Odra, rzeka (nie)szczęścia

Ostatni odcinek cyklu o powodzi tysiąclecia. O tym, co wydarzyło się nad Odrą w ciągu 25 lat. „Nie mieliśmy żadnego innego punktu zaczepienia. Głogów ma hutę, Międzyrzecz wojsko, Żagań – zabytki. Idąc dalej, Sopot ma morze, Zakopane – góry. A Nowa Sól?”. Rzekę

„Odkąd pamiętano, była stara. Ani męża nie miała, ani dzieci, mieszkała samotnie w niewielkim drewnianym domku, spory kawałek drogi za budowanym wtedy miejskim browarem przy dzisiejszej ulicy Arciszewskiego. Domek jej stał nad rzecznym kanałem, którego dziś już nie ma, z dala od innych domów, jakby ludzi nie lubiła. Niewielka zagroda otoczona była niecodziennie wysokim i gęstym płotem z kolczastych pędów dzikiej róży, jakby chciała się staruszka przed światem schować. Stał przy jej domu dość posępny stary wiąz, ale nikt nigdy nie widział, by usiadł choć na nim jakiś ptak” – to początek krótkiego opowiadania „O czarownicy, która Nową Sól przeklęła”.

Jest częścią „Legend nadodrzańskich”. Marek Grzelka, nowosolski poeta i pisarz, wydał je w 2018 roku. – Wszystkie są oparte na istniejących już wcześniej legendach. Nie było jakiegoś jednego źródła, one są bardzo rozproszone. Nie są łatwo dostępne, trzeba poszperać, żeby do nich dotrzeć – opowiadał Grzelka na premierze książki nad Odrą. – Czasami było tak, że legenda w oryginale miała cztery zdania. To krótka, zwarta historia o czymś, ale trzeba było temu nadać językowej szlachetności, rozbudować ją, określić głównego bohatera. Do tego ważne było to, żeby coś wiedzieć o danych czasach historycznych – jakie posiłki jadł bohater, jak się ubierał. To wszystko musiało się łączyć w spójną całość. Te legendy są pokolorowane, rozbudowane. Zachowywałem się trochę jak nadodrzańscy marynarze, którzy wychodzili na brzeg w Nowej Soli i opowiadali historie świata, ale zawsze dodawali coś od siebie.

Ale miało być o czarownicy. Bohaterce Grzelki niektórzy mieszkańcy miasta dokuczają, bo podejrzewają, że jest wiedźmą, a ona im złorzeczy, rzuca na nich uroki. W końcu chcą ją wygnać z Nowej Soli, stosując pewien fortel. „(…) wpadła we wściekłość i zaczęła miotać najgorsze, najczarniejsze wróżby przeciwko miastu. Wzywała diabła na pomoc, wygrażała ku osadzie kijem drąc się w szaleńczym rozstrzęsieniu. Mężczyźni byli przerażeni, bo usłyszeli, że życzy miastu strasznych powodzi, ogromnych pożarów, zaraz, wojen, nędzy, a na końcu zniknięcia na zawsze”.

Klątwy się spełniały.

„Przez miasto w późniejszych latach przeszły straszne powodzie – notuje Grzelka. – (…) Przychodziły też czasy nędzy, kiedy ludzie nie mieli z czego żyć”. „Jedno się tylko nie spełniło – mówi legenda. – Z największych nawet kryzysów, z lat ogromnych strat, za każdym razem Nowa Sól się podnosiła”.

*

– Nie mieliśmy żadnego innego punktu zaczepienia. Głogów ma hutę, Międzyrzecz wojsko, Żagań – zabytki. Idąc dalej, Sopot ma morze, Zakopane – góry. A Nowa Sól? – w swoim biurze przy ulicy Pocztowej pyta mnie o to senator Wadim Tyszkiewicz, przez siedemnaście lat prezydent miasta, pokazując mi wizualizacje dzielnicy portowej sprzed lat.

– Rzekę – odpowiadam.

– No właśnie. Dzięki rzece miasto powstało, z Bałtyku na Śląsk spływała nią sól, ale później przez lata była obciążeniem, zagrożeniem. Mimo wszystko chcieliśmy rzekę przekuć w atut. I dziś, gdy do mieszkańców przyjeżdżają znajomi albo rodzina z innych części kraju, nowosolanie prowadzą ich nad Odrę.

Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej. Po studiach dwa lata pracuje w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Metrologii Elektrycznej Mera-Lumel w Zielonej Górze. Potem zakłada firmę w branży komputerowej, którą prowadzi szesnaście lat. – Powódź utkwiła mi w pamięci, bo wszyscy zaangażowali się wtedy w ratowanie Nowej Soli. To czas jedności mieszkańców. Żyjemy w określonym środowisku, czasem powiemy sobie dzień dobry, a czasami nie, ale w obliczu zagrożenia potrafiliśmy się wspólnie zmobilizować. Porównałbym tamten zryw do pomocy uchodźcom w pierwszych tygodniach wojny w Ukrainie – ocenia senator Tyszkiewicz. – To zagrożenie ludzie odczuwali różnie. Któregoś dnia byłem w Warszawie i słuchałem relacji z miasta, często dramatycznych. W stolicy udało mi się dostać worki na piasek, wtedy było o nie trudno. Udostępniłem swoje busy i wysłałem pracowników, którzy pomagali przy przewożeniu materiałów do budowania zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Sam też się w to angażowałem, chociaż pracowałem wtedy od rana do nocy w Zielonej Górze. Pamiętam jak dzisiaj: wracam z Warszawy, a w radiu dziennikarz mówi, że woda przełamała wały i jest na Zjednoczenia, gdzie się wychowałem, szybko zmierzając dalej w kierunku dworca. Mieszkam za nim i była obawa, że dotrze również do mojego domu. Na długo tamte emocje zostaną w pamięci. Nowosolanie stanęli wtedy na wysokości zadania. Obronili miasto.

Tyszkiewicz pięć lat po powodzi, w 2002 roku, zakłada Nowosolski Sojusz Niezależnych. Startuje w wyborach prezydenta Nowej Soli i w drugiej turze pokonuje Tadeusza Gabryelczyka. Siedemnaście lat jego prezydentury to okres dużych zmian między innymi w kontekście Odry i dzielnicy portowej. – Ta część miasta wówczas kojarzyła się jak najgorzej – mówi Tyszkiewicz. – Zaniedbana okolica, w dodatku dość niebezpieczna. Postawiłem sobie cel, żeby to zmienić. Potrzebna była wieloletnia wizja. Chciałem, żeby ludzie zaczęli inaczej patrzeć na Odrę.
Wadim Tyszkiewicz przypomina dzisiaj zdanie, które często wypowiadał w czasach swojej pracy w samorządzie: Nowa Sól musi stanąć przodem do rzeki. – I tutaj nie można zapomnieć również o społecznych inicjatywach innych ludzi: o Flisie Odrzańskim czy imprezie Odra Adventure Krzysztofa Gąsiora, człowieka z odrzańską pasją – zaznacza. – Dla wielu ludzi to była wspaniała przygoda i możliwość promowania idei rewitalizacji Odry. Oni też tego chcieli: żeby mieszkańcy stali przodem do rzeki, żeby się od niej nie odwracali. W 2003 roku w muzeum miejskim na jednej z konferencji prasowych dotyczących planowanych zmian w porcie zebrani mogli zobaczyć pierwszą stronę „Gazety Lubuskiej” z czasów powodzi. Tam Odra została nazwana „rzeką nieszczęścia”. Wtedy postawiłem sobie cel: musimy zmazać to „nie” i zrobić z niej rzekę szczęścia. To nam się udało. Pomału miejsce nad Odrą staje się ekskluzywną dzielnicą, powstają nowe mieszkania. Ludzie chętnie spędzają tutaj wolny czas.

Po wejściu Polski do UE pojawiają się unijne pieniądze i miasto zaczyna sięgać po nie garściami. W 2007 roku powstaje ściana przeciwpowodziowa wzdłuż basenu i kanału portowego wraz z promenadą spacerową. Ściankami Larsena zostaje też wzmocniony wał przy alei Wolności, rośnie przepompownia rzeczki Rudnianki, a w porcie infrastruktura niezbędna do cumowania statków i marina z pływającymi pomostami dla mniejszych jednostek. W latach 2011-2012 kolejna rzecz – nowe oskarpowania brzegów kanału i basenu. Wkrótce zostanie również skończony nowy wał między portem a ujściem Czarnej Strugi z przepompownią, ale o tym za chwilę.

