Trener Arki o fatalnej rundzie [ROZMOWA]

– Ona była w naszym wykonaniu fatalna i nie ma co tego ukrywać. Mieliśmy dobre momenty, czy nawet bardzo dobre, ale tego było za mało – mówi o jesieni w wykonaniu swojego zespołu Grzegorz Kopernicki, trener Arki Nowa Sól

Mateusz Pojnar: Mija pół roku od połączenia drużyn Amatora i Arki. Jaki to był okres?

Grzegorz Kopernicki: Na pewno ta drużyna się zmieniła, dużo zawodników doszło. W lipcu przewidywałem, że to będzie bardzo trudny okres i trudno będzie o zgranie i automatyzmy. To się potwierdziło.

Ale liczyłem, że tych punktów będziemy mieli więcej. Rzeczywistość jest taka, że teraz znowu będziemy musieli się spiąć i walczyć o utrzymanie.

Kiedy rozmawialiśmy po ostatnim meczu poprzedniego sezonu, trener mówił, że „wiele rzeczy w tym klubie musi się zmienić”. Zmieniło się?

Myślę, że tak. Pod względem organizacyjnym w klubie jest wszystko okej, nie można narzekać. Zawodnicy trenują, dostają pieniądze na czas – to jest podstawa tego wszystkiego, bo reszta zawsze się jakoś układa. Boiska mamy super, sprzęt też, tak że pod tym względem jest naprawdę dobrze.

Ale sportowo już gorzej. Arka ma 16 punktów po jesieni, jest w tabeli 10. Średni wynik.

Średni? To dużo powiedziane, ta runda była w naszym wykonaniu fatalna i nie ma co tego ukrywać. Mieliśmy dobre momenty, czy nawet bardzo dobre, ale tego było za mało. Dużo meczów przegraliśmy – mówiąc brzydko – frajersko, w ostatnich minutach, przez jakieś nonszalancje. Szkoda tych punktów.

Głównym zarzutem w kierunku nas jest w moich oczach gra na własnym boisku. Wygraliśmy u siebie tylko dwa mecze, a jeden zremisowaliśmy – to daje łącznie siedem punktów. Bardzo mało. W Nowej Soli powinniśmy ich zdobyć dużo, dużo więcej.

Czego brakowało w tych słabych meczach rundy jesiennej?

Naszym problemem było przygotowanie fizyczne. W drugiej części rundy widać było, że to nie funkcjonuje. Odpadało po kolei kilku zawodników, kontuzja Szymona Ajrysia – tak myślę – miała duży wpływ na słaby wynik. Do tego kartki, choroby. Mateusz Reus w tej rundzie zagrał bardzo mało, bo skumulowały się mu i czerwona kartka, i absencje z powodu kontuzji, i choroby. To też zachwiało naszą drużyną.

To jest główną przyczyną – brak przygotowania fizycznego. I oczywiście to przede wszystkim jest moja wina, bo ja za to odpowiadam, ale realia były, jakie były. Okres przygotowawczy przespaliśmy, było zamieszanie w związku z połączeniem klubów i przez dwa-trzy tygodnie trudno było cokolwiek ogarnąć, bo nas było aż prawie 30 w kadrze. Do tego ten okres trwał miesiąc – krótko. To rzutowało na dalszą część sezonu.

Teraz – zimą – mamy dużo czasu. Wszystko jednak zależy przede wszystkim od zawodników. Jak wszyscy zmobilizują się i będą chcieli trenować, to będzie w porządku. Ale jak utrzyma się tak słaba frekwencja jak ostatnio – we wrześniu czy w październiku – to ciężko będzie cokolwiek zrobić.

A w których meczach według trenera Arka wypadła najlepiej?

Paradoksalnie bardzo dobrze zagraliśmy u siebie ze Zbąszynkiem, a przegraliśmy mecz. Kontrolowaliśmy to spotkanie, mieliśmy znaczącą przewagę. Do dzisiaj nie mogę tego przeżyć, że ponieśliśmy porażkę.

