Internet jako substytut przyjaźni i miłości [BĄDŹ CYBERBEZPIECZNY]

Świat się zmienia i my się zmieniamy. Innowacje i nowinki techniczne wkraczają do naszej codzienności i sprawiają, że niemal wszystko, co przyjdzie nam do głowy, możemy mieć na wyciągnięcie ręki. Od przybytku głowa nie boli, choć co za dużo – to niezdrowo”. Czy zatem internet jako narzędzie daje nam więcej szans czy zagrożeń? – pyta w cyklu „Bądź cyberbezpieczny” Grzegorz Boruszewski

Włączam komputer lub konsolę, otwieram przeglądarkę albo uruchamiam program, wybieram nickname i już jestem w innym świecie. Mogę tam jeździć na rowerze i pilotować X-Winga. Mogę grać w piłkę nożną i prowadzić samochód. W końcu mogę zabijać i samemu stracić życie. Jestem skupiony tylko na wirtualnym świecie.

Pamiętacie powiedzenie, że „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”? Bardzo podobnie jest z uczestnictwem w cyberżyciu. Nasz mózg, choćbyśmy nie wiem jak dobre mieli o nim zdanie, w pewnym momencie może przestać odróżniać prawdę związaną z tym, co nas otacza, od fikcji, którą serwujemy mu na monitorze.

Możemy doprowadzić do sytuacji, w której widząc przemoc nie będziemy traktować jej jako czegoś, co należy piętnować. Widząc nagość, nie będziemy odczuwać wstydu ani potrzeby prywatności. Będzie to nasza codzienność. Ba, sami zaczniemy się posługiwać agresją jako sposobem rozwiązywania problemów. Tego nauczyliśmy nasz mózg. On uzna, że kradzież to „nic takiego”, a odebranie życia nie jest ostateczne, bo przecież zapisaliśmy tę grę. Mózg będzie o tym przekonany. My będziemy przekonani.

Hola, hola! To też nie jest tak, że te gry to samo zło! Jeśli będziemy przestrzegać pewnych zasad, możemy świetnie nauczyć się, jak dostosować nasze reakcje do określonych sytuacji (gry rozwijają funkcje kognitywne). Rozwiniemy też naszą wyobraźnię i wyostrzymy spostrzegawczość. Dynamiczna rozgrywka zza klawiatury może nawet poprawić koordynację mięśniową i intensywnie tworzyć nowe połączenia w mózgu. Ciekawa strategia nauczy nas planowania, gra ekonomiczna pozwoli poznać podstawy tworzenia budżetu, opowie o systemie bankowym itd. W końcu w grze możemy wirtualnie zwiedzać świat, dowiadując się więcej na temat prawdziwej historii, tradycji i kultury. Absolutnie kluczowe jest zatem dobranie samej gry (jej tematyki i treści).

Psychologowie wspominają, że „człowiek w danym wieku powinien spędzać przed monitorem maksymalnie tyle a tyle godzin”. Dlaczego? Jak to wyliczyli? Co to za bajki? Musimy zwrócić uwagę na jeden fakt: zabawa multimedialna istotnie ograniczy doznania w rzeczywistym świecie. Siedząc przy kompie nie możemy wielu rzeczy dotknąć, poczuć, zobaczyć, usłyszeć, posmakować. Plastyczny mózg człowieka potrzebuje tych interakcji szczególnie we wczesnym etapie rozwoju.

Według Amerykańskiej Akademii Pediatrii dzieci do 2. roku życia w ogóle nie powinny mieć kontaktu z telewizją, grami, komputerem, telefonem ani konsolą. Młody człowiek w wieku od 2 do 5 lat po 60 minutach powinien na dłużej odpocząć od ekranu. Dwa razy dłużej korzyści z obcowania z telefonem lub komórką będzie czerpał starszak w wieku od 6 do 12 lat. Od 13. urodzin (może nie co do dnia i godziny) możemy rozwijać się z pomocą urządzenia elektronicznego nawet przez cztery godziny na dobę.

Kogo spotkasz w sieci, a kto spotka Ciebie?

Nie tylko grami internet stoi i nie tylko zabawę oferuje. Spotkania towarzyskie w ramach koleżeńskich odwiedzin, siedzenie na ławce czy krawężniku i rozmowy twarzą w twarz przeniosły się do sieci. Teraz to media społecznościowe dostarczają nam koleżanek i kolegów. Dzięki skróceniu dystansu do odległości między dłonią a klawiaturą możemy pozostać w stałym kontakcie, podtrzymując okazjonalne znajomości. Ulegając złudzeniu anonimowości, chętniej podejmujemy rozmowy z nieznajomymi. Szczególnie to ostatnie zjawisko potrafi eskalować zarówno w formie pozytywnej (mama poznała tatę w internecie), jak i – niestety – bardzo negatywnej (np. porwania dzieci przez osoby poznane online, groźby karalne, hejt).

Dorosły, który potrafi poradzić sobie z potencjalnym porywaczem, w istocie jest na takie zagrożenie narażony mniej. Jak jednak pomóc tym, którzy sami mogą sobie nie poradzić?

Zacznijmy od budowania świadomości tego, z czym mamy do czynienia. Niewiedza o tym, jakie skutki może przynieść pełne zaufanie osobie poznanej w sieci, to często początek równi pochyłej. Tak, my często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to nie bajka i że ktoś może w rzeczywistości zrobić nam krzywdę! Oddając komputer w ręce osoby, która jest bardziej niż my narażona na to ryzyko, musimy ją odpowiednio poinstruować.

