Oddychał piłką

Grał w Łodzi, później w Nowej Soli. I stał się legendą Dozametu jako piłkarz i trener. Zmarł Kazimierz Karpiński. – Kaziu był dobrym człowiekiem, tyle lat wspólnego grania sprawiło, że byliśmy jak rodzina. Będzie nam go bardzo brakowało – mówi jego przyjaciel z boiska Józef Śnieżko

Kazimierz Karpiński urodził się w 1951 roku w niewielkiej miejscowości w powiecie radomszczańskim. Tam zaczynał swoją przygodę z futbolem, to tam zakochał się w piłce nożnej. Bo to, co czuł do piłki, to była niewątpliwie miłość. Był piłkarzem Dozametu w jego złotych latach, później trenerem zespołu z Nowej Soli. Prowadził też m.in. drużyny w Zielonej Górze, Sulechowie, w Kożuchowie czy trenował kadrę lubuską.

Patrzę na jego zdjęcie z czasów Dozametu. Wygląda identycznie jak syn Mariusz.

Jak chłopak z Łódzkiego trafił do Nowej Soli? – Kaziu został sprowadzony do nas z drugoligowego Startu Łódź, a wtedy Start grał w czołówce II ligi. W Dozamecie brakowało nam wtedy stopera, zresztą Kaziu był uniwersalny, włączał się też do ofensywy, potrafił strzelać bramki. Jak była potrzeba, to trener wystawiał go w pomocy – wspomina przyjaciela Józef Śnieżko, były piłkarz Dozametu Nowa Sól.

Śnieżko mówi, że Kazimierz Karpiński grał w zespole pierwsze skrzypce. Był prawdziwym kapitanem – kiedy trzeba było stanąć w obronie kolegi z drużyny, robił to właśnie on. Jak trzeba było kłócić się o coś z zarządem, robił to też Kazimierz. – To była wielka klasa, jeden z naszych czołowych, wiodących zawodników, absolutna czołówka. Kaziu potrafił dobrze ustawiać też innych piłkarzy, dyrygować nimi, bardzo dobrze na boisku kierował młodzieżowcami. Od 1975 roku zajął miejsce w pierwszej drużynie i został już w niej do 1982. Później Kaziu skończył karierę, trenował nowosolski zespół i w III, i w II lidze, również szkolił młodzież. Szlifował mnóstwo zawodników, m.in. Remka Smolina – to jest jego szkoła. Trenerem był bardzo dobrym, bo on potrafił czytać grę.

 

Józef Śnieżko:
Kaziu przychodził często do nas na stadion na treningi oldbojów. On już co prawda nie mógł trenować, ale zawsze pożartowaliśmy, pośmialiśmy się. Chodził też popatrzeć, jak trenuje Arka. Posiedział trochę na trybunach, poobserwował. Cały czas żył piłką. Żałował, że nie mógł już z nami grać, pokręcić dziadka.

 

Józefowi Śnieżce trudno mówić o śmierci Kazimierza Karpińskiego. – Jak się dowiedziałem, były łzy. Kaziu był dobrym człowiekiem, tyle lat wspólnego grania sprawiło, że byliśmy jak rodzina. Będzie nam go bardzo brakowało. Przychodził często do nas na stadion na treningi oldbojów. On już co prawda nie mógł trenować, ale zawsze pożartowaliśmy, pośmialiśmy się. Chodził też popatrzeć, jak trenuje Arka.

Posiedział trochę na trybunach, poobserwował. Cały czas żył piłką. Żałował, że nie mógł już z nami grać, pokręcić dziadka, bo wcześniej wysiadły mu nogi.

Wspomnienia

Marek Kakała również grał z Kazimierzem Karpińskim: – Jak dowiedziałem się o śmierci Kazia, był duży smutek – jak to w takich przykrych sytuacjach bywa. Właściwie poznaliśmy się na boisku. Nie pytaj mnie o rok, naprawdę już nie pamiętam… To były lata 70. Pamiętam, że byłem też na jego weselu, bo w Nowej Soli poznał żonę. Kaziu był bardzo dobrym piłkarzem. On miał predyspozycje do tego, żeby zajść dużo, dużo wyżej, ale tak potoczyło się jego życie. Był cholernie zdolny. Jeśli chodzi o sprawy piłkarskie, Kaziu na boisku zawsze pracował za dwóch. Był niesamowicie wydolny, sprawny, szybki, bardzo dobrze grał głową. Taki boiskowy twardziel. A jako trener był lubiany przez młodzież.

