Boks to szermierka, nie bójka pod knajpą [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

– Wyrabia charakter, tworzy wojownika. Wzmacnia psychicznie. Fizycznie też, ale ja im zabraniam wykorzystywania umiejętności bokserskich poza salą – mówi o warsztatach pięściarstwa trener Ryszard Hendzelek

Spotykamy się na wieczornym treningu w salce Gym4u. Czeka na mnie przy wejściu. Od kilku miesięcy umawialiśmy się na rozmowę o warsztatach bokserskich, jakie prowadzi od ponad dwóch lat. W końcu się spotkaliśmy.

Ryszard Hendzelek to jedna z legend nowosolskiego pięściarstwa. – Nowa Sól żyła boksem, boks był tutaj większą religią niż piłka, to – porównując – przypominało coś takiego, jak dzisiaj w Zielonej Górze żużel – mówił na łamach „Tygodnika Krąg” w 2011 r. – Pamiętam mecze bokserskie na sali dzisiejszej Opery. Ring był na scenie, a ludzie tak napierali, że wyłamali futrynę z drzwiami. Dwie godziny przed meczem do środka nie można było wrzucić szpilki.

Siadamy w szatni, trener Hendzelek zaczyna wspominać: – Pochodzę z Nowej Soli i tutaj zaczęła się moja bokserska kariera. Trenowałem w naszym Lnie, w Odrze Brzeg – tam byłem jednym z wiodących pięściarzy. Potem GKS Jastrzębie, gdzie zdobyłem drużynowe mistrzostwo Polski. Mogłem tam trenować z mistrzami świata czy Europy. To był wtedy top naszych pięściarzy. Tam nabrałem trochę warsztatu, miałem przyjemność trenować pod okiem najlepszych trenerów, np. z Antonim Zygmuntem. On przekazał mi dużo wiedzy, nabrałem umiejętności i techniki.

Ze względu na sytuację rodzinną w pewnym momencie musiał wrócić do domu. Przez osiem lat w barwach Gwardii Zielona Góra w II lidze był jednym z wiodących pięściarzy. Tam z kolei boksował m.in. z medalistami igrzysk olimpijskich. Sparingpartnerów miał z najwyższej półki. – To była stara, dobra II liga… – uśmiecha się Ryszard Hendzelek.

Spełnienie

Na warsztaty bokserskie do Gym4u chodzi zazwyczaj około 10 osób, czasem więcej. Jak przyjdzie 13 chłopa, zaczyna być ciasno. Ryszard Hendzelek od razu podkreśla, że jak ktoś chciałby zacząć treningi, mógłby robić zajęcia na dwie zmiany. Wystarczy się z nim skontaktować.

Na zajęcia chodzą nowosolanie, przyjeżdżają ludzie z ościennych wiosek, z Kożuchowa, zdarzało się, że ze Szprotawy. Warsztaty odbywają się we wtorki, w czwartki i soboty. Wcześniej Ryszard Hendzelek pomagał w treningach Tomaszowi Makowskiemu, dziewięciokrotnemu mistrzowi świata muay thai i K-1. Przestał ze względu na stan zdrowia. Odezwały się niewyleczone do końca urazy. Musiał odpuścić.

W 2011 r. na naszych łamach Marek Grzelka pisał: – To chyba taki ostatni gwizdek, żeby boks w Nowej Soli dźwignąć, są jeszcze ludzie pamiętający czasy świetności, a jednocześnie doskonali fachowcy, od których wielu wiele może się nauczyć.

Miał na myśli m.in. Ryszarda Hendzelka.

– Kiedyś żona i córka chodziły do Gym4u na siłownię. Też przyszedłem i mówię do szefów: a co to za worek wisi? Przypomniałem, że miałem kiedyś przygodę z boksem, nawet na poziomie europejskim, i może warto byłoby zrobić jakąś grupę? Lidia Marcinkiewicz, właścicielka, na to przystała i tak się zaczęło z tymi warsztatami. Bardzo dziękuję za to Gym4u. Jak zobaczyłem ten worek treningowy, wszystko do mnie wróciło. Pomyślałem, że warto byłoby sprzedać to, co wiem, innym ludziom. Stwierdziłem: może spróbujemy? I dwa lata temu jesienią właścicielka wrzuciła na Facebooka informację o naborze do sekcji pięściarskiej – opowiada trener Hendzelek.

Jego nazwisko zadziałało na wyobraźnię. Na pierwszy trening przyszło 11 osób. – Tak zaczęliśmy się bawić w ten boks. Przyszli fajni ludzie z różnych środowisk. Nie brakuje wykształconych, inteligentnych chłopaków po studiach. Niektórzy mają swoje firmy. Porozmawialiśmy najpierw o tym, na czym polega boks. A polega na myśleniu, bo to jest szermierka, a nie bitwa. Nie sztuką jest zadawać ciosy i je przyjmować, tylko trzeba kontrolować przebieg wydarzeń w ringu. Bardzo było mi miło, jak dochodziły do mnie głosy, że ludzie po zajęciach są zadowoleni. Stworzyliśmy silną, dobrą ekipę i jeżeli co niektórzy wystartowaliby na jakiejś amatorskiej gali, nie bałbym się o nich. Dlaczego mieliby to zrobić? Tak dla siebie, dla podbudowania ego czy dla wzmocnienia charakteru, dowartościowania siebie. Tworzymy superrodzinę, wspaniałą. Czasami idę na ich urodziny, zapraszają mnie na jakieś wspólne miniimprezki. Potworzyły się więzi, jeden za drugim wskoczyłby w ogień. Już bez siebie nie mogą żyć (śmiech). Oni podchodzą do życia tak, że ważna nie jest tylko praca, ale i pewnego rodzaju spełnienie. Boks im to daje. A ja się z tego cieszę. Też z tego, że mnie cenią za to, że poświęcam im czas pomimo wieku.

Ryszard Hendzelek usłyszał od chłopaków o sobie mnóstwo superlatywów: że potrafi przekazać wiedzę, że jest legendą.

Jedni zawodnicy, którzy u niego trenowali, wyjechali za granicę, doszli inni. Teraz skład trenujących się ustabilizował.

Coraz częściej zawodnicy trenera Hendzelka podchodzą do niego i pytają, czy nie mogliby sprawdzić się w prawdziwej walce. Chcieliby poczuć otoczkę gali, spróbować się w meczu bokserskim. – Mam znajomych w innych klubach i być może uda się coś takiego zorganizować, bo na razie oni trenują totalnie amatorsko, dla siebie. Chciałbym sam zobaczyć takie walki. Pojedynek w ringu a zabawa sparingowa to zupełnie coś innego. Taka walka zawsze pokazuje trenerowi i zawodnikowi, w którym miejscu jesteśmy, co trzeba poprawić, na co mocniej zwrócić uwagę. Jest nauką.

– No właśnie, czego tych chłopaków uczy boks?

– Powiem tak: głowa rządzi wszystkim – i w życiu, i w boksie. Ten sport wyrabia charakter, tworzy wojownika. Wzmacnia psychicznie. Fizycznie też, ale ja im zabraniam wykorzystywania umiejętności bokserskich poza salą. Nie wolno tego robić.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content