I tak: jeśli ktoś namawia Cię do tego, by o znajomości z nim nikogo nie informować, jeśli przy tym zachęca Cię do tego, żebyście się spotkali w miejscu odległym lub innym niż publiczne – to na 99 proc. chce Ci zrobić krzywdę! Może jeszcze poprosić o przyniesienie czegoś wartościowego, bo właśnie jest w potrzebie i tylko Ty możesz mu pomóc. Może też poprosić o przesłanie Twoich zdjęć w niekomfortowych dla Ciebie okolicznościach, odwdzięczając Ci się tym samym. To nie przelewki, to nie jest bajka ani „straszna historia”, którą można wyłączyć lub „zapauzować” w dowolnym momencie. Uczmy słabszych od nas o takich zagrożeniach, bo bez nas i bez tej wiedzy są w poważnym niebezpieczeństwie!

Niestety, ale coraz powszechniejszymi zjawiskami są: sharenting (rozpowszechnianie wizerunku dziecka przez rodzica), sexting (udostępnianie przez nastolatki erotycznych zdjęć i filmów) oraz zjawisko lęku przed odłączeniem się od sieci. Każdy z nas powinien poświęcić odrobinę czasu choćby na zapoznanie się z nimi – przykładowe źródła wiedzy wskażemy w dalszej części artykułu.

Jedną z czterech żelaznych zasad, którymi posługuję się dbając o swoje bezpieczeństwo w sieci, jest: „Co trafiło do internetu, już na zawsze w internecie pozostanie”. Zdjęcie, na którym widnieje tajne hasło, ważny przedmiot lub które odsłania coś, czego nie chcemy odsłaniać. Może nam się zdawać, że taka publikacja to tylko zabawa. Choćby nawet wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że zostało usunięte, należy wychodzić z założenia, że gdzieś jest już jego kopia i że może się znów pojawić w najmniej oczekiwanym momencie. Taka publikacja może dotyczyć naszego bezpieczeństwa, może też w jakiś sposób naruszać naszą lub cudzą prywatność. Nasz komputer i telefon to nie tylko podręczne dyski – to brama do cyberświata. Przekraczając ją, podejmujemy poważną decyzję.

Czy naprawdę chcę, żeby to zdjęcie, ta rozmowa, ten gest zostały ze mną na zawsze?

Jeszcze o anonimowości

Przekonanie o anonimowości i bezkarności to zagadnienie, które zasługuje na co najmniej osobny akapit. Osadźmy raz jeszcze przestrzeń internetu w świecie rzeczywistym. Tutaj obowiązują takie same prawa i obowiązki jak na podwórku, w szkole lub w supermarkecie. Nie możesz obrażać, nie możesz poniżać, nie możesz komuś grozić. Czytając rozmowy na portalach społecznościowych nie mam złudzeń – większość z nas kompletnie o tym zapomina.

W imię walki jednej partii z drugą, jednej drużyny z drugą, jednej… szkolnej klasy z drugą. Wyzywamy, gardzimy, grozimy, publikujemy przerobione zdjęcia, by poniżyć w ten sposób oponenta. Dorosły łatwiej to zniesie lub będzie wiedział, jak się bronić. Młodszy użytkownik sieci powinien to usłyszeć: należy Ci się szacunek i nikt nie ma prawa Cię obrażać, poniżać ani Ci grozić! Nikt! Żaden zmieniony nickname, żaden VPN ani tymczasowy adres IP nie ukryją kogoś, kto narusza Twoją nietykalność w internecie.

Wartościowe zasoby netu

Żeby uczyć się np. bezpieczeństwa w internecie, wystarczy… dostęp do internetu. Każda zainteresowana osoba może sięgnąć do cyberzasobów, by poczuć się przy klawiaturze bezpieczniej i to bezpieczeństwo zapewnić swoim podopiecznym.

Proponuję zacząć np. od strony https://akademia.nask.pl. Znajdziemy tam mnóstwo bardzo wartościowych materiałów (poradniki dla rodziców i nauczycieli, gry i zabawy dla dzieci, dyżurnet – zgłaszanie nielegalnych treści).

Weźcie odpowiedzialność

Może się zdarzyć tak, że ktoś nam bliski będzie potrzebował naszej bliskości, naszego „bycia”. My jednak, zmęczeni lub skupieni na czymś ważniejszym (?), zamiast pomocnej dłoni lub naszej obecności zaproponujemy monitor komputera lub wyświetlacz telefonu. Do ręki tej osobie wręczymy narzędzie, którego możliwości już znamy. Pamiętajmy, że w razie kolejnej sytuacji kryzysowej ta osoba może się udać bezpośrednio do tego urządzenia. Czy jesteśmy na to gotowi i czy możemy wziąć za to odpowiedzialność?

***

Pierwotnie artykuł miał dotyczyć stricte „dziecka w sieci” i opowiadać o zagrożeniach dotyczących najmłodszych. Janusz Korczak mawiał jednak: „Nie ma dziecka – jest człowiek”. Resztę niech każdy z nas dopisze sam…

Grzegorz Boruszewski

specjalista ds. cyberbezpieczeństwa, współpracuje z firmą Orange Polska jako ekspert działu rozwoju i transformacji technologii bezpieczeństwa, pentester, członek ISSA Poland

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content