Do czego Odrze ostrogi? [NAD KUBKIEM HERBATY]

Odra to ponoć kapryśna rzeka, bo lubi wylewać i zmieniać koryto. Jak można ją okiełznać? To pytanie do Zbigniewa Lechowicza, pracownika RZGW Wrocław w Bytomiu Odrzańskim, który zawodowo jest związany z Odrą od ponad 30 lat

Urodziłem się w Głogowie, więc nad Odrą. Ukończyłem studia na kierunku melioracja i z rzeką pozostaję związany zawodowo do dzisiaj. A prywatnie związany jestem od zawsze. W dzieciństwie, gdy mi się nudziło, babcia ciągała mnie nad Odrę i kazała patrzeć na barki. „Babcia, ile mogę? – pytałem. – Przecież to już dzisiaj któraś tam”. To były jakieś lata 60. Tych barek rzeczywiście szło po Odrze co najmniej kilka dziennie. Pakowali na nie wszystko, co przypływało morzem i dało się na barki załadować. Albo co trzeba było dostarczać ze Śląska do nadmorskiego portu, by puścić morzem dalej w świat.

Barki świetnie sprawdzają się w transporcie np. towarów masowych. Dziś widok barek na Odrze jest rzadki. Szkoda, bo barka może pomieścić wielokrotnie więcej niż tiry. Jej używanie w transporcie jest bardziej ekonomiczne, tańsze, a i wpływ barek na środowisko – niewielki.

By transport rzeką był możliwy i bezpieczny, należy ją regulować. I ja m.in. tą regulacją się param.

Główki

Ostrogi, czyli tzw. główki [wąskie kamienne cyple wcinające się w rzekę] mają regulować nurt rzeki, ale też zachowywać głębokość jej koryta. Koncentrują nurt tak, jak wymyślił to sobie dany projektant i wykonawca. Mają różne długości. Jednak patrząc na mapę, łatwo zauważyć, że tzw. głowice, czyli końcówki ostróg, wytyczają jednolitą szerokość nurtu z łagodnymi zakrętami. Ostrogi koncentrują nurt i to powoduje, że woda płynie między nimi szybciej i wybiera to, co chcemy wybrać z głębokości rzeki.

Woda zabiera z dna piasek i odkłada go w tzw. polach ostrogowych, czyli w przerwach między ostrogami. Czasami widać, że ostrogi są zapiaszczone, czyli wystąpił narzut piasku. Niekiedy jest tak znaczny, że z ostrogi na ostrogę da się przejść suchą stopą. Z kolei z innych miejsc woda potrafi piasek wybierać. Ta cyrkulacja pomaga zachować pożądaną głębokość rzeki. Jeśli jednak myśli się o zachowaniu drożności cieku, warto co najmniej raz na dwa lata użyć pogłębiarki, by wybrać nadmiar osadu, którego rzeka nie odłożyła na brzeg.

Gdy barka haczy dziobem

Remont ostróg polega na tym, że się kładzie tzw. faszynę, czyli mocno wiązane gałęzie iglastych drzew. Faszyna stanowi korpus ostrogi. Prawidłowa technologia, która sięga początku XX w., polega na tym, że ułożoną faszynę należy dociążyć. Rzuca się więc na te związane gałęzie grube kamienie i to około trzech lat powinno osiadać.

Pierwotnie wykonana żądana wysokość ostrogi osiada w tym czasie jakieś 20 cm. Cieńsze gałęzie gniły, grubsze – trzymały cały korpus. Nabierały później wody, a drewno dokładnie zanurzone w wodzie raczej nie butwieje. Dopiero po tych procesach, czyli po jakichś trzech latach, bierze się brukowe kamienie i układa się możliwie najściślej. Szczeliny pomiędzy dużymi kamieniami wypełnia się drobniejszymi, wbijając je w widoczne wolne przestrzenie.

Klasycznie góry ostróg robiło się zaokrąglone, by cokolwiek, co na nią napłynie, np. lód, swobodnie mogło przepłynąć niczego nie naruszając. A lód powinien się na niej wręcz złamać. Bywało, że gdy poziom wody na Odrze rósł, któraś z barek zahaczała dziobem o zanurzoną, niewidoczną część ostrogi.

