Ryzykant. Rozmowa z Konradem Pogorzelskim

– Jestem marzycielem i zawsze marzyłem o robieniu mocnych życiówek. Nawet bardziej niż o medalach – mówi biegacz Konrad Pogorzelski, który pobił niedawno 12-letni rekord Polski

Mateusz Pojnar: Pamiętasz, jak się zaczęło u ciebie z bieganiem? Bo nie od razu biłeś rekordy Polski.

Konrad Pogorzelski: Mój początek różni się o 180 stopni od tego, jak to było u innych biegaczy.

Nie wyróżniałem się na tle rówieśników warunkami fizycznymi, szybkością czy wytrzymałością. Nie zostałem zauważony na żadnych szkolnych zawodach, zresztą nigdy na takie nie jeździłem. Byłem zwykłym gościem, który niemal miał nadwagę, ale lubił poćwiczyć na wuefie i raz na jakiś czas pograć w piłkę czy w kosza.

I wtedy nadchodzi przełomowy moment.

Tak, podczas lekcji wuefu w pierwszej klasie gimnazjum. Mieliśmy z klasą przejść test Coopera – w 12 minut należy przebiec jak najdłuższy dystans. I właśnie podczas tego sprawdzianu zauważył mnie Tomasz Hasiów, mój nauczyciel i zarazem pierwszy trener.

Nie talent mnie wtedy wyróżnił na tle innych. Bo nawet nie miałem najlepszego wyniku, byłem zaledwie czwarty. Wyróżniło mnie najzwyklejsze parcie przed siebie, nie zważając na ból, jaki sprawia mi ten bieg. Rzadko człowiek, który nie ma do czynienia z bieganiem – tym bardziej 14-latek – potrafi biec ze zmęczeniem. Mnie się udało. Ale skończyło się tak tylko dlatego, że nie miałem pojęcia, jak to przebiec, i niechcący zrobiłem sobie sprawdzian na 400 metrów, a kolejne około 1800 metrów biegłem na totalnym zmęczeniu.

Wtedy dostałeś propozycję: zacznij na poważniej ze sportem?

Po lekcji pan Tomasz podszedł do mnie i zaprosił na trening.

Grzecznie mu odmówiłem. I tak minęło pół roku.

7 sierpnia 2017 roku poszedłem na pierwszy trening.

Dlaczego? Twoja mama, która też biega, miała na to wpływ?

Mama mnie przekonała. Wtedy pod okiem pana Tomka przygotowywała się do swojego pierwszego maratonu. Więc tak – dzięki niej zakochałem się w tym sporcie. Gdyby nie trenowała, to kto zaraziłby mnie bieganiem?

Na pierwszym treningu miałem pobiec 30 minut, ale to bieganie skończyło się dla mnie praktycznie po kilometrze. Z braku sił. Szedłem i truchtałem na przemian i jakoś przeżyłem to pół godziny.

Wtedy zrodziła się we mnie pasja biegania.

Chciałeś pokazać, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej?

Powiedziałem sobie, że w końcu będę biegał tak, że nawet 10 km rozbiegania mnie nie zmęczy.

Po miesiącu udało się przebiec bez przerwy 30 minut.

Pierwszy sukces.

Ale też zmieniłem swój cel. Po dwóch pierwszych startach na 100 i 200 metrów chciałem robić wyniki, być coraz lepszym, a oczywiście wyniki nie były dobre. Na początku przygody mówiłem, że chcę trenować pod 200 metrów, bo nie jestem gotów na dłuższe dystanse. I tak bawiłem się w sprint do pierwszego zimowego obozu, na którym zrozumiałem, że jednak biegi średnie i długie będą moją domeną.

Świetne wyniki nie przyszły od razu, byłem co najwyżej przeciętny. Moimi największymi osiągnięciami było 12. miejsce na mistrzostwach Polski U-16 w Bełchatowie w 2018 r. i 10. rok później na MP U-18 w Poznaniu. O jakichś bardziej wartościowych wynikach mogłem tylko pomarzyć.

Wiedząc, ile potu przelałem na treningach i że to nie przekłada się na starty, a nawet powoduje u mnie zmęczenie podczas zawodów, postanowiłem w lipcu 2019 r. zmienić trenera. Mama i tata polecili trenera Adama Draczyńskiego.

I okazało się, że praca z nim popłaca. Niedawno pobiłeś o ponad pięć sekund 12-letni halowy rekord Polski na 2000 m w kategorii U-20. Gdy zobaczyłeś wynik 5.12,04, jaka była twoja pierwsza reakcja?

Pomyślałem, że wreszcie spełniłem marzenie, które towarzyszyło mi od samego początku przygody z bieganiem. Chciałem pobić rekord kraju!

Nie potrafiłem w to uwierzyć, mimo że krzyczałem z radości i zbierałem gratulacje od przyjaciół, którzy też uczestniczyli w tym biegu. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.

Spodziewałeś się, że może być aż tak dobrze? Że ten rekord pobijesz tak znacznie?

Jestem marzycielem i zawsze marzyłem o robieniu mocnych życiówek. Nawet bardziej niż o medalach.

Dalej nie jestem w stanie uwierzyć, że pobiłem rekord Polski, bo zaledwie pół roku temu biegałem ten dystans w 5.28. Mimo że naprawdę ciężko trenowałem, nie byłem pewien, czy stać mnie na tak mocne bieganie. Ale jestem ryzykantem, który podąża za marzeniami. Po prostu chciałem spróbować to zrobić, najwyżej bym nie dobiegł do mety [śmiech]. I udało się.

Na dziś stawiasz w życiu wszystko na bieganie?

Postawiłem już na pierwszym treningu, bo od początku chciałem robić bardzo dobre wyniki. Próbować być najlepszym w tym, co robię.

A jak ci się trenuje z Adamem Draczyńskim?

W podejściu do tego sportu razem z trenerem jesteśmy jak dwie krople wody, czyli jest idealnie.

Rozmawialiśmy o ważnym rekordzie, ale chciałem cię zapytać o twoje najważniejsze medale.

Oczywiście to są te z mistrzostw Polski – traktuję je jak nagrodę za mocną walkę do samego końca z czołowymi zawodnikami w kraju. Teraz marzę o tym, żeby dostać się na mistrzostwa świata juniorów w Kolumbii. Będę do tego dążył z całych sił.

Zaskoczysz jeszcze biegowy świat w tym roku?

Mam nadzieję, że tak.

Co powinien mieć dobry biegacz? Charakter przede wszystkim?

Charakter może wypracować każdy. Dla mnie najważniejsza jest zdolność podporządkowania bieganiu każdego aspektu życia. Też cierpliwość w treningu, spokojne dążenie do celu, nie patrząc na innych i wiedząc, że w końcu ten cel zostanie osiągnięty. A najważniejsza jest pokora.

O czym marzy pokorny biegacz Konrad Pogorzelski?

O bieganiu na światowym poziomie.

Tego ci życzę. I jeszcze zdrowia do tego biegania.

Dziękuję!

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content