Natura szybko mówi sprawdzam. W 2010 roku, podczas kolejnej powodzi, poziom wody wynosi sześćset pięćdziesiąt cztery centymetry – niespełna trzydzieści mniej niż trzynaście lat wcześniej. Szkody są, ale nieporównywalne z tymi z lipca ’97. – Tłumy ludzi spacerowały wtedy promenadą i spokojnie obserwowały rzekę, jak się podnosi w miejscu, w którym w 1997 mieszkańcy bronili miasta i układali ściany z worków z piaskiem – wspomina Tyszkiewicz.

W czasie jego prezydentury powstaje także kładka nad kanałem portowym, zmienia się Harcerska Górka. Proces rewitalizacji dzielnicy portowej tak naprawdę nadal trwa. W miejscach, gdzie w ’97 mieszkańcy przynosili ludziom pracującym na wałach kanapki, są teraz restauracje. No i rzeczy niewidoczne, ale też ważne: na parkingu przy podnoszonym moście miasto instaluje pod ziemią zbiorniki. – Nie tylko powodzie zagrażały wcześniej Nowej Soli, ale i po prostu większe deszcze nawalne – opowiada Tyszkiewicz. – Powodowały to, że studzienki wybijały i rzeczki płynęły ulicami. Potężne podziemne zbiorniki załatwiły ten problem.

Dwadzieścia pięć lat po powodzi stulecia nowosolanki i nowosolanie z dziećmi lubią korzystać z atrakcji Parku Krasnala, Parku Krasnala 2, skateparku, wakeparku, parku fizyki, Wodnego Świata czy parku linowego. Cały rekreacyjny kompleks, który ma kilkanaście hektarów, leży w pobliżu rzeki.

Nowa Sól lideruje projektowi Odra dla Turystów – dzięki niemu po rewitalizacji są już porty w Bytomiu Odrzańskim, Nowej Soli, Cigacicach i Frankfurcie nad Odrą. Powstają też przystanie w Kostrzynie, Górzycy, Uradzie, Gostchorze, Pomorsku, Nietkowie, Zielonej Górze Krępie, Bobrownikach, Siedlisku.

I w Starej Wsi.

W drugiej połowie 2012 roku na Opolszczyźnie zaczyna się budowa statków turystycznych: Zefira i Laguny. Pływają nimi Lubuszanie i nie tylko. Do tej pory macierzystym portem Laguny jest Nowa Sól. – W ciągu tych wszystkich lat, żeby spiąć trzy duże projekty – zabezpieczenie przeciwpowodziowe, turystykę i rewitalizację dzielnicy portowej – trzeba było spełnić szereg kryteriów. Statki były jednym z nich – tłumaczy były prezydent Nowej Soli. – Ta strategia musiała być spójna. Niektórzy wytykali je nam, śmiejąc się, że wody jest za mało, że statki pływają za rzadko i trzeba do nich dopłacać. Tyle że do domu kultury, muzeum czy biblioteki też miasto dopłaca. Bez statków nie byłoby pieniędzy unijnych na całą resztę zbudowanej infrastruktury portowej. Trochę się przechwalam, ale to naprawdę była genialna strategia z naszej strony, bo Nowa Sól nad Odrą zmieniła się nie do poznania.

Tyszkiewicz szczególnie wspomina pierwsze za jego prezydentury Święto Solan, czyli dni Nowej Soli. Odbywa się siedem lat po powodzi stulecia. Miejsce, w którym nowosolanie walczyli o miasto, już wtedy wygląda inaczej: – Święto nad rzeką było kolejnym krokiem w kierunku zmiany wizerunku dzielnicy i postrzegania Odry. Już jako atutu, nie zagrożenia.

*

W 2007 roku, w dziesiątą rocznicę powodzi, zostaje odsłonięty pomnik Powodzianina nad Odrą: mężczyzna w gumowcach przyklęka na jedno kolano, ręką przytrzymuje worek z piaskiem, a drugą ociera sobie pot z czoła. – Są tacy, którzy go wyśmiewali – przyznaje Tyszkiewicz.

– Niektórzy mówią, że jest trochę toporny – zwracam uwagę.

– Zawsze można powiedzieć, że jest taki sobie i mogliśmy zrobić inny, lepszy, ale Nowa Sól przetrwała trudne lata upadku gospodarczego i ogromnego bezrobocia dzięki produkcji figur i chcieliśmy, żeby zrobili to lokalni producenci. Nie mieliśmy na to jakichś wielkich pieniędzy. Przede wszystkim zależało nam na upamiętnieniu powodzi i jej bohaterów. To było najważniejsze.

