Strzelam, zanim ustawią tarczę

Mieczysław Lewandowski, emerytowany nauczyciel geografii i języka niemieckiego, przysposobienia obronnego, druh Związku Harcerzy Polskich, wychowawca setek młodzieży w najbliższy czwartek 16 listopada obchodzi swoje 87. urodziny

Z tej okazji odwiedziliśmy M. Lewandowskiego w Domu Pomocy Społecznej w Kożuchowie, gdzie obecnie przebywa. Spędziliśmy w jego pokoju przeszło dwie godziny i z trudem go opuszczaliśmy. Pan Mieczysław opowiedział nam wiele zabawnych historii z jego życia.

– Jestem niedługo po obozie harcerskim, w 1964 r. – zaczyna ze śmiechem. – W Borowym Młynie mieliśmy dary amerykańskie: sery, mleko i oliwę, z którą nie wiedzieliśmy, co zrobić. Postanowiliśmy upiec pączki. Cały obóz najadł się tymi pączkami do syta. Mieliśmy tak prymitywny obóz w pozytywnym sensie, że był to krąg drzewek, na obwodzie mieliśmy namioty, a  w środku był maszt.

Jedno jezioro było do kąpieli, a drugie do czyszczenia kotłów. Jeszcze nie było wtedy takich higienicznych norm europejskich. Maluszki szły z tym kotłem ścieżką do leśniczówki, skąd braliśmy wodę do picia. Maluszki poszły kawałek i wróciły przerażone. Mówią: druhu, do nas strzelają. Niedaleko wojska z któregoś ośrodka lotniczego miały loty z workiem z tyłu. Artyleria w ten sposób ćwiczyła, aby strącić worek. Lotnicy nie wiem, czy chcieli trafić w kocioł. Podszedłem do tego miejsca, a tam – jaki cud – w odległości kilku metrów od dzieci leżał gorący pocisk na piasku. Trzeba było poruszyć wszystkie sprężyny partii, żeby wyjaśnić tę sprawę. Przerwali loty. Przyjechała na nasz obóz pierwsza grupa pilotów. Dochodzili, co i jak. Druga grupa przyjechała i mówią: o tu, najlepsi harcerze. Wywinęli się z tego. Do dziś przyjeżdżają do harcerzy, żebyśmy w nagrodę do jednostki pojechali. To był cud – opowiada M. Lewandowski.

Drugi miał się wydarzyć w jego pokoju w DPS. – Jestem zdechlak (śmiech). Robili porządki w pokoju. Mnie przenosili z miejsca na miejsce. Rozmawiamy sobie. Jak sprzątnęły wszystko, to Teresa – nazwana przeze mnie szczekaczka z Wolnej Europy, bo strasznie pyskata jest. Ubóstwiam ją – matka dwóch dorosłych już córek. Jestem bardzo wierzący i praktykujący. Zmówiłem trzy zdrowaśki, trzy westchnienia do św. Antoniego, Franciszka z Asyżu, św. Teresy, Edyty Stein i Matki Teresy z Kalkuty w intencji córki Teresy, która nie mogła zajść w ciążę. Na drugi dzień przyszła Tereska. Mówi, że stał się cud i zaszła. To było zaraz po twojej modlitwie – rozkleja się M. Lewandowski.

Nauczyciel wspomina, że mało było rzeczy, których w życiu nie robił. Był krawcem, ogrodnikiem, szewcem, uprawiał dla ojca tytoń, hodował króliki, kury. – Ojciec nazywał mnie: Ty kuniu Pana Jezusa – wspomina M. Lewandowski. O sobie dodaje: – Strzelam, zanim tarczę ustawią.
Jego pokój w DPS zawsze jest pełen ludzi. Przychodzą pokojowe, domownicy. Proszą go o modlitwę, o rozmowę. Jest uwielbiany, tak samo jak jako nauczyciel i druh w Nowej Soli. – Zaczepił mnie kiedyś milicjant w Nowej Soli. Panie Lewandowski, ja jestem ortodoksyjnym żydem. Chciałbym się pomodlić. Jego żona jako czerwonoarmistka pilnowała jeńców niemieckich. On przyszedł do Nowej Soli jako sybirak chyba i był milicjantem. Panie, do kościoła niech pan idzie, a jak nie to Poznań albo Wrocław. On to przyjął. Minęły lata. Pięcioro nas z „jedynki” uczy milicjantów, żeby mieli siódmą klasę skończoną na milicji.

A więc: matematyk śp. Nowacki, fizyk św. Skupień, śp. Irena Maziarz, Lewandowski i Lisiecki. Uczyłem geografii, a nie wiedziałem jeszcze wtedy, że mam dwóch orłów w grupie – tych milicjantów. Był egzamin, siedziałem w komisji. Wymaglowałem ich na maksa, wszystko wiedzieli. Okazało się z czasem, że Ligas, mój kumpel, uczył ich do tych egzaminów – śmieje się M. Lewandowski.

Nie sposób opisać wszystkich historii, które usłyszeliśmy od pana Mieczysława. Poprosiliśmy go, aby skierował kilka zdań do wszystkich nowosolan, których zna, a jest to praktycznie kilka pokoleń. – Nie urażaj godności mojej, że mogę swoich ziomali nie cenić – powiedział nam o nowosolanach na koniec rozmowy M. Lewandowski. – Mam dopiero 87 lat. Powiedziałem prezydentowi Tyszkiewiczowi, który odwiedził mnie ostatnio, że będę żył 114 lat – dodał jubilat. Krótki film z przekazem od pana Lewandowskiego dla mieszkańców Nowej Soli można zobaczyć na naszym kanale na Youtube.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content