Mikijaniec: Skoro trener we mnie wierzy, musiałem wrócić z medalem!

– Nie byłem zdecydowany na ten wyjazd. Rozmawiałem nawet z trenerem o tym, czy jest sens, żebyśmy jechali na drugą stronę Polski tylko dla moich walk – mówi Daniel Mikijaniec, judoka Olimpu. Na szczęście trener Dariusz Giedziun go przekonał i nasz zawodnik wrócił z Józefowa z brązem!

Mateusz Pojnar: Trochę już minęło od twojego medalu na mistrzostwach Polski. Jak na chłodno oceniasz ten turniej, jak on przebiegł w twoim wykonaniu?

Daniel Mikijaniec: To był mój pierwszy poważny start od lat. Inauguracyjna walka nie poszła mi dobrze i przeciwnik dość szybko mnie rzucił. Myślę, że zjadł mnie wtedy stres.

W drugiej, która była walką o brązowy medal, postępowałem tak, jak radził mi trener. Przejąłem inicjatywę. Tym razem to ja prowadziłem i szybko rzuciłem przeciwnika. Rzut był dobry, ale nie najwyżej punktowany, dlatego walkę skończyłem łapiąc trzymanie.

Spodziewałeś się, że może być aż tak dobrze, że przywieziesz medal?

Szczerze? Nie byłem zdecydowany na ten wyjazd. Rozmawiałem nawet z trenerem o tym, czy jest sens, żebyśmy jechali na drugą stronę Polski tylko dla moich walk. Na szczęście trener przekonał mnie, że jak najbardziej jest. I pojechaliśmy.

Mówiłem sobie wtedy, że skoro trener tak we mnie wierzy, to muszę wrócić do Nowej Soli z medalem. Byłem bardzo dobrze przygotowany do tych zawodów, wiedziałem, że jestem w stanie to zrobić.

Jak podsumujesz ten pandemiczny rok w twoim wykonaniu? Był pewnie dla ciebie szczególnie trudny?

Te 12 miesięcy było bardzo wymagające. Wszyscy musieliśmy nauczyć się funkcjonować w nowej, niecodziennej sytuacji.

Sam początek roku był bardzo chaotyczny. Nikt nie wiedział, co będzie się dalej działo. Pozamykali wszystkie obiekty sportowe i byliśmy zmuszeni do trenowania w domach, co ze względu np. na powierzchnię mojego mieszkania nie było łatwe.

Na początku maja nasz trener zapewnił nam warunki do trenowania na macie – zbudował małą salkę obok swojego domu. Dzięki temu mogliśmy trenować nawet dwa razy dziennie i przygotować się porządnie do startów w sezonie.

Medal mistrzostw Polski jest zazwyczaj nagrodą za wiele lat pracy. Pamiętasz, jak trafiłeś na pierwszy trening judo? Jak potem rozwijała się twoja przygoda ze sportem?

Pierwszego treningu dokładnie nie pamiętam. Wiem, że zaprowadził mnie na judo mój tata i że to było jakieś 15 lat temu. Bardzo mi się spodobało, więc zostałem.

Judo w znaczący sposób ukształtowało mój charakter. I bardzo to teraz doceniam. Przez te wszystkie lata bardzo związałem się z moim klubem i mimo wzlotów i upadków, różnych krótszych i dłuższych przerw, nie wyobrażam sobie mojego życia bez tego sportu i bez Olimpu.

Co uważasz za swoje największe atuty na macie, a nad czym chciałbyś jeszcze popracować?

Najmocniejszą stroną na pewno jest moje doświadczenie. Po tylu latach trenowania w trakcie walki czuję się swobodnie i nierzadko potrafię wyczuć, co przeciwnik ma zamiar zrobić.

Jeżeli mowa o rzeczach do podszlifowania, to muszę cały czas pracować nad techniką i siłą, która w mojej kategorii jest bardzo znaczącym czynnikiem.

Jakie masz cele na przyszły rok? Które turnieje będą dla ciebie najważniejsze?

Konkretnych planów na starty w 2021 r. jeszcze nie mam, ale na pewno chciałbym powtórzyć tegoroczny wynik i przywieźć medal z mistrzostw Polski.

Tego ci życzę. A jakie jeszcze sportowe życzenia chciałbyś usłyszeć?

Myślę, że po prostu dalszej wytrwałości i kolejnych sukcesów.

Chciałbym skorzystać z okazji i bardzo podziękować moim przyjaciołom z Olimpu, z którymi trenuję od wielu lat. I trenerowi Darkowi za wiarę we mnie.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content