Drugim takim bardzo dobrym meczem był ten ostatni ze Spójnią. Zdominowaliśmy Ośno. Do tego pierwsze 40 minut w Krośnie, u wicelidera, było dobre. To są moim zdaniem najlepsze momenty.

Z perspektywy czasu trener zmieniłby coś w swoich decyzjach – np. jeśli chodzi o personalia?

Na pewno tak. Zawsze jadąc po meczu do domu już analizuję, czy coś można było zrobić inaczej, co ewentualnie zrobiłem źle, czy mogłem coś zrobić lepiej.

Od lipca poznawałem tę drużynę od nowa. Nie znałem zawodników, którzy do nas doszli. Powiedziałem im: możecie być zdziwieni, bo mogę was wystawić na innej pozycji, niż zwykle graliście. Żeby dowiedzieć się, w którym miejscu na boisku zafunkcjonują najlepiej.

I Tomasz Rozynek wylądował na prawej obronie.

Tak, myślałem, że wykorzystam potencjał Tomka, jeśli chodzi o wprowadzanie piłki od tyłu, ale widać, że on dużo lepiej czuje się w grze z przodu. Teraz Tomka będziemy widzieć w ofensywie.

Należą się komuś pochwały za tę rundę?

Duże słowa uznania dla Simona Rytwińskiego, naszego młodzieżowca. Miał bardzo udaną, wyrównaną rundę. Tą jego regularnością jestem nawet zaskoczony, bo przecież to młody chłopak, a w tym wieku wahania formy są duże. On praktycznie nie zagrał słabego meczu, wyróżniał się.

Trzeba też powiedzieć o Pawle Wilczyńskim, który z roli kapitana wywiązał się super. Ogarniał to wszystko bardzo dobrze na boisku i poza nim.

W dużych fragmentach rundy dobrze prezentował się też Piotrek Nitka, tak samo Kuba Dębiczak – widać, że popracował w wakacje.

A żeby się utrzymać, potrzebuje trener nowych nazwisk?

Mamy bardzo dużą kadrę. Kwestia poukładania wszystkiego, musimy się dogadać co do podejścia do treningów. Jeśli mocno popracujemy, frekwencja się polepszy – będzie dobrze. Nie sądzę, żeby potrzebne były wzmocnienia.

Trener starał się wprowadzić taką zasadę: kto nie trenuje, ten nie gra?

Nie, na pewno tak nie jest. W Nowej Soli dużo chłopaków pracuje w systemie dwu-, trzyzmianowym. Czasami naprawdę nie mogą trenować, ale przychodzą na mecze i grają. Nigdy nie mówiłem „będziesz trenował, będziesz grał”, bo wiem, jaka jest sytuacja.

Zmiany w składach często były spowodowane koniecznością. U nas na meczach zawsze brakowało zawodników. Załóżmy, że graliśmy jeden mecz określoną jedenastką, a za tydzień z tego podstawowego składu nie było już dwóch czy trzech piłkarzy. Wtedy musiałem zmieniać, a niektórzy odbierają to tak: trener niepotrzebnie rotuje składem. To były wymuszone sytuacje.

Celowo zmieniłem skład na Falubaz, bo wtedy graliśmy w tydzień trzy mecze i wiedziałem, że odczujemy zmęczenie. Chciałem też zobaczyć na tle bardzo dobrego przeciwnika innych piłkarzy, np. Gracjan Walter wtedy bardzo dobrze się zaprezentował.

Trener jest pewny swojej posady, zostaje w Nowej Soli?

Na dzisiaj zostaję.

Były już jakieś konkretne rozmowy?

Tak. Mam podpisaną umowę, więc myślę, że nic się nie wydarzy. Wiadomo jednak, że stołek jest po takiej rundzie gorący, wszystkiego można się spodziewać, ale mam nadzieję, że zostanę (uśmiech). Chciałbym dokończyć to, co zacząłem.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content