Rodzice wkurzeni na burmistrz Wojtasik. Chodzi o łączenie klas w szkole

W gminie wrze po decyzji burmistrz Danuty Wojtasik o połączeniu klas w dwóch rocznikach. Rodzice mówią, że o wszystkim dowiedzieli się z internetu. – To niepoważne, biorąc pod uwagę kaliber sprawy – grzmią. Burmistrz odpowiada: – Jesteśmy placówką publiczną, więc musimy dostosować liczebność oddziałów także do naszych możliwości finansowych

„W związku z decyzją Pani Burmistrz o łączeniu obecnych klas 3 i 4 zgłaszamy stanowczy protest. Jako rodzice oficjalnie od Pani Burmistrz dowiedzieliśmy się o połączeniu z mediów społecznościowych i tylko dlatego, że na Spotted Nowe Miasteczko ukazała się taka informacja. Wpis ten zmusił Panią Burmistrz do poinformowania, oczywiście również poprzez media społecznościowe, o zaistniałej sytuacji” – czytamy w petycji rodziców zaadresowanej do radnych z terenu gminy Nowe Miasteczko. „Odbieramy to jako ewidentny brak szacunku ze strony Pani Burmistrz względem rodziców i uczniów. Zamiast wypowiedzi na FB powinno zostać zorganizowane spotkanie wyjaśniające z rodzicami, a takie nie miało miejsca” – denerwują się rodzice uczniów dwóch roczników z ZS nr 1.

Pod petycją podpisało się kilkudziesięciu rodziców. Z częścią z nich rozmawiałem w ub. wtorek, zanim weszli do szkoły na spotkanie z dyrektorem placówki Jackiem Zawiślakiem.

W obu rocznikach z trzech klas mają zostać utworzone dwie o liczebności do 28 uczniów.

To nie w porządku”

Rodzic nr 1: – Moje dziecko już dwa tygodnie temu, w środę, przyszło do domu i zapytało wprost: czy to prawda, że ich klasa zostanie rozdzielona. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam. Przecież to nie w porządku, że my jako rodzice nie wiemy o faktach dotyczących przyszłości naszych dzieci.

Rodzic nr 2: – Jesteśmy przeciwni połączeniu, bo klasy będą za duże. To stanie się z niekorzyścią dla dzieci. A o ich dobro przecież powinno chodzić najbardziej. Jak w klasie 28-osobowej możemy wymagać, żeby efekty ich pracy były na wysokim poziomie? Już są w plecy przez zdalne nauczanie. Do tego dochodzą sprawy związane z gorszą kondycją psychiczną u dzieci, o czym się nie mówi. Niedawno wrócili do swoich rówieśników, z którymi mają więzi od lat. Ale te więzi od września, po decyzji urzędnika, znowu mają zostać zerwane. To nie jest okej.

Rodzic nr 3: – Jesteśmy cały czas w okresie pandemii, która nie minęła. W szkole cały czas obowiązują obostrzenia, przede wszystkim dystans społeczny i dezynfekcja. Jeśli uczniów będzie blisko 30 w jednej klasie, to będą siedzieć jedno na drugim, bo nie mamy do tego dostosowanych klas w szkole. Pomijam fakt, że nie robi się takich rzeczy w klasach piątych, bo te dzieci są ze sobą mocno zżyte, zintegrowane. I jak teraz ich rozdzielić? Zrobić entliczek-pentliczek – i wychodzisz ty?

W podobnym tonie wypowiadała się większość rodziców, którzy spotkali się z dyrektorem za zamkniętymi drzwiami.

Dyrektor jak tarcza?

Po tym spotkaniu udało nam się porozmawiać z dyrektorem Jackiem Zawiślakiem, który nie chciał oceniać decyzji organu prowadzącego. – Nie mam oceny, nie ja jestem decydentem. Ja wykonuję polecenia. Mamy świetnych nauczycieli i nie uważam, żeby pojawiły się jakiekolwiek problemy pedagogiczne, które podnoszą rodzice. Jest arkusz organizacyjny, w który wgląd miały związki zawodowe. Natomiast rodziców na etapie konstruowania arkusza nie informuje się o sprawach z nim związanych. Może to źle zabrzmi, ale de facto można ich było powiadomić w sierpniu – powiedział dyrektor Zawiślak, który na siebie musiał wziąć krytykę ze strony rodziców. To nie była jego decyzja, ale to on musiał się z niej przed nimi tłumaczyć.

