Euro? „Każda tego typu impreza to w moim domu święto”

Jacek Łuszcz, nowosolski sympatyk piłki nożnej i nie tylko, przez całe Euro 2020 na swoim domu wywieszał flagi różnych reprezentacji, które danego dnia ze sobą grały

Mariusz Pojnar: Skąd pomysł na taki manifest w postaci wywieszania flag? To było podyktowane tym, że byłeś już tak stęskniony za wielką imprezą piłkarską, czy robisz tak za każdym razem, kiedy taka impreza trwa?

Jacek Łuszcz: Za każdym razem, kiedy są rozgrywane mistrzostwa Europy czy mistrzostwa świata. To jest święto w moim domu.

Niestety, flagę Polaków musiałeś schować bardzo szybko. Jak przeżyłeś tę porażkę?

Flagę schowałem, ale mam ją cały czas w odpowiednim miejscu. Czeka na kolejne turnieje – mam nadzieję, że z udziałem naszych. Fakt, trochę łez się polało po meczu ze Szwecją, ale już jest w porządku. Prawdziwy kibic rozlicza, ale też szybko zapomina o porażce. Szkoda, czegoś nam zabrakło.

Komu poza Polakami kibicowałeś podczas Euro 2020?

Razem z żoną uwielbiamy południe Europy, a więc Włochy, Hiszpanię, Portugalię – do tych krajów jest nam najbliżej. Lubimy plażę i dobre wino. Od początku kibicowaliśmy Włochom.

Typowałeś przed meczem finałowym, że wygrają z Anglią 3:2. Wynik był trochę inny, ale ostatecznie to Italia zwyciężyła. Czy jesteś zadowolony z przebiegu meczu i z tego, jak ten turniej się zakończył?

Tak jak już wspomniałem, stawiałem na Włochów, którzy w pierwszej połowie finału mieli kłopoty w środku pola, ale w drugiej odsłonie meczu i przez całą dogrywkę dominowali. Ostatecznie wygrywają cały turniej i mogę powiedzieć, że się bardzo cieszę. Mamy to!

Podobno jak jest mecz, żonie przełączasz nawet jej najlepszy serial, czyli „M jak Miłość”. To prawda?

Prawda, ale jest tak kochana, że się na to zgadza. Wie, co dla mnie znaczy ten sport. Ale w zamian robię jej masaż stóp [uśmiech].

Z tego, co wiem, jesteś nie tylko kibicem piłki nożnej. Jakie jeszcze dyscypliny oglądasz? Czy może oglądasz wszystko?

Oglądam wszystko oprócz szachów. Bo jak dla mnie to cholernie nudna dyscyplina [śmiech].

Jesteś dzieckiem nowosolskiej piłki, wychowankiem Dozametu. Czy twoim zdaniem połączenie Arki z Akademią Piłkarską Falubaz i powrót do starej nazwy wróży dobrze naszemu futbolowi?

Kiedy kończyłem podstawówkę, na treningu juniorów Dozametu podszedł do mnie śp. trener Kazimierz Karpiński i powiedział coś takiego: młody człowieku, w niedzielę o 10.00 masz być w szatni pierwszego zespołu, bo gramy z Chrobrym! To było dla mnie coś pięknego, niezapomnianego.

Dozamet mnie wychował i ukształtował jako człowieka. Nazwa Dozamet to wzór i mogłaby konkurować z nazwą Falubaz. Niech władze klubów robią tak, żeby obydwa kluby, który połączyły się w jedno, były zadowolone z efektu końcowego pod nazwą Dozamet.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content