I to było najlepszym sprawdzianem jakości ostrogi, bo właściwie wykonanej nie da się w ten sposób zniszczyć.

Śmierdziało jak od krwi

Gdy jeszcze mieszkałem w Głogowie, trafiłem do pracy do przedsiębiorstwa hydrotechnicznego, które robiło różne budowle związane z wodą – konkretnie z wolno płynącą Odrą. Wówczas było zapotrzebowanie na remont ostróg. Udało się stworzyć czwartą brygadę na odcinku między Chobienią a Cigacicami. Składała się z ludzi nauczonych Odry, a brygadzistą był człowiek, który ćwierć wieku przepracował przy remoncie ostróg.

Grupa była złożona z profesjonalistów i nie było dla nich problemem, że woda w Odrze jest niska, a później zaczyna się podnosić. Po prostu zmieniali wówczas rodzaj prac na rzece. I z tą brygadą robiliśmy remont ostróg.

Pracowałem wtedy 10 lat przy remontach i uczyłem się pracy od podstaw od starszych, doświadczonych kolegów. Inspektorem nadzoru i projektantem był wówczas Zdzisław Szumigłowski. Udało mi się zdobyć parę oryginalnych, ręcznie robionych poniemieckich map. Pokazałem je Szumigłowskiemu. Ostrogi na Odrze generalnie powinny być proste i wystawione prawie prostopadle do nurtu. Jednak na jednej ze starych map, pośród wszystkich prostych ostróg, była naniesiona jedna zakrzywiona pod nurt pod kątem 90 stopni. I potem znowu zakręcająca zygzakiem. W efekcie końcówka tej ostrogi była przestawiona jakieś 10 m do góry. Zastanawialiśmy się, dlaczego i całą zimę myśleliśmy, co z tym zrobić.

W końcu zaproponowałem, żebyśmy nie byli mądrzejsi od niemieckich budowniczych, którzy z jakiegoś powodu tę ostrogę postawili tak, że ona różni się od pozostałych i żebyśmy zrobili to tak jak oni, a później ocenimy, czy miało to jakikolwiek sens.

Mieliśmy ok. 30 główek do zrobienia. Zaczynaliśmy wiosną i tę nietypową ostrogę wybudowaliśmy jako pierwszą. Bardzo szybko okazało się, że ona nieprzypadkowo tak została zaprojektowana. W lipcu woda w Odrze opadła i odsłoniła wylot ścieków, którego nigdzie na mapach nie było. Śmierdziało stamtąd jak od krwi czy biologicznych odpadów. Nie doszliśmy, skąd ten wylot wiódł. Może od rzeźni? W każdym razie w lecie okazało się, że dzięki tak przebudowanej ostrodze w tamtym miejscu ograniczona nią woda zataczała koła. Dzięki temu ścieki z wylotu nie wpływały do nurtu Odry i nie zanieczyszczały płynącej dalej rzeki.

To miejsce jest w Nowej Soli, a ostroga znajdowała się w pobliżu wylotu z rzeźni.

Zaryzykowali i bolało

By pływać po rzece i nie zrobić sobie krzywdy, trzeba umieć czytać jej znaki drogowe. Np. tzw. ramy [znaki w kształcie rombów] są stawiane w miejscu, w którym nurt przepływa najbliżej brzegu.

Ramy są czerwone lub zielone, bo tymi kolorami oznacza się, który z brzegów Odry jest lewy, a który prawy. I płynąć należy tam, gdzie nurt wybiera, czyli jest najgłębiej.

Charakterystyczne znaki w kształcie krzyża służą do znakowania tzw. przejść nurtowych. To takie bardziej skomplikowane miejsca, gdzie nurt przechodzi od jednego do drugiego brzegu. Odra nie jest prostym kanałem i wybiera po tzw. łukach wklęsłych, czyli po jednej stronie wybiera piasek, a po drugiej go odkłada.

