Derby dla Zielonej Góry (zdjęcia)

MKST Astra Nowa Sól – KU AZS Zielona Góra 18:28 (11:15)

To specyficzny mecz. Zawodnicy dobrze się znają, trenerem zielonogórzan jest Bronisław Maly, trener wielu pokoleń piłkarzy ręcznych z Nowej Soli, wydawać by się mogło, że to powinien być mecz przyjaźni. Nic bardziej mylnego, potyczki Astry z AZS to zawsze mecze o ogromnej dawce ambicji i emocji.  Nie inaczej było w sobotę.

Remis w tym meczu mieliśmy dwa razy, przed pierwszą syreną i potem w 4. minucie po trafieniu Nowakowskiego na 1:1. Ci, którzy spóźnili się na halę przy ul. Botanicznej kilka minut i zobaczyli w 8. minucie na tablicy wyników rezultat 1:5, mogli złapać się za głowę.
Ale Astra wtedy zaczęła właśnie coś grać, łapać bramki, gonić i wydawało się, że nie taka straszna „banda Malego”, jak mogłoby się to wydawać. Kujawa obronił karnego, 3:5, 4:6, ale przyszła seria gości.

Zaczęli bardzo uważnie grać z tyłu, szczelnie, agresywnie, nie potrafili nowosolanie przez ten mur się przebić, a goście rewelacyjnie rozgrywali to taktycznie: twardo z tyłu, ale bez zbędnych fauli i szukamy trafień dających ucieczkę. Zrobiło się 4:9.
Potem był świetny fragment Astry, której udało się zielonogórzan oszukiwać, wyciągać z linii, grać kombinacyjnie szybkimi podaniami i kończyć akcje rzutami. Rewelacja. Dogonili na 9:11. Końcówka to jednak znów bardzo dobry fragment gry gości i ostateczny wynik pierwszej odsłony 11:15.

AZS jak puncher

Druga połowa, do czego kibice nowosolskich szczypiornistów się przyzwyczaili, wyglądała o wiele słabiej. Wystarczy wspomnieć, że na jedno trafienie nowosolan w ciągu 10 minut gry (!!!) goście trafili do naszej bramki sześciokrotnie, z 13:21 nie jest łatwo gonić nie opuszczając gardy, nie podejmując ryzyka. Odrobiliśmy między 40 a 50 minutą bramki, Astra trafiła pięć razy na dwie bramki gości, ale ostatnie 10 minut należało do AZS, który z chłodną głową, kunktatorsko wypunktował nowosolan niczym rasowy puncher trafiając pięć razy i skutecznie broniąc dostępu do własnej bramki.

Nie da się ukryć, goście sprawiali wrażenie monolitu, maszyny nasmarowanej, działającej na dobrym paliwie – ale też nie kryjmy – to maszyna o mniejszym przebiegu. Są jak rzymski legion – raz szyk klinowy, raz liniowy, z żelaznym trzymaniem się strategii.
Udaje się im to naprawdę bardzo dobrze i ten mecz zasłużenie wygrali.
Marek Grzelka

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content