Bartosz Hassa pokonał Dominika Matusza po krwawej walce

– Organizatorzy i widownia określili moją walkę najlepszą tego wieczoru – mówi Bartosz Hassa. I dodaje: – Do Dominika Matusza musiałem podejść ostrożnie, bo oglądałem jego wcześniejszą walkę z jednym z najlepszych zawodników w Polsce, w której w pierwszej rundzie sierpem prawie doprowadził przeciwnika do nokautu

W ub. tygodniu pisaliśmy, że związany przez lata z Kickboxing Fighter Nowa Sól Bartosz Hassa dostał pieniądze z Parku Interior w ramach specjalnego programu dla młodych, którzy chcą otworzyć swoją działalność gospodarczą. – Chciałbym sam otworzyć klub i wykorzystać w pełni swój pomysł. Z moim obecnym klubem chcę być w ciągłej współpracy, ale żeby zrobić pewne rzeczy po swojemu, muszę podjąć odpowiednie kroki. Ten projekt mi to ułatwi – tłumaczył nam Hassa.

Bartosz ostatnio walczył na zawodowej gali South Battle 5 z Dominikiem Matuszem. To była jedna z dwóch walk wieczoru, w której sporo się działo.

Jak wspomina swój pojedynek? – Od początku starałem się trzymać prowadzenie. Wiedziałem, jakie atuty ma Dominik, dlatego wcześniej mogliśmy przygotować się pod kątem taktyki – zwraca uwagę Hassa. – Cała walka na dystansie trzech rund po trzy minuty do ostatniej sekundy miała bardzo wysokie tempo.

fot. Fotoprodukcja.pl

Bartosz Hassa podkreśla, że Matusz to twardy gość. – Nie spodziewałem się, że tak dobrze wytrzyma kondycyjnie, pomijając już ciosy, których nie było mało – mówi „Hasek”. – Wydaje mi się, że kontrolowałem większość walki, chociaż nie zrobiłem jeszcze dokładnej analizy, bo relacja z gali zniknęła na chwilę z internetu w celu obróbki. W pierwszej rundzie mój przeciwnik wykonując backfista zamiast rękawicą trafił łokciem w mój nos, czego sędzia nie zauważył. Dość mocno zaczęła lecieć krew i obawiałem się, że sędzia przerwie walkę. Nie widział tego faulu i mógłbym przez to teoretycznie ją przegrać. Szczęście w nieszczęściu było takie, że Dominik popełnił ten sam faul po raz drugi, arbiter to już dostrzegł i mogłem być spokojny, że nie przegram przez czyjś błąd.

W drugiej rundzie Matusz był liczony po serii ciosów nowosolanina. – Później jeszcze dwa razy miałem sytuację, w której zamykałem przeciwnika w narożniku, ale – jak już wspomniałem – Dominik to twardy chłopak i nie tak łatwo daje się przełamać – komplementuje rywala Hassa. – W końcu udało mi się parę razy wykręcić moją firmówkę, czyli jedno z kopnięć po obrocie.

Finalnie Bartosz wygrał 3:0 na punkty.

„Hasek” dodaje: – Organizatorzy i widownia określili moją walkę najlepszą tego wieczoru. Do Dominika Matusza musiałem podejść ostrożnie, bo oglądałem jego wcześniejszą walkę z jednym z najlepszych zawodników w Polsce, w której w pierwszej rundzie sierpem prawie doprowadził przeciwnika do nokautu.

Co czeka naszego fightera w najbliższej przyszłości? Póki co krótki odpoczynek. Być może w tym roku stoczy jeszcze jeden zawodowy pojedynek. – Cieszę się, że po walce odezwało się dwóch promotorów-menedżerów, którzy zaproponowali mi organizację walki – mówi nowosolanin.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content