Zanim pojedzie do Piszczka, odwiedzi Nową Sól

Już 30 września odbędzie się w Nowej Soli pierwsza konferencja sportowa. Jednym z prelegentów będzie Łukasz Wicha, nowosolanin, w przeszłości wielokrotny medalista Mistrzostw Polski w biegu na 400 m przez płotki, a dziś trener przygotowania motorycznego w firmie 4 Sport LAB. O konferencji i swojej pracy opowiada w rozmowie z Mariuszem Pojnarem

Po latach wracasz na łamy gazety, bo w przeszłości TK publikował informacje o tobie jako zawodniku, wielokrotnym medaliście MP w biegu na 400 metrów przez płotki.

Jest mi bardzo miło, że po takim czasie wracam na łamy nowosolskiej gazety. Szczególnie, iż jest to związane z tak świetną inicjatywą, jaką jest konferencja dla pasjonatów sportu organizowana przez Łukasza Kierula.

Zanim porozmawiamy o samej konferencji, przypomnij zarówno kibicom, jak również szerzej – wszystkim naszym czytelnikom – o swojej przygodzie ze sportem.

Kto cię do niego wciągnął?

Miałem to ogromne szczęście trafić w szkole podstawowej na pana Andrzej Wichmana, który uczył mnie wtedy wuefu. Po jakichś zawodach międzyszkolnych zaprosił mnie na treningi do sekcji lekkoatletycznej Astry Nowa Sól. Wtedy wszystko się zaczęło. Trener Wichman jest człowiekiem z ogromną pasją do sportu i ma to coś, co wyróżnia świetnych szkoleniowców. Teraz, sam będąc trenerem, mogę w pełni docenić jego pracę i podziękować za wysiłek włożony w trenowanie nas.

Niewątpliwie był on osobą, która miała największy wpływ na to, czym się teraz zajmuję. Pamiętam, że na początku treningi były dla mnie świetnie spędzanym czasem, a nasza grupa treningowa tworzyła paczkę przyjaciół nie tylko na bieżni, ale także poza nią. Zresztą z większością osób nadal jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i staramy się spotkać przy każdej możliwej okazji.

Myślę, że to najzdrowszy sposób wkraczania w sport – poprzez zabawę, bez presji i wielkich oczekiwań. Wydaje mi się, że w tych czasach za szybko na dzieci zaczynające przygodę ze sportem nakładana jest presja wyniku. Uważam, że jeśli ktoś nie zostanie mistrzem świata to i tak dążąc do tego może wynieść ze sportu bardzo dużo i czuć się zwycięzcą. Samo uprawianie sportu kształtuje cechy osobowości, które przydają się w życiu.

Co wydarzyło się w twoim życiu po wyjeździe z Nowej Soli?

Po zakończeniu studiów (Łukasz jest absolwentem Uniwersytetu Stanowego Utah z dyplomem Sport and Exercise Science – dop. red) zostałem jeszcze rok w Stanach i pracowałem jako trener lekkiej atletyki w liceum, oraz pomagałem przy drużynie futbolowej mojego Uniwersytetu. Wtedy właśnie był moment, w którym pomyślałem, że chciałbym spróbować bycia trenerem na poważnie. Cały wyjazd do Stanów Zjednoczonych traktowałem jako świetną przygodę, a wykształcenie stamtąd jako dobre narzędzie, dzięki któremu mogę zacząć pracę trenerską w Polsce.

Postanowiłem wrócić do Polski. Początki oczywiście nie były łatwe, bo trafiłem do Warszawy, gdzie nie znałem zbyt wielu osób, a świat sportu okazał się dość hermetyczny.

Tak naprawdę drzwi do sportu otworzyła mi firma 4 Sport Lab, gdzie obecnie pracuję. Tam dostałem szansę i chyba nie zawiodłem, bo pracuję tam już ładnych parę lat.

Pamiętam mój pierwszy trening motoryczny, był to jeszcze wtedy pierwszoligowy Dolcan Ząbki prowadzony przez trenera Sasala, nie dość, że sam fakt pierwszego treningu był stresujący, to nieoczekiwanie do drużyny dołączyli Maciej Rybus i Jakub Wawrzyniak, którzy pojawili się w Warszawie kilka dni wcześniej przed zgrupowaniem reprezentacji i chcieli zostać w rytmie treningowym. Było to fajne przeżycie.

