Kolejna rozprawa za „niewyparzoną mordę”. Przewodniczący Kołpaczek: Nie słyszałem tych słów

– Wydawało mi się, że zostałem tutaj wezwany w charakterze świadka, a teraz czuję się jak oskarżony, który zostaje poddany ocenie pracy – mówił przed sądem przewodniczący rady gminy wiejskiej Radosław Kołpaczek, poirytowany dociekliwością pełnomocnika radnej Moniki Ostrowskiej, wobec której dwa lata temu wójt Izabela B. użyła słów o „niewyparzonej mordzie”

Przypomnijmy, wójt pod koniec 2019 r. miała wykrzyczeć do radnej Moniki Ostrowskiej podczas komisji wspólnej w ramach działalności rady gminy Nowa Sól: „Nie drzyj się kobieto na mnie, bo mam dosyć twojej niewyparzonej mordy” i „ma pani niewyparzoną mordę”.

W piątek w nowowolskim sądzie odbyła się kolejna rozprawa, podczas której miało zeznawać dwóch świadków. Pierwszym jest Łukasz Kopij, ówczesny pracownik biura rady, który sporządził protokół po tamtej sesji. W nim nie znajdziemy zapisów o „niewyparzonej mordzie”. Kopij, który dziś jest wicewójtem gminy wiejskiej, zwolnił się z uczestnictwa w rozprawie wysyłając do sądu zwolnienie lekarskie.

Zeznawał za to przewodniczący rady gminy wiejskiej Radosław Kołpaczek, który do rady wszedł z komitetu wyborczego Izabeli B. i przez nią został namaszczony na przewodniczącego.

Kiedy pamiętne słowa padły, prowadził obrady komisji. Siedział bardzo blisko wójt, ale obraźliwych słów nie zarejestrował. – W postępowaniu przygotowawczym powiedziałem, że nie słyszałem tych słów i to podtrzymuję – powiedział na samym początku Kołpaczek, który następnie wpadł w wir pytań prokuratora Damiana Gałka i mec. Łukasza Millera, pełnomocnika Ostrowskiej.

Izabela B. nie zdecydowała się przyjść do sądu. W tym samym czasie była za to na sesji rady powiatu nowosolskiego.

Nie miałem zastrzeżeń do protokołu”

Pierwszy pytał prok. Gałek. M.in. o sposób powstawania protokołu z komisji.

Przewodniczący Kołpaczek odpowiadał, że według jego wiedzy był sporządzany ręcznie w czasie trwania komisji. Robił to pracownik biura rady Łukasz Kopij, który był protokolantem.

– Następnie, jak się domyślam, w oparciu o te notatki sporządzał oryginalną wersję, która miała formę maszynopisu. Z tego, co wiem, do protokołu nie są załączane zapiski ręczne. Zapoznałem się z tym dokumentem i nie miałem do niego uwag. Uważałem, że to, co powinno w nim być zapisane, w nim było – mówił Kołpaczek.

Śledczy pytał go też, czy jako przewodniczący nie ma zwyczaju dopilnowywania, żeby istotne elementy posiedzeń były protokołowane. Kołpaczek stwierdził, że nie.

Prok. Gałek pytał przewodniczącego, czy ma uprawnienia do stosowania sankcji porządkowych podczas komisji lub sesji. Kołpaczek zaznaczył, że w normalnym toku przebiegu sesji czy komisji stosowałby takie sankcje, ale jeśli chodzi o tę konkretną komisję, ani razu tego nie zrobił.

Dlaczego? – Dało się wyczuć napięcie między panią Ostrowską i wójt. Świadomie pozwalałem na wymianę zdań między nimi, choć być może nie powinienem tego robić. Wchodząc w ten konflikt, sam bym się narażał na jakieś dziwne sytuacje, a tego chciałem uniknąć. Przeglądałem wiadomości, mejle na telefonie. Dawałem dokończyć wypowiedzi jednej czy drugiej pani i dopiero wtedy przechodziliśmy do kolejnego tematu komisji – mówił Kołpaczek, zarysowując, jak wyglądały prace komisji tuż po wyborach samorządowych.

Czy ma pan problemy ze słuchem?”

