Żegnaj, kapitanie. Nie żyje piłkarz Marek Kasper. Miał 49 lat

Nie żyje Marek Kasper, były piłkarz Dozametu czy Czarnych Rudno, ojciec Szymona, obecnego zawodnika Czarnych. – Trudno się żegna przyjaciela z boiska – mówi wzruszony Piotr Pacyna, który z Markiem grał przez lata

Krzysztof Zięba, legenda Czarnych, Marka Kaspra znał praktycznie od zawsze. – Kiedyś byliśmy sąsiadami, mieszkaliśmy klatka w klatkę – wspomina. – Marek był parę lat starszy, naprawdę fajny chłopak. Pamiętam jak dzisiaj, to bardzo miłe wspomnienia, że zbierał nas wszystkich – mnie, Rafała Przybysza i tak dalej – i graliśmy my wszyscy kontra on jeden [uśmiech]. Albo Marek zaczynał żonglować, a my mu te żonglerki liczyliśmy. Robił ich więcej niż my wszyscy razem wzięci.

Później „Ziober” wiele lat grał w barwach Czarnych wspólnie z Markiem. – Zapamiętam go jako cichego, spokojnego człowieka, bardzo w porządku chłopaka – mówi. – Byłem zszokowany, gdy dowiedziałem się o jego śmierci. Przecież był jeszcze młodym człowiekiem, miał życie przed sobą. Odeszła osoba bardzo zasłużona dla Czarnych. Ile my razem meczów zagraliśmy… Przez lata był naszym kapitanem, grał na stoperze. Kiedyś przecież grał też w III lidze w Dozamecie Nowa Sól, co trzeba podkreślić. U nas Marek rządził i dzielił, bo widać było różnicę w jego wyszkoleniu, w doświadczeniu boiskowym. Zapamiętam go jako naprawdę dobrego kolegę.

Proszę pozdrowić Piotrusia

Piotr Pacyna, kolejny wieloletni piłkarz Czarnych, poznał Marka Kaspra jeszcze w dzieciństwie. Marek grał często w piłkę w dawnej szkole nr 4. – Przychodziłem tam jako małolat, Marek był starszy i grali np. podwórko na podwórko. W tych piachach, cali umorusani. To były fajne czasy. Teraz tego nie ma. My za młodu biegaliśmy za piłką jak szaleni – mówi Piotr. – Przypominam sobie, że Marek wzmocnił Czarnych, jak awansowaliśmy do okręgówki, ale mogę się mylić, bo minęło sporo czasu. Szukaliśmy wtedy stopera. Zapamiętam go jako wspaniałego boiskowego kumpla, przyjaciela. Czasami biliśmy się w kartkach, kto dostanie więcej [uśmiech]. On za faule, ja za gadkę. Marek był zawzięty na tym stoperze, nie odpuszczał, zawsze walczył do końca.

Piotr dodaje mocno wzruszony: – W ostatnim czasie nie widywaliśmy się często, ale zawsze, gdy spotykał moją mamę, mówił: proszę pozdrowić Piotrusia. Jak dowiedziałem się o śmierci Marka? Akurat wracałem z pracy z Niemiec, wszedłem na Facebooka i chłopaki z Rudna wrzucili informację, że Marek nie żyje. Przeczytałem raz i przewinąłem, jakbym nie zrozumiał. „Marek? Nie wierzę w to”. Zadzwoniłem do „Ziobera”, a on potwierdził, że to prawda. Szok i niedowierzanie. Przecież on nawet nie miał 50 lat. Trudno jest żegnać kolegę z boiska.

Jeszcze pogramy

Wiesław Gierdal, przez lata prezes klubu z Rudna: – Marek grał u nas kilka lat. Mimo że występował na stoperze, był motorem napędowym drużyny. W mecze wkładał swoją całą energię, czasem aż za dużo. Był typem walczaka. Bardzo przeżywał porażki i niepowodzenia. Karierę zakończył w Zorzy Nowe Żabno. W Rudnie grał też jego ojciec Kazimierz, dalej gra syn Szymon.

Były prezes Czarnych napisał na Facebooku: „Marku, byłeś duchem drużyny. Kapitanem. Pogramy jeszcze! Spoczywaj w pokoju”.

Pod wpisem o śmierci piłkarza kondolencje przekazały też drużyny Cargovii Kargowa i Orła Szlichtyngowa.

Arkadiusz Kirchner, lokalny kibic, pamięta Marka Kaspra jeszcze jako zawodnika Dozametu: – Marek jako obrońca był ambitny, solidny, nie odpuszczał. Później przez lata na jego mecze w Rudnie zawsze przychodził jego tata. Kibicował mu.

Przemysław Gusta, zasłużony działacz piłkarski z Nowej Soli: – Pierwszym trenerem Marka do wieku juniorka był Wojtek Kakała. Później w III lidze grał u Kazia Karpińskiego np. razem z Darkiem Tomczakiem.

Młody Dozamet. Marek Kasper stoi w górnym rzędzie, drugi od lewej (fot. z archiwum Arkadiusza Kirchnera)

– Marka poznałem jako mały chłopak, który kręcił się przy klubie i przychodził na boisko. Grał w piłkę np. razem ze Zbyszkiem Pawem. Barwne postaci, które się zapamiętuje – mówi Kamil Ozgowicz, prezes Czarnych Rudno. – Na boisku był głośny. Potrafił grać twardo, ale umiał też wywalczyć faul. Nawet jak ktoś go lekko skrobnął, dodawał do tego odrobinę teatru. Nie miałem przyjemności dzielić z nim szatni, ale dla nas jako Czarnych to jest duża strata, bo Marek grał u nas przez lata, oddał tutaj kawał serducha. W dodatku jego syn Szymon cały czas u nas gra, przyjeżdżają go dopingować dziadkowie – rodzice Marka. Bardzo nam smutno, że odszedł.

Z Facebooka Czarnych Rudno: „W ostatnim meczu sezonu wygrywamy z drużyną z Trzebiechowa 3:1. Na duży szacunek zasługuje nasz zawodnik Szymon Kasper, który mimo wczorajszej przykrej wiadomości o śmierci taty stawił się na boisku i mocno przyczynił się do ważnego zwycięstwa”.

Szymon pokazał charakter, z którego kiedyś na boisku słynął jego ojciec.

A w ubiegłą sobotę Czarni zagrali swój tradycyjny mecz Żonaci – Kawalerowie. Rozpoczął się minutą ciszy.

Marek Kasper odszedł 18 czerwca. Miał 49 lat.

Żegnaj, kapitanie.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content