Rosyjska gwiazda zamieszkała w Nowej Soli. Chce walczyć dla Polski [REPORTAŻ]

Trzykrotny mistrz świata, sześciokrotny mistrz Europy i wicemistrz olimpijski często na największych turniejach judo słyszał rosyjski hymn. Teraz zamieszkał w Nowej Soli i chciałby usłyszeć polski, najlepiej na najbliższych Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Jak Alexander Mikhaylin trafił nad Odrę?

„Rosyjski niedźwiedź”, bo taki pseudonim ma Alexander Mikhaylin, z partnerką Eleną Iakovlevą i jej synem Sergeiem zamieszkał póki co w skromnym lokum w „Ogólniaku”. Tam umówiliśmy się na rozmowę. Tłumaczem jest Dariusz Giedziun, trener Olimpu Nowa Sól, który zna rosyjski.

Jest wieczór, więc z Sergeiem, siódmoklasistą, tylko się przywitałem, bo powoli szykuje się do spania. Rano trzeba wstać do szkoły. Znalazł już nową – w Otyniu. – W klasie odnalazł się bardzo szybko – mówi Alexander. – Ma nowych przyjaciół. Nie ma problemu z językiem, bo dzieci wiedzą, że telefon nie służy tylko do dzwonienia i grania, więc używają różnych translatorów.

Wyjazd

Jak Dariusz Giedziun poznał Alexandra Mikhaylina? Z rozpędu trener Olimpu ma moje pytanie zaczyna odpowiadać po rosyjsku. Potem przechodzi na polski: – Gdy zbliżał się nasz turniej Solanin Cup, jak co roku chciałem znaleźć znanego judokę, który poprowadzi treningi dla młodych zawodników. Rozmawiałem z Natalią Kubrik, moją znajomą z Moskwy, a ona poleciła Alexandra. Odpowiedziałem: super! Później porozmawialiśmy z Alexandrem i tak zaczęła się nasza znajomość. Niestety, na Solanina nie dotarł, bo była zamknięta przestrzeń powietrzna nad Białorusią. Gdy powiedział mi po kilkunastu tygodniach, że chce zamieszkać w Nowej Soli, było zdziwienie, ale jeszcze większa euforia. Jestem dumny, że teraz mam takiego trenera w Olimpie.

Rosyjski mistrz judo, legenda tego sportu, wyjeżdża z Moskwy i ląduje w Nowej Soli. Nadal brzmi abstrakcyjnie.

Alexander: – W czerwcu miałem przyjechać na Solanina, ale wtedy nie wyszło. Dalej byliśmy z Darkiem w kontakcie i w końcu podjąłem decyzję, że chcę przyjechać do niego i pomóc mu w klubie. Nie ma aż tak dużo klasowych judoków w Polsce, o czym świadczą wyniki z igrzysk. To jest mój cel: rozwijać tutaj judo. Mam zamiar jeździć po kraju na różnego rodzaju campy i przekazywać swoje doświadczenie. Po zakończeniu igrzysk praktycznie we wszystkich krajach zmienia się sztab trenerski judo. Chciałbym zacząć pracę w polskim sztabie, a z drugiej strony moim celem jest zdobycie kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu, które już za trzy lata.

– Chcesz wystartować jako polski reprezentant? – dopytuję.

– Tak, tak – dla Polski.

– Zostawiasz wszystko i nagle wyjeżdżasz do obcego kraju. Nie miałeś żadnych obaw?

– Nie. Wiedziałem, że tu, w Nowej Soli, ktoś wyciągnie pomocną dłoń. Moje życie to judo i czy będę trenował w Moskwie, czy w Nowej Soli – nie ma znaczenia. I tak będę to robił nadal. Zajmuję się tym 33 lata. Zaczynałem jako 9-latek. Na początku pół roku trenowałem koszykówkę, ale odkryłem w szkole sekcję sambo, która jednak szybko została rozwiązana. Poszedłem do słynnej szkoły Sambo-70, dostałem uniform i tak się zaczęło. Tam trenowałem siedem lat. Po trzech wybrałem piękną olimpijską sztukę walki, jaką jest judo. Gdzie jeszcze trenowałem? Powinieneś spytać, gdzie nie trenowałem [śmiech]. Później byłem m.in. w CSKA Moskwa czy w rumuńskim Liberty.

– Nie tęsknisz za Rosją?

– Tam została moja rodzina, ale nie. Przyjechałem do was, bo chcę zacząć coś nowego, zmienić otoczenie.

– A ty nie płaczesz za swoim krajem? – pytam Elenę, która przysłuchuje się naszej rozmowie.

– Jestem Litwinką, a Litwinki nie płaczą – uśmiecha się.

