Marcin Biernacki, niepełnosprawny sportowiec: Najgorzej jest zamknąć się w domu

Ma dziecięce porażenie mózgowe. Na co dzień uprawia sport i osiąga sukcesy. Marcin Biernacki zagrał w 17. Turnieju Mikołajkowym im. Radka Druciaka w barwach Sport Projekt Team. Wziął w nim udział, bo chciał pomóc innym niepełnosprawnym sportowcom

Mateusz Pojnar: Gdy przyszedłeś na świat, diagnoza lekarzy nie dawała nadziei.

Marcin Biernacki: Urodziłem się z dziecięcym porażeniem mózgowym i rzeczywiście w tamtym czasie, ponad 30 lat temu, lekarze nie dawali mi szans. Jako noworodek nie ważyłem nawet kilograma. Diagnoza była dramatyczna.

I tutaj wielki ukłon w stronę moich ukochanych rodziców. Robili wszystko, żebym funkcjonował tak, jak dziś funkcjonuję.

Okazało się, że mam silny organizm i dzięki temu żyję.

Jak się u ciebie zaczęło ze sportem?

Tak naprawdę jestem z nim związany już od podstawówki: grałem w koszykówkę, piłkę palantową czy szczypiorniaka. Nie mogłem się na nic zdecydować.

Jak każdy mały chłopak próbowałem też grać w piłkę nożną. Ale były te problemy zdrowotne, prócz tego nie wystarczyło mi umiejętności i charyzmy.

Dlatego znalazłem sobie nową dyscyplinę: wyciskanie sztangi leżąc.

I masz duże sukcesy.

Tak, startowałem w mistrzostwach Polski, pucharach kraju.

A jak to się stało, że trafiłeś na Turniej Mikołajkowy im. Radka Druciaka?

Wszystko dzięki Wojtkowi Pawlakowi. Widział moje dotychczasowe osiągnięcia i zaangażowanie w sport. Zapytał, czy nie chciałbym pograć w jego drużynie Sport Projekt Team. Zgodziłem się i bardzo mu dziękuję za tę propozycję, bo dzięki niemu mogę tutaj być i wspomóc niepełnosprawną młodzież.

Właśnie – w tym roku gramy dla Klubu Olimpiad Specjalnych Herkules Nowa Sól. Dla ciebie to szczególne zawody? Bo niepełnosprawny człowiek gra dla innych niepełnosprawnych ludzi.

Po prostu doskonale rozumiem wasz cel, bo sam jestem osobą niepełnosprawną. Wiem, jakie są ich potrzeby. Wspólnie jako środowisko się odnajdujemy.

Pomaganie przez granie – co myślisz o idei turnieju?

Jest bardzo fajna, bo można połączyć przyjemne z pożytecznym.

Muszę ci powiedzieć, że poziom jest bardzo wyrównany. Chcemy wypaść jak najlepiej i skupiamy się na każdym kolejnym meczu [z Marcinem rozmawiamy 12 grudnia po pierwszym spotkaniu Sport Projekt Team. Ostatecznie tej ekipie nie udało się awansować do finałów – red.].

Za rok też z nami zagrasz? Zapraszamy.

Jeśli będzie taka możliwość i pandemia nie pokrzyżuje naszych planów – jak najbardziej, bardzo chętnie.

Polskie państwo w odpowiedni sposób pomaga osobom niepełnosprawnym?

Niekoniecznie. Uważam, że władza ma narzędzia, by pomagać nam dużo bardziej. Również w kontekście finansowania sportu, który uprawiają niepełnosprawni. Bo to są wspaniali ludzie.

Jak zachęciłbyś osoby niepełnosprawne, które może nie mogą odnaleźć się w życiu, do uprawiania sportu?

Przede wszystkim nie możecie zamykać się w domu. To jeden z najgorszych scenariuszy. Jeśli dana osoba może uprawiać sport, niech wyjdzie z czterech ścian i go zasmakuje. Jestem tego świetnym przykładem – spróbowałem i do tej pory, już 20 lat, w sporcie siedzę. I nie żałuję.

Ty miałeś słabszy okres, w którym z tego domu nie chciało ci się wychodzić?

Jak byłem dzieckiem i okazało się, że nie będę grał w piłkę, zastanawiałem się, co dalej. Ale przyszła sztanga i to jest to, co kocham.

A, nie mówiłem ci, że również dużo biegam.

Codziennie?

Pięć razy w tygodniu. Codziennie po 5 km. Taka treningowa piąteczka w zupełności mi wystarczy.

Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie pozdrowić moją dziewczynę, rodzinę i bardzo podziękować tym, którzy mnie na co dzień wspierają.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content