na PKP, bo go pamiętałem z czasów, gdy jeździłem na pociąg do Nowej Soli.

Bianka, żona Marcina: – Bardzo mi się podoba. Jestem nowosolanką z małym epizodem wyprowadzki, ale nie wiedziałam nic o lokalach, które do tej pory oglądaliśmy. Atmosfera super.

– Jest fajnie – wtóruje swojej mamie Nadia.

Przy ul. Zjednoczenia była kiedyś restauracja Kulawy Paweł. Skąd wzięła nazwę? Odpowiedź jest prozaiczna: ponoć barman po prostu był kulawy. – Później restauracja zamieniła się w Nowosolankę – opowiada Wanda Świdzińska. – Kulawy Paweł to był duży lokal, bawiłam się tutaj kiedyś w sylwestra.

– Ja już pamiętam to miejsce właśnie jako Nowosolankę – uśmiechnęła się jedna z mieszkanek.

Uczestnicy spaceru zahaczyli później m.in. o: Cafe National, Cafe Wanilię, Pod Trumienką i bar Portowy. Zakończyli w 7 Życzeniach.

W ramach „Spacerów…” odbędą się jeszcze dwie przechadzki tematyczne z niespodziankami. Kolejna już w sierpniu.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content