Wiceprezes o odnowie w Odrze [ROZMOWA]

– W Bytomiu uznano w pewnym momencie, że IV liga jest i ona zawsze będzie – co by się nie działo. Okazało się, że tak nie jest. Gdyby nie znaleźli się teraz ludzie, którzy zechcieli pomóc, prawdopodobnie spadlibyśmy do okręgówki i nie było komu w niej grać – mówi Piotr Michalewicz, wiceprezes Odry

Mateusz Pojnar: Jak rozmawialiśmy wcześniej, powiedziałeś, że warunkiem twojego wejścia do zarządu było to, żeby ster w Odrze przejął Antoni Bernat. Dlaczego?

Piotr Michalewicz: On był prezesem, kiedy w pierwszym okresie grałem w Odrze. To była osoba, która wtedy według mnie prowadziła klub bardzo dobrze. Od lat mówiło się wtedy w środowisku IV ligi, że Bytom ma najniższy budżet, a mimo to bardzo dobrze sobie radzi. Pan Antoni wspominał historię, że między prezesami chwalili się budżetami i każdy się dziwił, jak my go sobie spinamy. Kibice pamiętają, że Odra plasowała się wtedy w środku IV ligi, a raz mieliśmy historyczną szansę awansu z trzeciego miejsca, kiedy dwa pierwsze zespoły nie chciały wejść. Brakowało jednak pieniędzy.

Pan Antoni jest bardzo szanowany w środowisku i to było dla mnie szalenie istotne. W LZPN załatwiał sprawy bardzo szybko, nawet takie, które normalnie powinny trwać dłużej. Wiedziałem, że wchodząc w projekt Odra Bytom Odrzański potrzebuję osoby, której w stu procentach ufam, a pan Antoni taką osobą jest. Mam ograniczony czas, a nie ma lepszej osoby, która mogłaby załatwiać m.in. te sprawy formalno-papierkowe. W ogóle ważna jest ogromna wyrozumiałość mojej żony, która przebąkuje, że mam coraz mniej czasu, ale rozumie mnie i wspiera (uśmiech). A pan Antoni będzie mnie hamował też w pomysłach, jeśli chodzi o możliwości finansowe.

Wspominałeś też, że wchodząc do zarządu zobaczyłeś niefajną sytuację w klubie. Co miałeś na myśli?

Nie boję się tego powiedzieć, bo jestem spoza środowiska. Może ktoś inny gryzłby się w język, ja nie: w klubie moim zdaniem ta sytuacja wzięła się z tego, że Odra w ostatnich latach była bardzo źle zarządzana. I to z każdej strony – m.in. organizacyjnej czy finansowej. Wszystko nie układało się tak, jak powinno, wiele rzeczy się nie spinało. Klubem rządziły osoby, które się do tego nie nadawały. Nie przez cały czas, ale jednak. Wiem też, że środowisko związane z piłką w Bytomiu temu nie sprzyjało. Trudno było skompletować zarząd składający się z więcej niż trzech osób. Nie było chętnych do pomocy. Każdy niby klubem się interesował, ale nikt nie chciał wziąć na siebie więcej odpowiedzialności.

Po drugie, w Bytomiu uznano w pewnym momencie, że IV liga jest i ona zawsze będzie – co by się nie działo. Okazało się, że tak nie jest. Gdyby nie znaleźli się teraz ludzie, którzy zechcieli pomóc, prawdopodobnie spadlibyśmy do okręgówki i nie było komu w niej grać.

Czarna wizja.

Ale taka się rysowała, bo już wcześniej chłopaki grający u nas zaczęli odchodzić. Był problem ze spięciem kadry, finansowo też źle to zaczynało wyglądać.

Mówicie dużo o odnowie Odry. Co w związku z tym wydarzyło się do tej pory i co będzie działo się dalej?

Od momentu, kiedy wszedł nowy zarząd, układamy finanse. Po walnym zebraniu, gdzie mieliśmy sprawozdanie finansowe, dalej wypadają nam jakieś trupy z szafy. Chcemy wyprowadzić klub na zero, jeśli chodzi o pieniądze – popłacić zaległości, w tym te dotyczące zawodników, bo dla mnie to istotne.

Już mamy rozmowy z nowymi sponsorami, dogadaliśmy się z firmą PKM Zachód (deweloper pomoże klubowi, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze „TK” – red.). Spinamy profesjonalną ofertę sponsorską. W klubie są sponsorzy, którzy nam pomagają od lat, ale oni tak naprawdę nic z tego nie mają. Chcemy wyjść im naprzeciw i powiedzieć: słuchajcie, skoro płacicie, to za konkretny pakiet sponsorski macie od nas to i to. Konkrety. Stadion jest jedną wielką powierzchnią reklamową, którą można zapełnić. Żeby ci ludzie widzieli, że coś z tego mają.

Do tego rozmawiamy z kolejnymi sponsorami, których nie chciałbym zdradzać, dopóki nie będziemy mieli podpisanych umów.

No i od razu poszły w ruch ciężkie młoty – zburzyliśmy ściany między jedną a drugą szatnią. W tym momencie tam jest jedno wielkie pole bitwy (uśmiech). Powoli wychodzimy na prostą – szatnia już się maluje, zamówione są meble. Ona ma być profesjonalna, duża, każdy zawodnik będzie miał przypisane swoje miejsce, będzie mógł sobie zostawić swoje prywatne rzeczy. Zaczęliśmy od tego, bo zawsze pamiętałem, że to nasz ogromny problem. W Bytomiu szatnie były malutkie i pierwszy zespół miał ciasno – a to przecież 18 zawodników plus trener. Współpracuje z nami firma budowlana, która zapewnia środki na remont. Postanowiliśmy to wykorzystać.

Dla nas bardzo ważny był też zakup strojów dla pierwszego zespołu – w meczu z Ilanką już w nich zagramy. Na tych strojach chcieliśmy podkreślić rolę gminy i to, że jest naszym największym sponsorem. Burmistrz Jacek Sauter powiedział, że jeśli możemy sprzedać powierzchnię na koszulkach, to lepiej to zróbmy – będzie kolejna korzyść. Ale postanowiliśmy, że zaakcentujemy na strojach bytomski rynek.

Wasz wynik z Syreną na inaugurację wiosny wielu zdziwił. Wygraliście pewnie 3:0. Spodziewałeś się, że będzie aż tak dobrze (rozmawiamy jeszcze przed meczem w Drezdenku – red.)?

Wiesz, zacząłbym od sparingu z drugim Chrobrym w Głogowie. Wszedłem do szatni i zobaczyłem bardzo dużo młodych chłopaków, mając jednocześnie w pamięci skład Odry z przeszłości, kiedy tutaj grałem. Powiedziałem: oj, do dychy i schodzimy w połowie, kończymy mecz.

Od tamtego czasu meczu wiele się zmieniło. Poprawiła się frekwencja na treningach, zmieniło się zaangażowanie. Mamy parę mocnych postaci, jak Marcel Borowiecki, Michał Konsewicz, ja staram się robić, co mogę, w kontekście motywacji. I przed meczem z Syreną widziałem w oczach chłopaków, że oni mają cel, żeby wielu osobom coś udowodnić. Po tych dziewięciu punktach jesienią dużo ludzi skazywało nas z automatu na pożarcie. Też dlatego, że nie zrobiliśmy jakichś transferów w linii pomocy czy w ataku. Każdy myślał, że jesteśmy pewnym kandydatem do spadku. Syrena też przyjechała z takim nastawieniem.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content