Zaniedbane nagrobki wracają na ewangelicki cmentarz. „To ma głęboki sens”

Kolsko: szef rady gminy Paweł Zapeński razem ze strażakami przewiózł pierwszą część starych, zaniedbanych niemieckich nagrobków na były cmentarz ewangelicki przy Parkowej. Te tablice znowu odnalazły godne miejsce. – To, co robimy, ma głęboki sens – podkreśla Zapeński

Wszystko zaczęło się zimą. W lutym ze społecznikiem i radnym Pawłem Zapeńskim pojechaliśmy do Tadeusza, mieszkańca jednego z lubuskich miasteczek. Zmieniam jego imię, bo nie chciał dać do tekstu swoich prawdziwych danych. Prosił też o to, żeby nie podawać, w jakiej miejscowości mieszka. – Znam ludzi – mówił. – Będą niepotrzebnie gadać.

Pojechaliśmy do niego, bo Tadeusz zadzwonił do Zapeńskiego i powiedział, że ma na posesji kilkadziesiąt, może sto fragmentów nagrobków, które pochodzą z dawnych niemieckich cmentarzy w Bojadłach i Kolsku. Dowiedział się, że on „zajmuje się takimi sprawami”.

A Zapeński pomyślał, że byłoby dobrze, gdyby te tablice znalazły godne miejsce.

Niemcy nie wrócili

Tadeusz opowiadał nam, że gdy jego rodzice zaczęli budować tutaj dom, ludzie pukali się w głowę. „Głupi jesteście? – pytali. – Przecież Niemcy tutaj wrócą”.

– A w latach 60., 70. likwidowali u nas niemieckie cmentarze – wspominał. – Byłem wtedy dzieckiem i widziałem, jak te tablice tutaj trafiły. Część została zrzucona u nas i tak zostały. Po prostu taka była tendencja, takie były czasy. Za komuny jak coś było niemieckie, to trzeba było zniszczyć – takie myślenie. Nie ukrywam, że ich było więcej, jakieś kilkanaście sztuk zostało wykorzystanych do innych rzeczy. Reszta tutaj leży od kilkudziesięciu lat. Już od dawna myślałem, co z tymi nagrobkami zrobić. Szukałem kogoś, komu można je oddać i on się nimi zaopiekuje, a nie je zniszczy. Nie chciałem, żeby to wszystko poszło na gruz. Nie godzi się. Chciałby pan, żeby groby pana przodków zostały zniszczone? To byli ludzie, mieszkańcy naszych stron. Nie ma w tym nic bohaterskiego. Jak przyjedzie tutaj jakiś Niemiec, będzie mógł pójść na symboliczny grób przodków. Sam dowiedziałem się z 10 lat temu, że moja babcia urodziła w Berlinie, choć rodzice byli Polakami. Po prostu tam pracowali przed I wojną światową. Takie to były czasy.

Tych nagrobków na posesji Tadeusza było rzeczywiście sporo, leżały przykryte śniegiem. Wśród nich m.in. te z napisami „Marta Adam (1880-1941)” i „Anna Irmler (1883-1927)”. Najbardziej rzuciły nam się w oczy.

Wtedy Paweł Zapeński zadeklarował, że przyjedzie po tablice wiosną, gdy odmarzną. – Pamiętajcie, że to wszystko jest ciężkie jak diabli – ostrzegał nas Tadeusz.

Strażacy dali radę

Jak obiecał, tak zrobił. W lipcu pojechał do Tadeusza ponownie. Tym razem ze strażakami ochotnikami z Kolska, którzy pomogli mu w całej akcji. – Tak naprawdę dobrowolnie się zgłosili do tej akcji, co też mnie bardzo cieszy – mówi Paweł Zapeński.

Pierwsze tablice trafiły już do Kolska. Stanęły na terenie byłego cmentarza ewangelickiego przy ul. Parkowej.

Zapeńskiemu marzy się, by powstało tam lapidarium. W przeszłości gmina ogrodziła teren, zawiesiła tabliczkę, ale nagrobków nie ma tam już od lat. Zostały tylko dwa słupki ze starego ogrodzenia. Okolica jest piękna.

– Niech to lapidarium będzie swoistym symbolem – mówił mi w lutym Zapeński. – To byli ludzie z krwi i kości, którzy tutaj mieszkali, uprawiali ziemię, tutaj kochali, żenili się i umierali.

– Razem ze strażakami podczas tego pierwszego transportu chcieliśmy zobaczyć, jak to wszystko wyjdzie logistycznie, bo te tablice są naprawdę ciężkie – mówi dziś szef rady gminy Kolsko. – To była próba i na pewno będziemy musieli jeszcze dwa-trzy razy pojechać, by zabrać ich resztę. Samochody były mocno obciążone, ale daliśmy radę, za co bardzo strażakom dziękuję.

Teraz Paweł Zapeński będzie chciał zaprosić na miejsce lapidarium Mirosławę Kochańską, powiatową konserwator zabytków, i dyrektora nowosolskiego muzeum Tomasza Andrzejewskiego. – Chcę ich poprosić o rozmowę i poradę, jak technicznie ułożyć te nagrobki, żeby było jak najbardziej godnie – tłumaczy.

Po chwili Zapeński dodaje: – Ostatnio czytałem książki Zofii Mąkosy. Miałem przyjemność niedawno z nią porozmawiać, pisze też o gminie Kolsko. I pisarka też podkreślała, że nie możemy zapominać o tych, którzy tutaj, na naszych ziemiach, żyli przed nami. Lektura tych książek utwierdziła mnie w przekonaniu, że to, co robimy, ma głęboki sens.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

One thought on “Zaniedbane nagrobki wracają na ewangelicki cmentarz. „To ma głęboki sens”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content