10 na 10

Mikhaylin pierwszy raz przyjechał do Polski w 1997 r. Wygrał wtedy młodzieżowy turniej. Złoty medal wręczył mu Paweł Nastula, który rok wcześniej zdobył złoto na igrzyskach w Atlancie. – Nie myślałem, że z Pawłem ponownie spotkamy się w Polsce po 25 latach – mówi Alexander.

fot. Instagram Alexandra Mikhaylina

Ale dalej nie wiem, dlaczego akurat Nowa Sól. Rosjanin wskazuje palcem Dariusza Giedziuna i mówi: – Przede wszystkim z powodu Darka. Już wczoraj pani Monika pytała mnie, czemu nie Warszawa, dlaczego nie Wrocław, tylko właśnie zdecydowałem się zamieszkać w waszym mieście. Bo u was jest czysto, schludnie, ładnie. Podoba mi się też architektura. Przede wszystkim ludzie są mili i serdeczni.

– Jak przyjęli was nowosolanie?

– W skali 10 na 10? 10 na 10 – mówi Elena.

Alexander: – Ze wszystkich stron otrzymujemy jakąś pomoc. Matylda i Agata, zawodniczki Olimpu, odwiedzają nas we wtorki i czwartki i razem trenujemy. W tak potężnym mieście jak Moskwa zawsze jest gonitwa za czymś. Żeby przejechać z miejsca na miejsce trzeba poświęcić mnóstwo czasu. W Nowej Soli jest dużo spokojniej.

Pani Monika to Monika Owczarek, sekretarz powiatu nowosolskiego. – Dla Nowej Soli to zaszczyt, że sportowiec takiej klasy zdecydował się do nas przeprowadzić – przyznaje. – Jestem przekonana, że w tym kontekście nie bez znaczenia jest Darek Giedziun, który od lat działa w judo, jeździ z zawodnikami na Wschód i nawiązuje różne przyjaźnie. Pan Alexander mówił mi, że miasto bardzo mu się podoba. Na pewno treningi, które będzie prowadził w Nowej Soli, podniosą jeszcze bardziej poziom judo w mieście. Młodzi sportowcy zobaczą, że mogą z nim osiągnąć swoje cele.

fot. Instagram Alexandra Mikhaylina

Dariusz Giedziun zatrudnił wicemistrza olimpijskiego w Olimpie. Pożyczył mu też swój samochód, żeby mógł dowozić Sergeia do szkoły. W środę w „Nitkach”, w siedzibie Olimpu, odbyło się oficjalne przywitanie rosyjskiego mistrza. Dostał różne upominki, m.in. nowy „back number”. Judocy mają go na plecach podczas turniejów. Jest na nim napis „POL”.

Mikhaylin był też na wtorkowym Memoriale Tadeusza Cyplika, turnieju, który co roku organizuje „Ogólniak”. – Nasze wydarzenie dzięki obecności tak ważnego olimpijczyka miało jeszcze większy prestiż – nie ma wątpliwości Aleksandra Grządko, dyrektorka LO. – Dla młodzieży taki judoka jest inspiracją i wzorem do naśladowania.

Droga

– Są utalentowani i jeśli będą mocno trenować, jest szansa, że pojawią się na dużych imprezach – ocenia umiejętności Pomarańczowych z Olimpu Mikhaylin. – Nie poznałem jeszcze wszystkich zawodników. Z Darkiem widzimy, jak oni trenują, ale wprowadziliśmy już taką zasadę, że będą też oceniać samych siebie. Zapisywać swoje uwagi w dzienniczku: co zrobili na sto procent, a czego nie, nad czym muszą popracować. Żeby bardziej spojrzeli w siebie.

– Jako trener jesteś surowy czy wręcz przeciwnie?

– Nie krzyczę. Sportowcy muszą sami wiedzieć, czego chcą. Nie trenują dla trenera, tylko dla siebie. Oni sami muszą chcieć być mistrzem, nie ich trener. Muszą sobie zadawać pytanie: co się stało, że dziś na treningu nie dałem z siebie wszystkiego? Judo jest sportem dla inteligentnych ludzi.

Agata Pałka, judoczka, jedna z największych nadziei Olimpu: – Jestem zaskoczona, że zainteresował się akurat naszym klubem i jest mi bardzo miło, że mogę trenować z tak utytułowanym sportowcem. Mam nadzieję, że na długo zostanie Pomarańczowym. W polskim judo jest niewielu zagranicznych trenerów. Przyjeżdżają rzadko, dlatego to jest wyjątkowa sytuacja. Nie znam trenera Alexandra długo, ale wydaje się miłym, szczerym człowiekiem. Nie obnosi się z tym, że jest gwiazdą sportu. Ma niesamowitą wiedzę o judo.

