Groźny amstaff grasuje w okolicach szkoły. Rodzice boją się o dzieci

– Mój partner waży 120 kilo, jest wysoki, ale nogi mu się ugięły, jak zobaczył tego rozjuszonego amstaffa. Dobrze, że córkę trzymał wysoko, bo zrobiłby jej wielką krzywdę – mówi Danuta Rzepecka, mieszkanka Pleszówka. W sprawie toczy się policyjne dochodzenie. Funkcjonariusze zwrócili się do powiatowego lekarza weterynarii o kontrolę w miejscu pobytu psa

Ostatni raz amstaff miał zaatakować w piątkowe popołudnie. – Dzieci grały w piłkę na orliku, a on dobiegł do ogrodzenia i próbował się przebić. Dzieciaki same zadzwoniły na policję, która interweniowała w tej sprawie. Też zadzwoniłam na 112 widząc, jak ten pies wbiega w ul. Kamienną, bo akurat wychodziłam od koleżanki – przekazała nam w poniedziałek Danuta Rzepecka, mieszkanka ul. Zielonogórskiej.

Pierwszy raz zadzwoniła do redakcji przed tygodniem. – Zajmijcie się tematem tego psa, proszę, bo dzień wcześniej prawie pogryzł moją córkę, która była z moim partnerem na spacerze – opowiadała Rzepecka.

3 października ojciec z córką wracali do domu. Szli w kierunku skrzyżowania ul. Emilii Plater i Botanicznej. Kiedy byli już na rogu, podbiegł do nich rozjuszony amstaff.

Warczał, leciała mu piana z pyska”

– Biegł prosto na córkę, partner w ostatniej chwili wziął ją na ręce i wysoko uniósł do góry. To były sekundy. Wtedy pies zaczął na niego skakać, żeby sięgnąć dziecka. Warczał, leciała mu piana z pyska. Zobaczyła to córka właścicielki i podbiegła w naszą stronę. Krzyknęła do niego po imieniu. Pies momentalnie odpuścił i pobiegł w stronę tej dziewczyny – tak całą sprawę zrelacjonował mi mój partner – opowiada Rzepecka. I dodaje: – On waży 120 kilo, jest wysoki, ale nogi mu się ugięły, jak zobaczył tego rozjuszonego psa. Dobrze, że córkę trzymał wysoko, bo zrobiłby jej wielką krzywdę.

Dziewczynka jest przerażona. Opowiada, że dobiegł do niej „brązowy piesek i wysoko skakał”.

Po tamtym zdarzeniu Danuta Rzepecka od razu zadzwoniła na policję, zresztą nie pierwszy raz. 15 września była z dzieckiem na posesji i podbiegł ten sam pies.

– Wpychał mi pysk przez bramkę wejściową. Dobrze, że była zasunięta zasuwka, bo nie wiem, co by się stało. Tydzień później znowu widziałam, że biega po ul. Emilii Plater bez żadnego zabezpieczenia. Wtedy też zadzwoniłam na policję – opowiada mieszkanka Pleszówka.

Dodaje, że czasem biegającemu amstaffowi towarzyszy jeszcze jeden pies tej samej właścicielki.

Na Facebooku na Spotted: Nowa Sól widnieje wpis z 12 sierpnia, w którym czytamy: „Ludzie mieszkający na Pleszówku na pewno kojarzą dwa psy, które bardzo często wymykają się spod oka właściciela. Dosłownie przed chwilą byłam świadkiem, jak jeden z nich – à la pitbull/amstaff (nie znam się na rasach) – chciał »zaatakować« starszego Pana. Więc »sąsiedzie«, proszę, ogarnij te psy, bo ludzie się na nie skarżą, a chyba nie chcecie, żeby któryś z nich zrobił komuś krzywdę” – napisała internautka.

Dyrekcja szkoły alarmuje rodziców

Wpis na Spotted: Nowa Sól zamieściła także Rzepecka. – Chciałam ostrzec innych, żeby na siebie uważali. Córka właścicielki zaczęła komentować go w sposób bardzo niekulturalny. Napisała, że pies był szczepiony. No i co z tego? Czy jak kogoś pogryzie, nie daj Boże – zagryzie, to czy będzie miało znaczenie, że był szczepiony, jak ktoś zostanie kaleką? Pies nie ma kojca, żadnego zabezpieczenia, biega luzem. Podobno ta pani się tłumaczy, że ktoś wchodzi i nie domyka bramki od posesji. To przecież żadne wytłumaczenie – dodaje Danuta Rzepecka.

Tydzień temu skontaktowała się także z dyrekcją szkoły, prosząc o ostrzeżenie rodziców o czyhającym na ich dzieci niebezpieczeństwie.

Wpis trafił na szkolnego Librusa we wtorek 5 października. „Szanowni Państwo, otrzymałam dzisiaj informację, że przy ul. Zielonogórskiej biegają psy, które mogą być agresywne. Do czasu wyjaśnienia sprawy przez policję proszę zapewnić dzieciom bezpieczną drogę do szkoły” – napisała Danuta Pawłowska, dyrektorka SP 3.

Policja prowadzi dochodzenie

Sprawę bada nowosolska policja. – Wobec kobiety były podejmowane interwencje, które kończyły się wnioskami o ukaranie z kodeksu wykroczeń za nienależyty nadzór nad zwierzęciem – informuje Justyna Sęczkowska, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli.

Ale dopiero teraz nad właścicielką zbierają się naprawdę czarne chmury. – Przeciwko tej pani zostało wszczęte dochodzenie z art. 160, paragraf 1 kodeksu karnego – dodaje Sęczkowska. Ten paragraf brzmi tak: „Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. To już nie jest wykroczenie, a przestępstwo.

Dochodzenie trwa. – Zwróciliśmy się także do powiatowego lekarza weterynarii z prośbą o kontrolę w tej sprawie – zaznacza rzeczniczka nowosolskiej policji.

W ciągu ostatniego miesiąca w okolicę ul. Zielonogórskiej często zajeżdża także patrol straży miejskiej. – W ostatnim miesiącu mieliśmy sporo zgłoszeń dotyczących tego amstaffa, więc niejako profilaktycznie patrole jeżdżą tam w ciągu dnia, żeby w miarę możliwości doglądać tamto miejsce – mówi komendant straży miejskiej Dariusz Rączkowski.

Danuta Rzepecka nie odpuści tej sprawy: – Mój starszy syn był kiedyś pogryziony przez owczarka niemieckiego, miał 28 szwów. Do dziś zostały mu blizny. Wiem, co to znaczy bać się o dziecko. Dlatego teraz nie będę obojętna w tej sprawie, bo naprawdę komuś może się stać krzywda. Dlaczego musimy być mądrzy po szkodzie, skoro możemy działać teraz?

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content