Wolf. Daniel Sebzda po debiucie w boksie [ROZMOWA]

Daniel Sebzda zadebiutował ostatnio na charytatywnej gali. Chce skupić się na sporcie i marzy, że zostanie kiedyś mistrzem i będzie ambasadorem Nowej Soli w ringu. – Nie możecie słuchać, jak ktoś wam powie: jesteście już za starzy na sporty walki – mówi 30-letni fighter o ksywie „Wolf”

Mateusz Pojnar: Kiedy zacząłeś trenować?

Daniel Sebzda: Zaczęło się w wieku 27 lat.

Trochę późno.

Jak na początek to rzeczywiście późno, ale byłem i jestem na tyle zdeterminowany, że chce się nadal konsekwentnie rozwijać, mimo że mam ciężką pracę na budowie.

Dużą motywacją do sportu były dla mnie narodziny syna.

Gwiazdy sportów walki są dla ciebie inspiracją?

Przede wszystkim Arutr „Kornik” Sowiński, który cały czas mnie śledzi i wspiera. Bardzo, bardzo sobie cenię znajomość z nim. Kiedy miałem momenty zwątpienia, mówił, żebym szedł do przodu.

Dopinguje mnie też Paweł Wyrobek, który z „Jurasem” prowadzi na Polsacie Sport „Koloseum”, program o sportach walki. Podobnie Marcin Tybura z UFC, który podarował mi koszulkę z autografem.

Na początku zacząłem trenować w Kickboxing Fighter Nowa Sól. Później poszedłem do Maku Gym – trener Tomasz Makowski jest wielkim zawodnikiem, zrobił mnóstwo na turniejach na całym świecie. Z treningów u niego najwięcej wyniosłem, bijąc się z lepszymi od siebie chłopakami. Chcę gonić tych lepszych.

Jestem skupiony na rozwoju i treningach. Teraz chciałbym pójść w boks. Zresztą walka, jaką stoczyłem na ostatniej gali charytatywnej, była właśnie w pięściarstwie.

Czemu akurat boks?

Mój wiek nie za bardzo pozwala mi na rozpoczęcie przygody z MMA. Tam są różne płaszczyzny, musiałbym uczyć się ich od zera.

W jakiej kategorii wagowej zaliczyłeś debiut w ringu?

73 kg.

Co to była za gala, jak ją zapamiętasz?

Atmosfera była niesamowita! 5. Gala Boxing Challenge odbyła się na stadionie Śląska Wrocław, w Tarczyński Arena. Organizatorem była fundacja Cancer Fighters, którą wspierają gwiazdy: Joanna Jędrzejczyk, Damian Janikowski, „Kornik” i wiele innych osób. Ona pomaga dzieciakom chorym na raka. Tak naprawdę to one są największymi wojownikami, bo muszą walczyć o swoje zdrowie.

fot. mat. organizatora Boxing Challenge

Łącznie było 13 pojedynków w K-1 i boksie. Walczył m.in. Dawid Kasperski, który kiedyś bił się w Glory.

Tobie jak poszło?

Wygrałem w pierwszej rundzie [uśmiech]. Trzy razy posłałem rywala na deski i sędzia oszczędził mu zdrowia. Był ode mnie cięższy, bardziej doświadczony, ale to ja wygrałem.

Miłe było to, że ludzie oklaskiwali mnie na stojąco. Wielu z nich było zaskoczonych. Dwóch trenerów zaproponowało mi nawet współpracę. Powiedzieli, że szukają osób z takim charakterem i zacięciem.

Wspominałeś o zawodnikach MMA, którzy cię wspierają dobrym słowem. A rodzina jak patrzy na twoją pasję?

Ewelina, żona, bardzo mnie wspiera i kibicuje mi. Jak jest limo pod okiem, to zawsze przygotuje zimny okład [uśmiech]. Gdy nasz synek był mały i miałem kontuzję po treningu, rozumiała to i potrafiła mnie odciążyć od obowiązków, żebym mógł szybko wrócić na salę. Widzi moją determinację.

Też była na gali, podobnie jak moja przyrodnia siostra, siostrzenice z chłopakami i znajomi.

Od dziecka interesowałeś się sportami walki?

To zainteresowanie pojawiło się później. Przełomowym momentem było to, jak zostałem pobity. Miałem 24 lata. Wtedy zacisnąłem pięści i powiedziałem sobie: nigdy więcej.

Ale w zasadzie od 18. roku życia oglądałem wszystkie możliwe gale, w końcu, po dłuższym czasie, poszedłem na pierwszy trening.

Jak zachęciłbyś innych ludzi, którzy mają 20, 30 lat, do sportów walki?

Nie możecie słuchać, jak ktoś wam powie: jesteście już za starzy. Jak macie pasję, idźcie w to. Pójdźcie do klubu i rozwijajcie się. Ja mam dzisiaj wrażenie, że cofam swój zegar.

Co będzie z tobą dalej?

Po walce odezwała się do mnie firma HempKing i wysłała mi paczkę, to fajne wsparcie. Chciałbym znaleźć sponsorów, którzy pozwoliliby mi całkowicie poświęcić się sportom walki, promotorów, którzy umożliwią mi duże starty.

Chcę promować Nową Sól na całą Polskę.

Chcę zostać mistrzem.

Nie widzę innej opcji.

Ktoś mnie może mieć za wariata, ale jestem zdeterminowany, żeby osiągnąć sukces. Jak trenowałem z Bartkiem Hassą, powiedział mi, że chciałby, żeby w jego klubie byli sami tacy zdeterminowani zawodnicy, dążący za wszelką cenę do celu.

Widzę przed sobą piękną przyszłość – i to nie jest z mojej strony pycha, tylko świadomość.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content