Boże Narodzenie w Domu Pomocy Społecznej. Jak będzie wyglądało?

Mieszkańcy DPS to ludzie samotni, chorzy, niepełnosprawni. Pandemia i związane z nią obostrzenia zabrały im wiele. Z dyrektorką DPS w Kożuchowie Jolantą Szatkowską rozmawiamy o przygotowaniach do wspólnego świętowania

Aleksandra Gembiak: Świąteczne stroiki, ubrana choinka, kolędy, które niosą się korytarzem… Czy w tym roku mimo trwającej pandemii i wielu ograniczeń święta w DPS będą radosne?

Jolanta Szatkowska: Mamy stu mieszkańców i chciałabym, żeby mogli normalnie funkcjonować i spędzić piękne święta. Planujemy uroczyste spotkanie opłatkowe, w Wigilię będzie pasterka. Mamy telewizję i możliwość zorganizowania transmisji, więc mieszkańcy będą mogli w niej uczestniczyć w pokojach.

Dużo osób wyjeżdża na święta do swoich rodzin?

Takich osób jest niewiele, ale mamy zaplanowane dużo odwiedzin. Dla mieszkańców to bardzo ważne. W ubiegłym roku mieliśmy ograniczone kontakty. Uczyliśmy się żyć w cieniu koronawirusa. Obowiązywał reżim sanitarny i wszystko było zamknięte. Kiedy się mówi o tym, że ofiar koronawirusa jest dużo więcej, to na pewno dotyczy to także mieszkańców DPS-ów. Izolacja sprawiła, że nasi podopieczni zamknęli się w sobie. Tęsknota za rodziną: dziećmi, wnuczkami – osłabia naszych mieszkańców. Procedury i obostrzenia nadal obowiązują, jednak w tym roku robimy wszystko, żeby odwiedziny były. Oczywiście z zachowaniem środków ostrożności. Spotkania z jednym członkiem rodziny odbywają się w pokojach odwiedzin, które po każdej wizycie są dezynfekowane.

Codziennie słyszymy o nowych zachorowaniach. To budzi niepokój?

Cały czas jesteśmy czujni. Zabezpieczenia, maski, rękawiczki zawsze nam towarzyszą, gdy wchodzimy na oddział. Nie ma dla nikogo taryfy ulgowej. W DPS-ach procedury wciąż są. I bardzo dobrze. Mieliśmy w listopadzie przypadek Covid-19 u mieszkańca, który wrócił ze szpitala. Zgodnie z procedurą był objęty kwarantanną, w trakcie jej trwania wykonaliśmy test i niestety był pozytywny. Od razu testowaliśmy też pracowników i nikt nie miał wyniku dodatniego. Mówię o tym z dumą, ponieważ to pokazuje, że wszyscy stosowali procedury, zachowali ostrożność, co pozwoliło uniknąć zakażenia wirusem.

Gdy zaczynała pani pracę w DPS w Kożuchowie trzy lata temu, spodziewała się pani, że będzie musiała stoczyć taką walkę o zdrowie i życie mieszkańców?

Kiedyś już pracowałam w DPS, potem w opiece społecznej. Spodziewałam się, że będzie ciężko, ale… Praca z ludźmi była mi zawsze bliska. Podejmując decyzję, zawsze mam przed oczami naszych podopiecznych. To dla nich jesteśmy. Praca w DPS to coś więcej niż miejsce zatrudnienia. Do tego trzeba mieć serce, czuć powołanie. Jeśli o mnie chodzi, to jest moje miejsce na ziemi. Bardzo się cieszę, że tutaj jestem i wierzę, że uda mi się zrobić wiele dobrego.

Najbardziej podbudowują mnie spotkania z mieszkańcami. Oni po prostu cieszą się, że do nich przychodzę, wysłucham problemów. Zawsze wsłuchuję się w to, co do mnie mówią i gdy coś planuję, staram się myśleć o ich potrzebach. Wracając po takich rozmowach do swoich obowiązków, mam naładowane akumulatory. Wiem, że to, co robię ma sens, że robię to dla ludzi i mając w sercu dobro podopiecznych, obrałam słuszny kierunek. Muszę podkreślić, że otaczają nas niezwykli ludzie, bardzo aktywni, którzy potrafią pozytywnie zaskoczyć. Niektórzy z nich robią na drutach, pięknie malują – mają wiele talentów. Terapeuci starają się ich wspierać, aby jak najdłużej mogli się realizować.

Oddałaby pani swojego bliskiego do DPS w Kożuchowie?

Zastanawiałabym się nad tym mocno. Oddanie członka rodziny do takiego ośrodka to ostateczność. Prawda jest jednak taka, że gdybym była zmuszona, to rozważałabym taką decyzję. Plusem jest całodobowa profesjonalna opieka, zawsze jest lekarz i pielęgniarka. Minusem… rozłąka z rodziną. Tę tęsknotę widać u osób starszych. Nawet jeśli nasi pracownicy starają się stworzyć rodzinną atmosferę, to i tak nigdy nie będzie jak w domu. Mamy dobry personel, który robi co w jego mocy, żeby nasi podopieczni mieli poczucie bezpieczeństwa.

Koniec roku to czas podsumowań. Jaki był ten kończący się rok?

To był trudny rok i chciałabym, żeby się już skończył. Bardzo bym sobie życzyła, żeby nowy był pozytywny, żebyśmy mogli czerpać radość z obcowania z drugim człowiekiem. Mam nadzieję, że skończy się pandemia i będziemy mogli funkcjonować normalnie. To ważne, żeby szeroko wpuścić rodziny w odwiedziny naszych mieszkańców.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content