Hassa zamknięty w klatce. „Trzecia runda to była prawdziwa wojna!”

To dla niego nowość, wszak to zawodnik K-1, a oktagon jest domeną fighterów MMA. Bartosz Hassa poradził sobie jednak dobrze i pokonał Krystiana Bernatowicza 2:1 w rundach. – Od początku walki mogłem być bardziej aktywny, za bardzo skupiłem się na realizowaniu game planu, czekałem na jego konkretny ruch, a on troszkę mnie przepunktował. Za to jestem na siebie zdecydowanie zły – mówi o gorszych momentach walki Hassa

Gala Octagon Face2Face 2, na której walczył zawodnik Kickboxing Fighter Nowa Sól, odbyła się w Prusicach koło Wrocławia. Jej organizatorem był Łukasz Borowski. Wszystkie walki odbywały się w klatce z tego względu, że większość bitek toczyła się w formule MMA. Tylko cztery miały miejsce na zasadach K-1 – w tym pojedynek Bartosza Hassy.

„Hasek” wymieniał ciosy i kopnięcia z wrocławianinem Krystianem Bernatowiczem. W przeszłości Bernatowicz bił się chociażby dla DSF Kickboxing Challenge, która robi głośne gale. Był też parę razy na podium Mistrzostw Polski.

– Ze strony Krystiana najbardziej odczułem mocne kopnięcia na tułów, robił je idealnie pod względem technicznym. Były na tyle mocne, że ręka, którą chroniłem się przed nimi, jeszcze nie wróciła do siebie – uśmiecha się Hassa. – Dobry narożnik po jego stronie również robił wrażenie, stali w nim m.in. znany kickboxer Michał Turyński czy Janusz Gulej. Obejrzeliśmy wcześniej z trenerem walki Bernatowicza, chcieliśmy dobrać odpowiednią taktykę. Od niedawna próbujemy ustawiać się pod konkretnego zawodnika, szykować się pod jego styl, co przynosi na razie stuprocentową skuteczność, choć nasz plan nie został do końca zrealizowany – przyznaje nasz fighter.

Ma pewne zastrzeżenia, jeśli chodzi o przebieg walki, o swój występ. – Od początku mogłem być bardziej aktywny, za bardzo skupiłem się na realizowaniu game planu, czekałem na jego konkretny ruch, a on troszkę mnie przepunktował. Za to jestem na siebie zdecydowanie zły. W następnej rundzie byłem już bardziej aktywny i zobaczyłem szansę na powodzenie naszego planu na tę walkę, tylko troszkę w innym wydaniu. Najpierw szukałem jego konkretnego ciosu, żeby wyprowadzić kontrę, którą miałem opanowaną do perfekcji i która miała powalić przeciwnika na deski. Wszystko było idealnie, zrobiłem to dwa razy – dwa razy mocno i czysto. Zabrakło jednak siły, nad którą jeszcze bardziej muszę popracować. Kiedy zobaczyłem, że muszę szybko zmienić taktykę, postanowiłem zacząć punktować, ale pod koniec drugiej rundy nadzieja związana z game planem wróciła i zobaczyłem, że walkę mogę skończyć szybciej okopując jego lewą nogę, na którą zaczął utykać po moich wcześniejszych lowkickach. W tej samej rundzie zderzyliśmy się nieszczęśliwie głowami, to otworzyło mój łuk brwiowy. Miałem twarz we krwi, ale walczyłem dalej. Trzecia runda to była prawdziwa wojna. Nikt z nas nie odpuszczał, dużo kopaliśmy. Skupiony byłem nadal na jego lewej nodze. Wiedziałem, że jestem w stanie mu ją totalnie wyłączyć, bo z każdym kolejnym kopnięciem widziałem coraz większy grymas na jego twarzy. W efekcie zabrakło mi dosłownie 30 sekund, żeby to zrobić, ale zdążyłem napunktować na tyle, żeby zyskać z powrotem przewagę wygrywając ostatecznie 2:1 na punkty – wspomina przebieg walki w Prusicach Bartosz Hassa.

– To, że walczyłeś w klatce, miało jakieś znaczenie, robiło różnicę?

– Takie pytanie zadał mi też jeden z dziennikarzy tuż po walce. Za bardzo nie potrafię powiedzieć, gdzie walczy mi się lepiej. Wiadomo, oktagon jest większy i trudniej utrzymać przeciwnika w narożniku, ale z drugiej strony mam większą swobodę ruchu. Tak że nie mogę powiedzieć, czy walczy mi się w klatce lepiej, czy gorzej. Na pewno inaczej, to też jest ciekawym doświadczeniem.

Kolejny pojedynek Bartosz Hassa miał stoczyć w Anglii, ale czeka go teraz krótki pobyt w szpitalu, drobna operacja i miesięczny etap gojenia.

Jak zaleczy już rany wojenne – wróci. Ze szpitala będzie mógł wyjść już dzień po zabiegu, wtedy też rozpocznie treningi – na razie nie na maksa. Najpewniej kolejny pojedynek Hassa stoczy na Polish Fight Night.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content