Pracowałeś jako trener przygotowania motorycznego w drużynach seniorskich piłki nożnej – Dolcanie Ząbki, Zniczu Pruszków, Victorii Sulejówek. Obecnie pracujesz w Rakowie Częstochowa, Pelikanie Łowicz oraz LKS Goczałkowice Zdrój, a więc w klubie, z którym mocno jest związany Łukasz Piszczek.

Doświadczenie masz spore, więc chciałem zapytać o to, jak pracuje się z polskimi piłkarzami, bo w myśleniu niektórych środowisk, nawet tych sportowych, cały czas panuje stereotypowe myślenie, że nie do końca im się chce?

Faktycznie, patrząc na kluby to miałem przyjemność pracować w każdej klasie rozgrywkowej z wyjątkiem ekstraklasy. Daje to możliwość spojrzenia na piłkę z różnych perspektyw. Niezależnie od szczebla rozgrywkowego, jeśli chcesz coś osiągnąć w piłce, to sam talent nie wystarczy.

Wszystko musi być poparte ciężką pracą. Dlatego uważam, że taki stereotyp jest krzywdzący dla piłkarzy. Sam wywodząc się z lekkiej atletyki zazdrościłem poniekąd piłkarzom. Uważałem, że to taki sport nie wymagający wysiłku, przyjemny, z nieadekwatnym zarobkami. Szybko zmieniłem zdanie, gdy bliżej poznałem piłkę nożną przez pryzmat pracy.

Dzisiaj piłka to bardzo fizyczna dyscyplina, zawodnicy przebiegają kilometry podczas meczu na bardzo dużych prędkościach, z dużą intensywnością. Jeśli jesteś typem, któremu „nie do końca się chce”, to szybko cię nie będzie. Duża fala krytyki spadła na naszą reprezentację po Mistrzostwach Świata. Oczywiście, część była zasłużona, bo wypadliśmy fatalnie, jednak nie mogę przyjąć argumentu, że im się nie chciało.

Zdradź jakieś smaczki z pracy ze znanymi sportowcami. Może miałeś np. okazję przeprowadzić trening z samym Piszczkiem, kiedy był np. w Polce na urlopie?

(Śmiech) Niestety, akurat jak Łukasz trenował z „Goczałami” przy okazji swojego urlopu, ja przebywałem na obozie z Rakowem Częstochowa. Natomiast mam zaproszenie od niego do Dortmundu, aby podejrzeć, jak wygląda praca trenera przygotowania motorycznego w szkółce Borussi. Mam nadzieję, że uda mi się skorzystać z zaproszenia jeszcze w tym roku. Szczególnie ciesze się na możliwość stażu w ich szkółce. Bardzo interesuje mnie to, jak pracują tam z młodzieżą, nie tylko pod kątem piłkarskim, ale również samego kształtowania cech motorycznych. Praca u podstaw z najmłodszymi to coś, co u nas w Polsce szwankuje.

Jak w czasach współczesnych wygląda trening przygotowania motorycznego?

Tak, w ostatnich latach rola trenera przygotowania motorycznego w klubach piłkarskich zmieniła się. Ważną sprawą jest bycie na bieżąca z nowinkami i nastawienie na ciągłą naukę, bo to jest niekończący się proces. Kiedyś w okresie przygotowawczym zawodnicy biegali kilometry bez piłki, dzisiaj już jest to nie do pomyślenia. Zupełnie inaczej kształtuje się wytrzymałość piłkarza. Trener przygotowania motorycznego ma dużo zadań w klubie. Sezon przygotowawczy zaczynamy od szczegółowych badań zawodników. Na przykład w Rakowie Częstochowa zawodnicy po powrocie z urlopów przechodzą szereg testów, badania wydolnościowe, pomiar siły maksymalnej, testy mocy kończyn dolnych, szybkości oraz badania FMS. Wyniki pozwalają mi uzyskać aktualny obraz drużyny i są punktem wyjściowym do planowania całego okresu przygotowawczego. Dzięki temu obciążenia treningowe są indywidualne dla każdego zawodnika. Te 5-6 tygodni przygotowań to naprawdę ciężka praca dla zawodników.

