Trener Marcin Janik: Praca i pokora. I będzie dobrze [ROZMOWA]

– Na pierwszym treningu powiedziałem zawodnikom, że chciałbym mieć drużynę zdeterminowaną. Taką Koronę chcę trenować – mówi trener Marcin Janik i podsumowuje rundę jesienną w wykonaniu czwartoligowego zespołu

Mateusz Pojnar: Ósme miejsce i 21 punktów po jesieni w IV lidze. Jesteś zadowolony z tej rundy?

Marcin Janik: Myślę, że po tej rundzie i po wyniku, jaki wypracowała drużyna, można postawić plus przy Koronie Kożuchów. Oczywiście zawsze chciałoby się więcej, ale 21 punktów to wynik, który z optymizmem pozwala patrzeć na przyszłą rundę wiosenną.

Po raz pierwszy samodzielnie prowadzisz zespół na poziomie IV ligi. Dużo nauczyłeś się w ciągu tych kilku miesięcy?

Zrozumiałem, że to ciężki kawałek chleba. Jest bardzo duży przeskok między graniem w IV lidze a trenowaniem czwartoligowego zespołu. Tym bardziej jak to jest twoja pierwsza praca z drużyną seniorską.

Jestem na początku swojej przygody z trenerką, ale z każdego treningu, każdego meczu chcę wyciągać jak najwięcej dla siebie. Myślę, że czas będzie działał na moją korzyść.

Masz takie wrażenie, że położyłeś jako trener już mocno swój stempel na zespole, czy to jest jednak kontynuacja pracy Michała Kowbela? Jaka ma być Korona Marcina Janika?

Mówiłem to już wcześniej, przed sezonem, że pewien etap się zakończył, a pewien się zaczyna. Jako zawodnik miałem możliwość współpracy z wieloma dobrymi szkoleniowcami. To trenerzy: Sobczak, Drożdż, Sawicki, Zelisko i Kowbel. Każdy z nich miał inny warsztat i sposób prowadzenia drużyny. I od każdego czegoś pozytywnego się nauczyłem, ale nie chciałbym się na nikim wzorować, chciałbym wypracować własny system pracy z drużyną.

Na pierwszym treningu powiedziałem zawodnikom, że chciałbym mieć drużynę zdeterminowaną. Taką Koronę chcę trenować.

Które mecze według ciebie zagraliście w tej rundzie najlepiej, a które należały do słabszych? W gronie tych drugich wymienisz pewnie porażkę z Wartą 0:8?

Naprawdę dobre spotkania rozegraliśmy u siebie, w Kożuchowie, gdzie albo wygrywaliśmy, albo remisowaliśmy, jak choćby z silną Cariną Gubin.

Niektóre przegrane były za wysokie i nie powinny się zdarzyć. Porażka z Wartą była bardzo wysoka, ale w tym meczu my naprawdę chcieliśmy grać w piłkę, mieliśmy swój plan na ten mecz, tyle że Warta była zdecydowanie lepsza i nas rozbiła.

Najbardziej siedzą we mnie porażki z Piastem Iłowa i Polonią Słubice. W tych meczach byliśmy równorzędnymi drużynami, a nie ugraliśmy nawet punktu. W innych spotkaniach, jeśli przegrywaliśmy – to zasłużenie, bo byliśmy słabszym zespołem.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content