Wśród oznakowań dodatkowo stosuje się oczka. To białe tyczki zwieńczone czerwonymi i zielonymi trójkątami. Ustawia się je na końcach ostróg. Służą jako oznakowanie przeszkód podwodnych. Chodzi o to, żeby w okresie, gdy się woda podnosi i zakrywa ostrogi, było wiadomo, gdzie jest ich koniec. To pozwala jednostkom uniknąć napłynięcia na przeszkodę. Znak oznacza, że nie wolno wpływać między brzeg a oczko, bo pod spodem jest ostroga i – uuu – będzie bolało [uśmiech]. Paru takich znam, co zaryzykowali. Zawsze bolało.

Odra jest piękna

Od chwili osiedlenia się tutaj Polaków aż do dziś Odra zmieniła charakter i z zastosowania transportowego przeszła w turystyczne. To zasługa dziesięciu lubuskich przystani. Co parę kilometrów jest przecież przystań, do której można przybić. Jako ciąg turystyczny to jest wspaniała sprawa.

Zbigniew Lechowicz i radny Bytomia Odrzańskiego Adrian Hołobowicz

Nie ma nic piękniejszego niż w wolnej chwili wypłynąć choćby za zakręt Odry, w dziką przyrodę. Cisza, spokój. Przepięknie. Walory turystyczne rzeki trudno przecenić.

Myślę, że wszyscy, którzy mieli okazję po Odrze popływać, są jej dość pierwotną urodą zachwyceni. Szczególnie, gdy za widnokręgiem znika miasto i wpływa się w kompletnie dziki las.

Po powodzi w 1997 r. był taki smutny pomysł, by całe międzywale odrzańskie wyciąć: żadnych drzew, krzaków, nic od wału do wału. Coś takiego zrealizowano zresztą w innych rejonach Polski. To wygląda tragicznie. Jest nudno i nieatrakcyjnie. Na szczęście nasz fragment Odry przetrwał ze swoją szatą roślinną. W dużej mierze dzięki ówczesnemu szefowi nadleśnictwa, który kategorycznie się takiej wycince sprzeciwił.

Kiedy trzeba zredukować zakrzaczenie, to trzeba, bo to też bezpieczeństwo jednostek pływających, ale dewastacja nadodrzańskiego środowiska i krajobrazu zwyczajnie nie sprzyja ani temu środowisku, ani atrakcyjności turystycznej regionu.

Mariny

Jeśli chodzi o rzeczne mariny, to – poza ich utrzymaniem technicznym, wymianą desek, gdy trzeba itp. – bardzo ważną rzeczą dla pływających jest dostęp do toalety i prysznica. Jeśli ktoś wybiera się Odrą w dłuższą podróż, to takie miejsca są potrzebne.

Inna rzecz to dostęp do paliwa, ale z tym wszędzie jest problem. Z reguły rozwiązywany jest tak, że osoby pływające dokują gdzieś swoją łódź, wychodzą na brzeg i idą z baniakiem do najbliższej stacji paliw.

Z własnego doświadczenia pamiętam, jak płynąłem ze Szczecina i zatrzymałem się w Gryfinie, który ma przepiękną marinę. Uznałem, że tam bez problemu kupię sobie paliwo. Rzeczywistość wyglądała tak, że jak w końcu udało mi się od kogoś pożyczyć taczkę i beczułkę, to później paliwo ze stacji oddalonej o 500 metrów woziłem taczką. Na dalszych odcinkach na trasie Szczecin-Bytom Odrzański to już w ogóle nie ma gdzie zatankować.

Inną rzeczą jest dostęp do prądu, który obecnie jest konieczny. Jeśli mamy w marinie generator, to należy zadbać, by był sprawny, żeby przybijający do brzegu mogli z niego korzystać po wrzucie monet.

***

Rzekę można świetnie zagospodarować nie tylko na poziomie lokalnym, ale i krajowym. Przy zwiększającej się mocy przeładunkowej naszych nadmorskich portów warto by było pokusić się o powrót do transportu towarowego drogą wodną, bardziej przyjaznego środowisku i ekonomicznie uzasadnionego.

Rzeka może być skarbem nie tylko o znaczeniu turystycznym, ale i gospodarczym. A skoro mamy tu tę naszą Odrę, trochę grzech nie wykorzystać jej potencjału. Tak sądzę.

wysłuchała Marta Joanna Brych

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content