Poza prowadzeniem jednostek treningowych moim zadaniem jest również analiz danych z GPS, z którymi zawodnicy wychodzą na każdy trening, czy też pomiary poziomu zmęczenia zawodników po wskaźnikach z krwi. Monitoring zawodników jest kluczowy, bo wtedy wiemy czy zastosowany trening odniósł należyty efekt. Piłka nożna bardzo się zmieniła, stała się dużo szybsza i bardziej fizyczna, a więc i trenerzy zaczynają doceniać w sztabie osobę, która zajmuje tym wszystkim, o czym wspomniałem. Sam fakt, iż za naszą porażkę na Mistrzostwach Świata bardzo mocno oberwało się Remigiuszowi Rzepce, trenerowi przygotowania motorycznego naszej kadry, świadczy o tym, że rola trenera jest coraz większa. Z drugiej strony miałem przyjemność rozmawiać z nim po MŚ i sam był bardzo zaskoczony występem, ponieważ wszystkie parametry zawodników wyglądały bardzo dobrze, porównywalnie do tych z Mistrzostwami Europy we Francji, a coś jednak nie zagrało. Piłka nożna to złożona dyscyplina i aby odnieść sukces nie wystarczy biegać i rozpychać się przez 90 minut, trzeba do tego podejmować błyskawicznie trafne decyzje.

Jesteś specjalistą diagnostyki funkcjonalnej FMS. Na czym ta diagnostyka polega?

FMS (functional Movement Screening) wiąże się z szerokim pojęciem treningu funkcjonalnego. Jest to narzędzie, dzięki któremu możemy ocenić fundamentalne wzorce ruchowe, które wykorzystujemy uprawiając sport rekreacyjny, czy też na najwyższym poziomie intensywności. Wykonując siedem ustandaryzowanych testów możemy zidentyfikować asymetrie i ograniczenia w naszym układzie ruchu, brak mobilności, przykurczone grupy mięśniowe lub brak stabilizacji.

Zaburzenie tych podstawowych wzorców wpływa niekorzystnie na ekonomię ruchu, i prędzej czy później doprowadzi do kontuzji. Po przeprowadzeniu testów FMS możemy w prosty sposób dobrać ćwiczenia funkcjonalne i wpleść je w trening tak, aby pracować nad słabymi ogniwami naszego łańcucha kinematycznego.

Przechodząc już do samej konferencji. Czy uważasz, że takie wydarzenie jest potrzebne regionowi, który sportowo mocno odstaje od reszty kraju?

Jest potrzebne. Kiedy zadzwonił do mnie Łukasz i opowiedział o konferencji, bardzo się ucieszyłem, że taka idea powstała właśnie w Nowej Soli. Uważam, że jest to świetny pomysł i sam jestem podekscytowanu możliwością posłuchania pozostałych prelegentów. Myślę, że każdy, kto postanowi spędzić z nami niedzielę, wyniesie dla siebie coś ciekawego. Takie konferencje to doskonałe miejsce na rozmowę i wymianę doświadczeń. Zauważyłem, że w Nowej Soli sport się rozwinął, zawłaszcza ten amatorski. Ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, dostępnych jest też szereg zajęć fitness prowadzonych przez świetnych trenerów. Mam nadzieję, że ta konferencja na stałe wpisze się w harmonogram. Już nie mogę się doczekać.

Jakie bloki tematyczne poruszysz i czego uczestnicy konferencji będą mogli dowiedzieć się na temat treningu i regeneracji?

Będę miał przyjemność poprowadzić dwa bloki tematyczne. Pierwszy jest bardzo mocno związany z samą oceną FMS i treningiem funkcjonalnym. Będzie można się tam dowiedzieć, dlaczego podstawowe wzorce ruchowe są tak istotne i w jaki sposób możemy je poprawić, aby czuć większą radość z treningu i unikać kontuzji. Drugi blok może zaciekawić osoby uprawiające bieganie, właściwie na każdym poziomie, bo opowiem w nim o treningu siłowym m.in. odpowiadając na pytanie, czy biegacze powinni go stosować i w jaki sposób. Musze powiedzieć, że mam duża tremę i stresuje się mam nadzieję, że ludzie nie zasną podczas mojej części.

W jednym z postów na Instagramie napisałeś: „Stęskniłem się za zapachem tartanu w upalne dni, ten zapach sprawia, że powracają wspomnienia. Może by tak kiedyś wrócić?”.

(Śmiech). Tak, to prawda mam duży sentyment do lekkiej atletyki, staram się oglądać zawody w telewizji lub na żywo kiedy tylko mogę. Bardzo ciągnie mnie na bieżnie głowa jeszcze może, gorzej z ciałem Ale stanąć jeszcze raz w blokach startowych byłaby to fajna sprawa. Jeśli mi się uda, to będzie to czysto amatorski start, te M35 bardzo mnie kuszą A na sport nigdy nie jest za późno!

Mariusz Pojnar
FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content