IV liga: Coraz trudniejsza sytuacja Arki. Korona regularnie punktuje

To były intensywne dni w IV lidze. Piłkarze nadrabiają zaległości. Niepokój czuć w Arce, zespół w meczach z najsłabszymi rywalami w rozgrywkach zdobył tylko punkt. W Koronie Kożuchów sytuacja jest stabilna, podopieczni trenera Marcina Janika regularnie dokładają do swojego dorobku kolejne punkty

Arka Nowa Sól – Pogoń Skwierzyna 0:1 (0:1)

Arka: Korotyszewski – Rozynek, Tomczak (ż), Walter, Kubiak, Uścio, Przejczowski, Cios, Kmiećkowiak, Zawojek, Nazar

Trener Arki Grzegorz Karmelita tuż po meczu ze Skwierzyną (środa 28 kwietnia) przyznawał, że miało być inaczej, a wyszło jak zawsze. Przynajmniej w ostatnim czasie. – Można powiedzieć, że w pierwszej połowie gra była wyrównana, choć wydaje mi się, że jednak trochę więcej z gry miała Pogoń – podkreślał w rozmowie z „Tygodnikiem Krąg”.

I przypominał genialną interwencję Marcina Korotyszewskiego, który wyciągnął się jak struna i przeniósł nad bramką dobry strzał zawodnika gości. Pokazał w tej sytuacji klasę.

Mniej szczęścia miał „Mala” w 30. minucie, kiedy uderzenie z nieoczywistej pozycji oddał Japończyk Toshiya Inoue i jakimś cudem piłka wpadła do siatki. – Jeśli chodzi o tę bramkę, nie mam pojęcia, jak zawodnik Pogoni to zmieścił – mówił Grzegorz Karmelita.

To nie jest tak, że Arka nie miała swoich szans w pierwszej połowie. W 28. minucie Patryk Zawojek dograł Dariuszowi Nazarowi, ale ten pomylił się w dobrej sytuacji. 10 minut później „Zawoj” ruszył indywidualnie, zszedł na lewą nogę i oddał niecelny strzał.

Tak naprawdę w drugiej połowie, gdy Arka się otworzyła – bo musiała – Skwierzyna też stworzyła sobie parę akcji i mógł paść z nich gol, który ten mecz by zamknął. W drugiej części nowosolanie próbowali gonić wynik. Szczególnie blisko wyrównania byliśmy w samej końcówce, jednak ostatecznie się nie udało.

Tego dnia brakowało na ławce kogoś, kto mógłby wejść i zrobić zamieszanie, zmienić oblicze tej potyczki. Tchnąć nowego ducha w naszych piłkarzy. Arka nie zrobiła z Pogonią żadnej zmiany.

– Nie ulega wątpliwości, że druga połowa należała do nas – ocenia trener Karmelita. – Ale rzeczywiście piłkarze ze Skwierzyny też groźnie nas atakowali. Ta druga część pokazała, że mamy możliwości, tylko brakuje nam skuteczności.

– W czym jeszcze tkwi problem? W wąskiej kadrze? – pytamy szkoleniowca Arki.

– Na pewno jest kadrowy problem – potwierdza. – W meczu z Pogonią miałem na ławce trzech młodzieżowców. Patryk Morawski i Kuba Dębiczak doznali kontuzji w poprzednim meczu i nie mogłem z nich skorzystać. To też rzutuje na grę zespołu, mimo że chłopcy, którzy ich zastąpili, nie wypadli najgorzej.

Grzegorz Karmelita nie krył, że Arka liczyła w starciu ze Skwierzyną na trzy punkty. Mówił: – Jedziemy teraz na mecz do Sulęcina, ostatniego zespołu w tabeli. Tam już po prostu musimy wygrać.

Spotkanie Stal – Arka odbyło się w ub. sobotę. Prowadziliśmy już 2:0 po bramkach Zawojka i Waltera, ale w ciągu czterech minut straciliśmy dwie bramki i ostatecznie padł remis. Trudny do przełknięcia.

Nowosolanie grali też we wtorek 4 maja. To był zaległy mecz ze Spójnią. I ponieśliśmy kolejną porażkę, tym razem 1:4. Honorową bramkę zdobył Dariusz Nazar.

Korona Kożuchów – Lechia II Zielona Góra 0:0

Korona: Krajewski – Poterała (60’ Obst), Żak, Janik, Grochowski (ż)(86’ Ciebień), Cieśla, Buganik (ż)(77’ D. Cygan), Reus (ż), Nitka (ż), Tkacz, Kondrat

Zielonogórzanie tworzą młody, wybiegany zespół i Korona w środę 28 kwietnia miała plan, żeby w pierwszej połowie zagrać z nimi nisko, zamykać przestrzenie w bocznych sektorach boiska. – Bo właśnie tam oni robią przewagę – tłumaczy trener kożuchowian Marcin Janik. – Chcieliśmy też wykorzystać szybkich zawodników z przodu. I jeśli chodzi o grę w obronie i to zamykanie przestrzeni w pierwszej połowie, było w porządku, natomiast nie mieliśmy kompletnie argumentów w ataku, żeby zagrozić Lechii. W tej części nie stworzyliśmy żadnej sytuacji, która mogłaby zakończyć się bramką.

W przerwie Korona skorygowała ustawienie, przeszła na grę dwoma napastnikami. Ta druga partia była wyrównana. Sytuacje, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, miały obie ekipy.

– Mimo wszystko ten remis 0:0 to był maks, na co było nas stać w środę – ocenia Marcin Janik. – Dlatego bardzo szanujemy ten punkt.

Trzeba podkreślić, że dobre 70 minut na boisku w Kożuchowie, ale tym razem w barwach Lechii, rozegrał Łukasz Cygan, który do zielonogórskiej kapeli trafił właśnie z Korony. – Był bardzo wyróżniającą się postacią. Mocno nas nękał, zależało mu, żeby się pokazać, ale nie ułatwialiśmy mu zadania – uśmiecha się trener Marcin Janik.

W majówkę Korona urządziła sobie festiwal strzelecki w meczu z Tęczą Krosno Odrzańskie. Wygraliśmy 5:0 po dwóch bramkach Dawida Cieśli, dwóch golach Mykyty Lobody i bramce Bartosza Tkacza.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content