Trener Norbert Śron o barażach Astry: Zrobimy wszystko, by wygrać i awansować [ROZMOWA]

– Ten sezon jeszcze się nie skończył i chcemy udowodnić nie tylko sobie, ale i innym, że potrafimy znacznie więcej – mówi przed barażami o I ligę w Wieluniu trener Astry Nowa Sól Norbert Śron. Nadchodzą najważniejsze mecze w tym sezonie

Mateusz Pojnar: Łącznie w fazie zasadniczej, którą wygraliśmy, po 22 spotkaniach zgromadziliśmy aż 60 punktów. Jak pan podsumuje tę fazę sezonu?

Norbert Śron: W kontekście przekroju pierwszej i drugiej rundy możemy być bardzo zadowoleni. Jestem bardzo dumny ze swojej drużyny i ze współpracy z zawodnikami, bo ona układa się świetnie. Mamy bardzo dobre relacje.

Dla nas liga była bardzo pracowitym okresem. Musieliśmy być cierpliwi i wytrwali w tym, co chcemy osiągnąć. I przede wszystkim zwracać uwagę na szczegóły, żeby nasza jakość na boisku była coraz lepsza. To była podstawa zwycięstw, które odnieśliśmy.

Co jeszcze było kluczem do wygrania fazy zasadniczej? Które elementy siatkarskiego rzemiosła?

Przede wszystkim kolektyw. Wygraliśmy siłą zespołu. Potrafiliśmy w najważniejszych momentach przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

Zagrywka, blok, kontratak – w pierwszej rundzie to wszystko tworzyło naszą siłę. W drugiej kładliśmy mocny nacisk na pracę przy pierwszym ataku, byliśmy też bardziej efektywni, skuteczni. I to nam dało tak ważne zwycięstwo jak choćby z Międzyrzeczem czy Piłą na wyjeździe.

Trener nie zwykł wyróżniać zawodników indywidualnie, ale może teraz pan odstąpi od tej reguły?

Nie chciałbym wychodzić poza te zasady [uśmiech]. Naprawdę uważam, że każdy z siatkarzy dokłada cegiełkę do zwycięstw, które odnosimy. Wyróżnianie jednego czy drugiego z mojej strony byłoby dużym nietaktem.

Tym bardziej że ten sezon jeszcze się nie skończył i chcemy udowodnić nie tylko sobie, ale i innym, że potrafimy znacznie więcej.

Przed nami barażowy turniej półfinałowy. Astra chciała go zrobić w Nowej Soli, ostatecznie odbędzie się 22-24 kwietnia w Wieluniu. To dla nas duży problem?

W żadnym wypadku. Rozegraliśmy w tym sezonie 11 meczów na wyjeździe, czyli nie w naszych halach, wśród innych kibiców – mniej lub bardziej głośnych. I wygrywaliśmy.

Myślę, że patrząc na aspekt mentalny, można to rozpatrywać z dwóch stron. Turniej w Nowej Soli potencjalnie mógłby się wiązać z tym, że niektórzy zawodnicy mogliby chcieć za bardzo pokazać się w swoim środowisku. A to niedobrze. To mogłoby wpływać na jakość gry.

Na wyjeździe nie ma takiego wewnętrznego ciśnienia, gra się trochę luźniej. Wiadomo, że hala aż tak nie pomaga, bo nie ma naszych kibiców, ale jeżeli jest doping na wysokim poziomie, nawet dla rywala, to on nie przeszkadza gościom. Z perspektywy czasu wyjazdowy turniej może okazać się lepszym rozwiązaniem niż gra u nas.

Chociaż na pewno przykro nam, że nie będziemy mogli zobaczyć naszych kibiców na trybunach w jak największej liczbie.

Analizował pan już naszych półfinałowych rywali: Tempo Chełm, MKS Andrychów i WKS Wieluń. Który z nich jest najtrudniejszy?

To bardzo trudne pytanie, na które ciężko odpowiedzieć. Bo w ósemce najlepszych drugoligowych zespołów w skali kraju nie ma drużyn przypadkowych. Wszystkie grają na wysokim poziomie.

Te turnieje rozstrzygną się na płaszczyźnie niuansów. Być może niektóre wyniki będą zaskakiwać. Ale my postaramy się zrobić wszystko, żeby wyjść z tej rywalizacji zwycięsko.

Co musimy zagrać, żeby awansować do finałowego turnieju?

Naszą najlepszą siatkówkę, bo w półfinałach, jak i w finałach, gra się pucharowo. Nie ma możliwości potknięcia – jeden mecz może zniweczyć wszystko. Będziemy się starać niwelować siłę przeciwnika, jednocześnie pokazując nasz zespół z najlepszej strony.

Tylko że to jest sport i trzeba też wziąć pod uwagę inne czynniki, które nie są zależne od nas. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie układało się tak dobrze, jak do tej pory. Wtedy pokażemy na parkiecie naszą topową jakość.

Na chwilę przed bardzo ważnymi meczami w zespole nie ma żadnych urazów?

Nie ma kontuzji, ale borykamy się z przewlekłą chorobą drugiego atakującego Dawida Witkiewicza. W tym miesiącu nie mógł za bardzo trenować i ubolewamy nad tym faktem, ale radzimy sobie i starmy się rekompensować tę stratę.

Jak upłyną zespołowi ostatnie dni przed barażami? Nadal ciężka praca?

Zdecydowanie. Cały czas będziemy chcieli poprawiać swoją jakość gry, przede wszystkim w systemach. Chcemy sprawić, żeby były jeszcze płynniejsze, dograć wszelkie szczegóły.

Odświeżamy też zawodników motorycznie, żeby zabrali do Wielunia jeszcze więcej szybkości i siły, co wiąże się z boiskową eksplozywnością. To jest dla nas najważniejsze – żeby nie byli przeciążeni i mogli pokazać najlepsze akcje na najwyższym poziomie.

Cel, czyli awans do I ligi, się nie zmienił?

Absolutnie. Pierwszy, trudny etap już za nami i myślami jesteśmy przy kolejnym. Chcemy wykorzystać szansę, którą sami sobie wywalczyliśmy.

Byłoby z naszej strony dużym gapiostwem, gdybyśmy teraz powiedzieli sobie: okej, rozegraliśmy praktycznie 40 meczów – sparingów i ligowych – i na tym kończymy, bo nasza robota jest wykonana i więcej nie potrzebujemy. Nie – to była podstawa, którą wywalczyliśmy swoją ciężką pracą i ambicją, ale po to, żeby pójść dalej. I widzę po zespole, że to chłopaków nakręca.

Chcemy jeszcze więcej i jesteśmy mocno skupieni na tym, co przed nami.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content