Jak zapamięta go Marek Kakała? – Zawsze będę bardzo dobrze go wspominał. Póki Kazik był na chodzie, zawsze odwiedzał mnie na stadionie. Rozmawialiśmy, wspominaliśmy. Później przestał przychodzić, bo z powodu zdrowia już nie mógł.

 

Marek Kakała:
Kaziu był bardzo dobrym piłkarzem. On miał predyspozycje do tego, żeby zajść dużo, dużo wyżej, ale tak potoczyło się jego życie. Był cholernie zdolny. Jeśli chodzi o sprawy piłkarskie, Kaziu na boisku zawsze pracował za dwóch.

 

Zdzisław Buszta to były prezes Arki Nowa Sól, zapalony kibic nowosolskiej piłki. Kiedy rozmawiamy o Kazimierzu Karpińskim, pokazuje mi swoje odręczne notatki dotyczące futbolu w mieście. Na liście założycieli Arki widzę 15 nazwisk – m.in. Edwarda Mazurkiewicza, Wasylisa Cendekidisa, Jana Janickiego czy Lecha Kujawskiego. Jest też Kazimierz Karpiński.

– Jak byłem prezesem i zakładałem Arkę, prosiłem Kazia, żeby został trenerem, ale on wtedy nie mógł objąć zespołu, bo leżał w szpitalu.

Zapamiętam go jako superzawodnika – Zdzisław Buszta na chwilę urywa, zamyśla się. – Jako podstawę drużyny, bo grał pięknie. On grał na stoperze razem z „Maliniakiem”, ze Staszkiem Malinowskim. Z Kaziem można było o wszystkim porozmawiać. Jako trener od zawodników wymagał dużo. Pamiętam, że trenował m.in. Pawła Piotrowskiego z Kożuchowa, byłego zawodnika Zagłębia Lubin, który zginął tragicznie w wypadku samochodowym. On go ściągnął do Nowej Soli i traktował jak syna, ale nie dawał mu taryfy ulgowej.

W czerwcu Zdzisław Buszta był razem z Kazimierzem Karpińskim na spotkaniu organizowanym przez Lubuski Związek Piłki Nożnej. Do Skwierzyny zjechali zasłużeni dla naszej piłki zawodnicy, trenerzy, działacze. – Widać było wtedy po Kaziu, że jest chory – wspomina były prezes Arki.

Jak ojciec

Marian Feifer od kilkudziesięciu lat jeździ praktycznie na wszystkie mecze w okolicy. Czasy Dozametu też pamięta. – Kaziu był wspaniałym zawodnikiem, jednym z najlepszych w zespole. W podstawowym składzie wychodził zawsze. Był przywódcą, brylował. Później jako trener bardzo dobrze wywiązywał się ze swojej roli. To był bardzo dobry człowiek. Jego śmierć zabolała mnie strasznie. Zadzwonił do mnie z tą informacją Rysiu Dębski (piłkarski społecznik – red.). To dla środowiska bardzo duża strata. Będzie nam go brakować.

 

Przemysław Gusta:
On w stosunku do zawodników był ostry, wymagający, ale jednocześnie był dla nich jak ojciec.

 

Feifer przypomina, że Krzysztof i Mariusz – synowie Kazimierza Karpińskiego – odziedziczyli po nim umiejętności piłkarskie i trenerskie.
Przemysław Gusta, wieloletni działacz z Nowej Soli: – Ciekawostką jest to, że w Starcie Łódź Kaziu trenował wspólnie z Janem Tomaszewskim, legendarnym bramkarzem reprezentacji Polski. Kaziu piłkarsko ukształtował takich zawodników, jak Marcin Szulik, Mariusz Wawrów czy Paweł Piotrowski. On w stosunku do zawodników był ostry, wymagający, ale jednocześnie był dla nich jak ojciec.

Walczył z zarządem o każdą złotówkę dla nich. Często było tak, że sam dla siebie nie wziął pieniędzy, a chciał, żeby mieli piłkarze.

Kazimierz Karpiński zmarł w poniedziałek 11 lutego. Pogrzeb legendy Dozametu odbył się w czwartek. Pożegnali go najbliżsi, przyjaciele, koledzy z boiska, kibice.

Pan Kazimierz miał 68 lat.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

One thought on “Oddychał piłką

  • 2 marca 2020 at 11:32
    Permalink

    Kazimierz Karpiński urodził się Na kolonii Wesoła w Gidlach , uczęszczał do szkoły podst.w Gidlach.
    Karierę sportową rozpoczął w Gidelskim Klubie Sportowym „Start Gidle” .Wykazując nadzwyczajne zdolności piłkarskie przeszedł do Klubu ‚Czarni Radomsko” a z Radomska do Widzewa Łódź i dalej do Nowej Soli.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content