Trójka grała do ostatniego gwizdka, ale brakowało skuteczności

Nowosolanie w debiucie u siebie w I lidze ambitnie grali do końca, ale mylili się w decydujących momentach. Dlatego trzy punkty pojechały na Dolny Śląsk. – Nasz zespół pokazał niesamowity charakter. Nie poddawaliśmy się, mimo że nie wchodziła jedna, druga, trzecia stuprocentowa sytuacja, a to zawsze może deprymować – ocenia trener Trójki Alan Raczkowiak

Trójka Nowa Sól – SPR Bór-Joynext Oborniki Śląskie 25:27 (12:16)

Trójka: Rapiejko, Ostrowski (2 bramki), Florczak (3), Kokot, Bortnowski, Uchal (5), Orliński (1), Kowalski (2), Raczkowiak (1), Sz. Lisiewicz, Ceglarz, Paszkiewicz (6), Karp, Buda (3), Dymkowski (2), G. Lisiewicz

– Na pewno w końcówce zmarnowaliśmy kilka setek i myślę, że to przesądziło o ostatecznym wyniku – mówił nam tuż po meczu Norbert Buda, zawodnik Trójki.

Ale zachowajmy chronologię wydarzeń.

Przed spotkaniem prezydent Nowej Soli Jacek Milewski i szef rady miasta Andrzej Petreczko wręczyli Edycie Dąbrowskiej, prezesce Trójki, pamiątkową miejską koszulkę w dużej ramce z herbem Trójki. W końcu to był pierwszy, historyczny mecz u siebie w I lidze.

Na jego początku, w pierwszych pięciu minutach, trzykrotnie obejmowaliśmy prowadzenie. Później to goście stopniowo przejmowali inicjatywę. W 30. minucie, gdy oba zespoły schodziły na przerwę, Bór prowadził z Trójką czterema bramkami – 16:12.

O niebo lepiej w obronie

W drugiej części byliśmy w stanie zminimalizować tę stratę do dwóch goli. To był zupełnie inny, lepszy mecz w naszym wykonaniu niż ten, który rozegraliśmy tydzień wcześniej w Kątach Wrocławskich. Trójka miała pomysł na grę, realizowała założenia taktyczne i grała o niebo lepiej w obronie. Pokazywała to, z czego słynie na rejonie – grała z pazurem, charakternie, bez odpuszczania stykowych piłek.

Brakowało przede wszystkim jednego: skuteczności. Tylko i aż.

Ostatecznie sobotni mecz przegraliśmy 25:27.

Kosztowne błędy

Wracamy do Norberta Budy, który zagrał dobre zawody: – Na gorąco mogę powiedzieć tyle, że nie było źle, tylko właśnie ta końcówka zaważyła o losach spotkania. Ale to nie jest w naszym stylu, żeby po tej porażce zwieszać głowy. Idziemy do przodu i z meczu na mecz będzie coraz lepiej.

Trener Trójki Alan Raczkowiak nie kryje, że żal po tym meczu jest ogromny. – Bo już po pierwszej połowie, gdy schodziliśmy na przerwę przegrywając czterema bramkami, wiedzieliśmy, że mimo wszystko gramy dobre spotkanie, tylko popełniamy kosztowne błędy techniczne. Ta pierwsza połowa boli najbardziej – zaznacza Raczkowiak. – Wydaje mi się, że nie trzeba znać się na piłce ręcznej, żeby wiedzieć, dlaczego przegraliśmy. Wszystko rozbijało się dziś o skuteczność. Mieliśmy pomysł na grę, dobrze graliśmy w ataku pozycyjnym – w przeciwieństwie do tego, co pokazaliśmy w Kątach. Dochodziliśmy do rzutów z czystych pozycji. W końcówce spokojnie mogliśmy doprowadzić do remisu, ale brakowało tej skuteczności. Najgorsze jest to, że w ciągu ostatniego tygodnia na treningach było chyba najwięcej rzutów, odkąd trenuję Trójkę. Muszę przeanalizować, dlaczego podczas meczu one nie trafiały do siatki.

Trener Raczkowiak podkreśla jednak: – Nasz zespół pokazał niesamowity charakter. Nie poddawaliśmy się, mimo że nie wchodziła jedna, druga, trzecia stuprocentowa sytuacja, a to zawsze może deprymować. My z podniesionym czołem graliśmy dalej, robiliśmy swoje. W Kątach nie wytrzymaliśmy meczu emocjonalnie, teraz było dużo lepiej. Jestem zadowolony, że graliśmy do ostatniego gwizdka.

Szkoleniowiec Trójki zwraca uwagę, że jak zawsze na wysokości zadania stanęli kibice. Nasi piłkarze ręczni dziękują im za wsparcie.

W 3. kolejce grupy B I ligi nowosolanie zagrają na wyjeździe w Grodkowie.

2. kolejka I ligi:

Kościan – Zielona Góra 26:20

Świdnica – Gorzyce Wielkie 32:30

Leszno – Grodków 31:30

Legnica – Kąty Wrocławskie

Poznań – Świebodzin 22:21

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content