Korotyszewski: Od ponad 20 lat miałem w Arce czyste konto [ROZMOWA]

Po wielu latach do bramki Arki Nowa Sól wrócił jej wychowanek Marcin Korotyszewski. – Pytasz o formę? Nie pamiętam, kiedy byłem w lepszej – uśmiecha się „Mala”. – Nie przyszedłem tu przegrywać – dodaje

Mateusz Pojnar: Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Arki? Ile lat minęło od momentu, kiedy odszedłeś z klubu?

Marcin Korotyszewski: Nie wiem do końca, dlaczego zdecydowałem się wrócić. Pomijając namowy ze strony trenera Sobczaka, Arka Gallewicza i Mariusza Ekierta, to chyba chciałem sprawdzić, czy dam radę jeszcze dobrze pobronić w IV lidze przed czterdziestką.

To była trudna decyzja, bo odszedłem z Czarnych Rudno – chłopaki naprawdę liczyli, że zostanę i pomogę im w nadchodzącej rundzie. Czuję, że trochę ich oszukałem.

Ile minęło lat od mojego odejścia z Arki? Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam. Chyba to był rok 1998, może 1999. Łatwo policzyć, że od co najmniej 22 lat miałem w Arce czyste konto [uśmiech].

Jak zapamiętałeś ten twój wcześniejszy pobyt w Arce?

W zasadzie pierwszy raz wróciłem do klubu, jak robiliśmy awans do IV ligi. Wtedy także po namowach trenera Sobczaka zostałem pomocnikiem w treningach, ale teraz wracam i chcę powalczyć o granie. A jak wywalczę plac, to już nie odpuszczę.

Całe wyszkolenie techniczne, które prezentuję, nabyłem w Arce do momentu kontuzji. Na tym zbudowałem swoją dalszą przygodę z piłką. Jako młody zawodnik trenowałem bardzo ciężko. Treningi bramkarskie z trenerem Petejką czy ze Zbyszkiem Pawem pozwoliły mi nawet zadebiutować w bramce jako niespełna 17-latek w starej III lidze.

Niestety, z Arką wiążą się też niemiłe wspomnienia. Po tym, jak zerwałem więzadła, kierownik pierwszego zespołu, którego nie warto wymieniać z imienia i nazwiska, zapytał mnie, kiedy oddam klubowy dres, bo w piłkę to już grał nie będę.

Dlatego bliskie osoby odradzały mi powrót do Arki, ale wychodzę z założenia, że klub to ludzie, którzy go tworzą, a teraz tworzą go zupełnie inni. Dlatego tu jestem.

Jak przyjęli cię koledzy z szatni?

Naprawdę super. A nowy trener jak dla mnie bomba.

Przypomnij, gdzie grałeś przez te wszystkie lata.

Najdłużej w Hutniku Szczecin i Sprotavii Szprotawa – to były naprawdę dobre lata. W Hutniku przyjęli mnie po kontuzji, spędziłem tam dobre chwile. W tzw. międzyczasie wygrałem z drużyną tamtejszej politechniki mistrzostwo Polski technicznych szkół wyższych.

Później grałem w Czarnych Rudno, gdzie nawet awansowałem na trenera – również dobry czas. Następnie wspomniana Szprotawa, jak się domyślasz, za namową trenera Sobczaka – kilka lat i epizod w III lidze.

Potem wróciłem do Arki i pomagałem w treningach, awansowaliśmy do IV ligi, a później jedna z najlepiej wspominanych przeze mnie rund w Rudnie w gronie naprawdę fajnych ludzi. I znowu powrót do Arki do IV ligi.

Jak oceniasz swoją formę? Odczuwasz upływ lat czy nadal czujesz się rześki i młody?

Pytasz o formę? Nie pamiętam, kiedy byłem w lepszej [uśmiech]. A to za sprawą planu treningowego, jaki zafundowali mi w Czarnych Rudno. Styczeń przetrenowaliśmy i biegowo, i siłowo – w pełni profesjonalnie.

Niby rocznikowo jestem blisko czterdziestki, ale mam jeszcze prawie dwa lata. Czuję się wyśmienicie.

Jak oceniasz wasz start i pierwszy mecz z Tęczą [rozmawiamy w piątek 12 marca, jeszcze przed wyjazdem Arki do Nietkowa na drugi mecz wiosną – red.]?

Wydaje mi się, że spełniliśmy oczekiwania bukmacherów, bo podobno na nas był kurs zaledwie 1,17, a na Krosno – coś ponad 5 [śmiech]. A tak serio fajnie to wyglądało: doświadczenie i solidność w defensywie, a z przodu młodość. Tęcza za bardzo nie miała argumentów, zaszalała u nas młodzież.

Na co twoim zdaniem stać Arkę w rundzie wiosennej?

Trudno mi to ocenić, bo nie grałem w IV lidze jesienią i nie znam jeszcze dostatecznie innych drużyn. Zagramy pewnie na sto procent możliwości i zobaczymy, na co to wystarczy.

Wiem jedno: nie przyszedłem tu przegrywać. Będę motywował zespół tak mocno, jak umiem. A jaki to da rezultat, dowiemy się na koniec sezonu – pewnie przez pandemię jakoś na początku października [śmiech].

Zadeklarujesz, że „Mala” na stadionie w Nowej Soli będzie znowu zadziwiał paradami jak przed laty?

Jak ktoś podrzuci taki strzał, który nie będzie leciał za wysoko i dam radę doskoczyć, to na pewno przy lądowaniu zrobię kilka obrotów pod publikę dla fotoreporterów – oczywiście musisz być czujny z aparatem, bo potrafię to robić naprawdę szybko [śmiech].

To jest właśnie jedna z tych przyjemności, dla których chce mi się jeszcze uprawiać ten sport.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content