*

Gdy Wadim Tyszkiewicz jesienią 2019 roku zdobywa senacki mandat, wybory uzupełniające w mieście wygrywa Jacek Milewski, dotychczasowy wiceprezydent Nowej Soli. Lubi sport, w jego gabinecie na ścianie wiszą duże antyramy, a w nich koszulki i szaliki dwóch nowosolskich drużyn: siatkarskiej Astry i szczypiornistów Trójki. Astra w maju wywalczyła historyczny, latami wyczekiwany awans. Co ma z tym wspólnego rzeka? W 2021 napisałem tekst „Rejs do pierwszej ligi, czyli z dziennika pokładowego Astry”. Zawodnicy, działacze klubu, sponsorzy i przedstawiciele miasta rozmawiali na górnym pokładzie Laguny, patrzyli na Odrę i śnili o potędze. Właśnie płynąc rzeką, Milewski wysoko stawia klubowi poprzeczkę: – W ogóle nie przyjmuję, że to sport. Panowie, pierwsza liga w przyszłym roku w Nowej Soli, tym bardziej że buduje się hala. Rozmawiałem z trenerem i obiecał mi, że nie będzie zmiłuj się. Oczywiście dajemy małą gwiazdeczkę, bo sport jest sportem, ale zróbmy wszystko – wy ze strony sportowej, my z organizacyjnej – żeby ta pierwsza liga w Nowej Soli zagościła.
Prezydent Milewski jest w sztabie kryzysowym podczas powodzi w 2010 roku: – W ’97 Portowa była głównym frontem walk, a trzynaście lat później życie w tym miejscu wyglądało zupełnie inaczej: ludzie chodzili wzdłuż ściany przeciwpowodziowej oglądać powódź. To pokazuje, jaką drogę przeszło miasto. Odrobiliśmy lekcję, a teraz trwa kolejna inwestycja związana z ochroną przeciwpowodziową.

Wspominałem o niej już wcześniej: wzdłuż Odry i Czarnej Strugi powstają nowe umocnienia. Od połowy 2023 roku mają dodatkowo wzmacniać ochronę kilkudziesięciu tysięcy ludzi i infrastruktury, zabezpieczając przed falą wezbraniową łącznie na dwudziestu dwóch kilometrach kwadratowych. Inwestycja ma rozbudować istniejący wał i zbudować nowy na lewym brzegu Odry, powyżej ujścia Czarnej Strugi, na odcinku ponad dwóch i pół kilometra. W planach jest też rozbudowanie wałów Czarnej Strugi (ponad siedem i pół kilometra), przebudowa przepustów i przejazdów wałowych. W dolnym biegu tej rzeki ma również powstać wał przegradzający dolinę ze śluzą wałową i przepompownią. – To jedna z kluczowych inwestycji, które w najbliższych latach znacznie poprawią bezpieczeństwo ochrony przeciwpowodziowej w południowo-zachodniej Polsce – ocenia Mariusz Przybylski, dyrektor Wód Polskich Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. – Bezpieczeństwo mieszkańców doliny Odry to jeden z głównych priorytetów naszej działalności – przekonuje i przypomina, jak dużo miejscowości ucierpiało podczas powodzi tysiąclecia i kolejnej – właśnie w 2010. – Dzięki realizowanemu przedsięwzięciu wiele tysięcy mieszkańców Nowej Soli, ale i pracownicy prężnie rozwijających się w tym regionie zakładów produkcyjnych będą mogli czuć się o wiele bezpieczniej – zapewnia Przybylski.

– Od początku, kiedy zaczynaliśmy pracę w samorządzie, zabezpieczenie miasta przed powtórką powodzi było jednym z ważniejszych zadań, jakie mieliśmy – zaznacza prezydent Milewski.

Inwestycję realizują wspomniane Wody Polskie. Pieniądze dał Bank Światowy i rząd. Kontrakt opiewa na kolosalne pieniądze – 144 miliony złotych. – Po finale robót miasto będzie bezpieczne praktycznie w stu procentach – ocenia Milewski.

*fragmenty książki „Rzeka ma zawsze rację” o powodzi tysiąclecia w regionie. Trwają prace nad jej dodrukiem, niedługo ponownie będzie dostępna w sklepie Rol-Pex przy ul. Moniuszki w Nowej Soli

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content