– Przepraszam za określenie, ale nie czuje się pan trochę mięsem armatnim w tej sprawie? – zapytałem wprost dyrektora.

– To jest mój obowiązek, żeby porozmawiać z rodzicami. Skoro szef mi zlecił wykonanie pewnego zadania związanego z łączeniem klas, to ja to wykonuje. Trochę jak w wojsku. Co prawda nie na ślepo, ale to wykonuję – odpowiedział dyrektor Zawiślak.

Burmistrz Danuta Wojtasik w zeszłym tygodniu była na urlopie. Część rodziców komentowała, że to ucieczka, żeby się z nimi nie skonfrontować.

– To prawda? – pytam burmistrz.

– Często muszę podejmować niewygodne decyzje i nigdy od nich nie uciekam. Mój urlop trwał tylko tydzień, więc gdyby była taka wola, spokojnie mogliśmy się umówić na rozmowę w trwającym tygodniu. Chętnie wyjaśniłabym powód tej decyzji. Jednak przedstawiciele rodziców wybrali inną drogę, co świadczy o tym, że wcale nie interesuje ich moje stanowisko w tej sprawie – odpowiada Danuta Wojtasik.

Burmistrz: To konieczna decyzja

Szefowa gminy podkreśla, że ZS nr 1 jest placówką publiczną, w której niewystarczającą kwotę subwencji musi pokrywać organ prowadzący. – Trzeba to zrobić ze środków publicznych kosztem innych zadań. Nasza gmina w 2020 r. do wydatków bieżących szkół dołożyła ok. 2 mln zł. Mając na uwadze także inne oczekiwania mieszkańców, sukcesywnie musimy optymalizować wydatki – tłumaczy swoją decyzję szefowa gminy.

Dodaje, że w ZS nr 1 w dwóch rocznikach były klasy nawet 14-osobowe, dlatego swoją decyzją musiała dostosować liczebność oddziałów do możliwości finansowych, uwzględniając też pozostałe potrzeby gminy. – Mam świadomość, że to nie jest decyzja wygodna ani dla mnie łatwa i przyjemna, jednak niestety konieczna. Znam placówki, w których liczebność oddziałów przekracza 30 osób i to jest sytuacja normalna. Żaden z rodziców nie kontaktował się ze mną w tej sprawie, a na pytanie kierowane do mnie na Spotted odpowiedziałam w podobnej formie. Organem właściwym do podziału na oddziały jest dyrektor szkoły, który przedstawia rodzicom ustaloną organizację placówki na dany rok szkolny. I tak też się stało – odpiera zarzuty o formę ogłaszania swoich decyzji burmistrz Wojtasik.

Radny powiatowy z petycją do kuratorium

Burmistrz na koniec dodaje: – Nie znam organu prowadzącego placówkę publiczną, który pyta o zgodę rodziców w kwestii liczebności klas, bo odpowiedź byłaby oczywista. Ponieważ prowadzimy też placówkę w Borowie Wielkim, gdzie oddziały są mniej liczne, rodzice mogą przenieść tam swoje dzieci. Mogą także wybrać inną, dowolną, także prywatną, placówkę, która spełni ich oczekiwania.

Rodzice z Nowego Miasteczka z petycją zwrócili się do gminnych radnych, którzy o sprawie mieli nie wiedzieć. Ale i do radnego powiatowego Jarosława Intka, który został wybrany głosami mieszkańców rodzinnego Bytomia Odrzańskiego, Siedliska i Nowego Miasteczka.

– Zaangażowałem się w tę sprawę, bo zostałem poproszony o pomoc przez rodziców. Podałem im pomocną rękę deklarując, że sam osobiście dostarczę petycję do kuratorium oświaty w Gorzowie i tak też od razu zrobiłem. Mimo zarzutów, że to nie jest sprawa powiatowa i mam się nie wtrącać, czekam na odpowiedź kuratora, żeby móc ją przedstawić rodzicom – komentuje Intek.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content