Następnie mówił sądowi, jak wyglądała sala obrad, na której doszło do wypowiedzenia słów obraźliwych przez B. Przewodniczący określił, że jest jak „większy pokój”. Podczas pamiętnej komisji było w nim ok. 20 osób.

– W jakiej odległości względem pana siedziała tego dnia oskarżona? – zapytał prok. Gałek.

– Ok. 1,5-2 metrów – odpowiedział Kołpaczek.

– A pokrzywdzona – radna Ostrowska?

– Siedmiu-sześciu metrów.

– Czy ma pan problemy ze słuchem? – zapytał prok. Gałek.

Kołpaczek: – Wydaje mi się, że nie.

Jako drugi podczas piątkowej rozprawy pytania świadkowi zadawał mec. Miller. – Mówił pan, że radna Ostrowska zadawała pytania prowokujące, wprowadzała nerwową atmosferę, dezorganizowała panu pracę komisji. Jeśli tak, to kiedy i ile razy zastosował pan jakąkolwiek sankcję porządkową w stosunku do niej? – pytał pełnomocnik Ostrowskiej.

– Z początku było przyzwolenie na jej zachowanie z mojej strony. Z każdą komisją jej zachowanie się nasilało, czyniła uwagi pod adresem moim, pani skarbnik, pani wójt, zarzucając nam brak kompetencji. To wyprowadzało z równowagi. Od tamtej komisji do chwili obecnej zdarzyło mi się kilka razy użyć w praktyce swoich kompetencji, m.in. odbierałem głos pani Ostrowskiej, oczywiście po uprzedzeniu o takiej możliwości. Chciałbym dodać, że takie czynności podejmuję także w stosunku do innych radnych i pracowników urzędu, w razie potrzeby oczywiście. A zdarzały się takie sytuacje, kiedy zwracałem uwagę również innym radnym oraz pani wójt – stwierdził pod przysięgą Kołpaczek.

Czuję się jak oskarżony”

– Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że na zadane pytanie przez panią Ostrowską zwalniał pan z odpowiedzi panią wójt? – dociekał pełnomocnik radnej Ostrowskiej.

– Jak sobie dobrze przypominam, taka sytuacja miała miejsce raz lub dwa. Nie jestem w stanie nic powiedzieć o szczegółach – odpowiedział przewodniczący.

Mec. Miller ciągnął ten wątek: – Na jakiej podstawie prawnej pan to robił?

Kołpaczek się zirytował: Może teraz powiem, co czuję, bo wydawało mi się, że zostałem tutaj wezwany w charakterze świadka, a teraz czuję się jak oskarżony, który zostaje poddany ocenie pracy.

Wtedy wkroczył sędzia Konrad Kęsek: – Proszę odpowiedzieć na pytanie. Nikt pana o nic nie oskarża, natomiast to sąd prowadzi rozprawę i ocenia, w jakich warunkach doszło do zdarzenia i chce poznać szczegółowe okoliczności.

Kołpaczek: – Nie widzę związku ze sprawą.

Sąd: – Czy pamięta pan, jaka jest podstawa prawna, o którą pytał pan pełnomocnik?

Kołpaczek: – Nie pamiętam.

O potoczystej mowie obrad komisji

Mec . Łukasz Cieślak, pełnomocnik Izabeli B., pytał z kolei Kołpaczka o język, jakim radni posługują się podczas obrad komisji. Zdaniem Kołpaczka jest inny od tego, który obowiązuje na sesjach, kiedy kamery są włączone.

– Radni na komisjach wypowiadają się swobodnie. Przeważa język potoczny. Rada składa się z 15 radnych z różnych środowisk, z różnym wykształceniem, o różnym pochodzeniu i niektórzy używają słów, które mogą być uznawane za obraźliwe lub obelżywe – stwierdził przewodniczący.

– Czy z takich słów robi się jakiś problem? – dopytywał mec. Cieślak.

– Nie, nie interweniowałem w takich sytuacjach. Dla mnie najważniejsze było, żeby każdy radny wypełniał to, z czym przeszedł do rady, czyli żeby pracował dla dobra mieszkańców – odpowiedział przewodniczący rady gminy wiejskiej.

Kolejne posiedzenie sądu odbędzie się na początku przyszłego roku. Wtedy ma zeznawać wicewójt Kopij.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content