Agata nie kryje, że jej marzeniem jest start na igrzyskach. – Od zawsze o tym mówię – zaznacza. – I liczę, że Alexander Mikhaylin pokaże mi, jaką drogę trzeba przejść, żeby dostać się na taki turniej. Sam start jest czymś niesamowitym, a co dopiero medal.

Trener Ipponu Kożuchów Grzegorz Bączykowski również był na powitaniu Mikhaylina w Olimpie. Zwraca uwagę, że sama możliwość treningu z kimś takim jest jak najlepszy prezent pod choinkę: – On ma zupełnie inny punkt widzenia na judo. Warto czerpać z jego doświadczenia i wiedzy. Jest bardzo mało tak utalentowanych ciężkich, którzy mogą kształtować naszych zawodników. Przy tym jest niesamowicie ciepłym człowiekiem, otwartym. Mimo bariery językowej na treningu było widać, jak bardzo chce przekazać wskazówki polskim zawodnikom.

Da!

– Od dziecka twoim marzeniem były igrzyska olimpijskie? – pytam, a Alexander łapie w mig, o co mi chodzi, mimo że polskiego nie zna. Natychmiast odpowiada: – Da!

Na igrzyskach w Londynie zdobył srebrny medal. Finał przegrał na kary z Francuzem Teddym Rinerem. Mimo że od walki minęło dziewięć lat, dobrze ją pamięta.

fot. Instagram Alexandra Mikhaylina

– Obaj walczyliśmy ostrożnie – wspomina. – W finale można upaść na początku walki, można na końcu – bez względu na to masz srebro. Po walce, gdy już opadły emocje, stwierdziłem, że nie zrobiłem wszystkiego w stu procentach dobrze, żeby to złoto zdobyć. Prowadziliśmy tę walkę tak, że za bardzo nie było możliwości jej rozwinięcia. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Przegrałem, ale później Riner w rozmowie z francuskim dziennikarzem został przez niego zapytany, kto mógłby go pokonać. Odpowiedział: Mikhaylin.

– Jaka jest recepta na sukces w sporcie i jaka jest cena twojego sukcesu? – pytam człowieka, który w judo zdobył praktycznie wszystko.

– To wiele lat pracy. Wszystko zależy od sportowca i trenera. Jeżeli ich współpraca się układa i dobrze się razem czują – będzie okej. Zawodnik musi być profesjonalistą, poważnie podchodzić do sportowego reżimu. I pamiętać o takich małych detalach, jak porządna rozgrzewka. Każdy trening musi być bardzo dobrze przepracowany. Musisz mieć świadomość, po co trenujesz, jaki jest twój cel. Z drugiej strony zawodnika nie można wykręcić jak ścierkę. Dochodzenie do pewnego poziomu, jak choćby finał igrzysk, to jest dłuższy proces.

Alexander Mikhaylin ma 42 lata. Czuje jeszcze głód nowych sukcesów? – Na pewno nie jestem spełniony – podkreśla. – Chcę wziąć się ostro za treningi, zdobyć kwalifikację na igrzyska w Paryżu i pobić się o złoto. Wiem, że teraz są młodsi i silniejsi ode mnie, ale mam od nich dużo większe doświadczenie w technice, taktyce walki, na uchwycie. O tym świadczy to, co do tej pory zrobiłem w judo. Nie chcę być gołosłowny: chcę wystąpić na przyszłorocznych mistrzostwach Polski. Oglądałem tegoroczny turniej w internecie, obserwowałem moją kategorię +100 kg i uważam, że gdybym wystartował, mógłbym zdobyć złoty medal.

Bariera

Dariusz Giedziun pomaga Alexandrowi i Elenie w poszukiwaniach większego mieszkania i pracy, która nie przeszkadzałaby w treningach. Mikhaylin miał już wstępną rozmowę w nowosolskim Interiorze. Zaaranżowała ją Marzena Krawczyk, mama Wojtka, zawodnika Olimpu. A tłumaczyła Iwanna Sobierajewicz – z pochodzenia Ukrainka, nauczycielka angielskiego w „Nitkach”. Mistrz musi skupić się teraz przede wszystkim na judo. Elena w przeszłości pracowała w fitnessie i hotelarstwie, prowadziła również grupy małych judoków, bo też jest trenerką.

Jeżeli któryś z naszych Czytelników chciałby im jakoś pomóc, prosimy o telefon do redakcji.

Giedziun: – Jest główna bariera: żeby startować w barwach Polski, Alexander musi mieć kartę stałego pobytu. Zwykle potrzeba nawet trzech lat, żeby ją dostać. Mam nadzieję, że w jego przypadku to wszystko przebiegnie szybciej, bo przecież jako sportowiec chce reprezentować Polskę na świecie.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content