Prezes Jeton o awansie Astry: Sięgnęliśmy po wielki wynik [ROZMOWA]

– Warto było czekać. Długo wyczekiwany smak zwycięstwa to niesamowite uczucie – mówi w obszernej rozmowie z „Tygodnikiem Krąg” prezes Astry Nowa Sól Przemysław Jeton. Po awansie zespołu do Tauron 1. Ligi przed klubem nowe wyzwania

Mateusz Pojnar: Jak teraz wspominasz początki poważnego myślenia o awansie? Kiedy pojawił się pomysł, że chcecie o to powalczyć?

Przemysław Jeton: Pierwsze myśli związane z realną szansą na awans do I ligi pojawiły się jakoś w kwietniu 2021 r., czyli po sezonie 2020/2021. Oczywiście wszystko kiełkowało już dużo wcześniej. Cztery lata temu, kiedy powstała lokalna grupa sponsorów i miasto zdecydowało się postawić na siatkówkę, wspólnie zaczęliśmy ten marsz.

W tzw. międzyczasie był sezon 2019/2020, w którym wygraliśmy swoją grupę w II lidze i zostaliśmy zaproszeni do rywalizacji na szczeblu wyżej. Ale to był rok pandemiczny, który negatywnie odbił się na naszym budżecie i zdrowy rozsądek nie pozwolił nam dołączyć do I ligi. Po prostu odmówiliśmy. Zrobiliśmy jeden krok w tył, żeby później wykonać dwa do przodu.

Po poprzednim sezonie widzieliśmy szansę na awans i sięgnęliśmy po ten wielki wynik. Zrealizować wieloletni plan, o którym myślało się kilka lat wstecz, to wielka sztuka. Przy odpowiedniej determinacji i wsparciu wspaniałych ludzi osiągnęliśmy to.

To była długa droga. Drugoligowe granie zaczęliście z Astrą w sezonie 2013/2014.

I wtedy jeszcze nikt nie odważyłby się nawet marzyć o awansie. Byliśmy zlepkiem bardzo ambitnych i zgranych zawodników, którzy walczyli o jak najlepszy wynik. Mimo niskiego nakładu finansowego dwa razy z rzędu zdobyliśmy wysokie trzecie miejsce.

W sezonie 2015/2016 dotarliśmy nawet do turnieju finałowego o awans do I ligi. W następnych latach lekko zwolniliśmy, ale nigdy nie wypadliśmy z czołówki.

Apetyt na awans pojawił się już w trakcie sezonu 2018/2019. Klub cały czas rozwijał się organizacyjnie, sukcesywnie budował odpowiedni budżet i małymi kroczkami szedł do przodu. Podejrzewam, że gdyby nie pandemia, awans byłby możliwy wcześniej. Ale warto było czekać. Długo wyczekiwany smak zwycięstwa to niesamowite uczucie.

W kontekście tego awansu nie wolno zapominać o zmarłym prezesie Astry Zdzisławie Roli. Ostatnio na naszych łamach pogratulowała wam pani Barbara, jego żona.

Zdecydowanie tak, pan Zdzisław jest ikoną klubu. Honorowym prezesem Astry, który poświęcił mnóstwo czasu, energii i zdrowia, żeby budować markę, jaką są teraz Koliberki. To właśnie pan Zdzisław w 2013 r. sprowadził mnie z powrotem do Nowej Soli i zaproponował współpracę przy naszej siatkówce.

W imieniu całego zespołu dziękuję pani Basi za gratulacje! Pozdrawiamy serdecznie.

Które elementy były kluczowe w tej układance i pozwoliły nam cieszyć się z tego sukcesu?

Ich było wiele: wsparcie wielu ludzi, przyjaciół klubu, upór w dążeniu do celu, profesjonalizm trenera itd. Ale wyróżniłbym jeden element – drużynowość. Tak wspaniałej atmosfery w zespole dawno nie widziałem. Każdy się wspierał, motywował do wysiłku na każdym treningu. Zawodnicy stworzyli kolektyw, który ze sobą świetnie współpracował.

Wspomniałeś o trenerze. Pewnym przełomem było właśnie zatrudnienie Norberta Śrona? Potrafił z tego zespołu wycisnąć maksa.

Trener Śron to nie tylko ogrom wiedzy teoretycznej, jeżeli chodzi o techniczne aspekty siatkówki, ale też fachowiec od psychologii. Bardzo dużo od siebie wymaga i tego samego oczekuje od swoich siatkarzy. Nie ma u niego taryfy ulgowej i zawodnicy, którzy potrafią się dostosować do jego zasad, czerpią korzyści ze współpracy. W tym sezonie to zaprocentowało.

Jakie warunki organizacyjne musicie teraz spełnić, żeby grać w Tauron 1. Lidze? Mecze dalej będą transmitowane w telewizji?

Czekamy jeszcze na oficjalne procedury, bo mogą się zmienić w porównaniu z wymaganiami sprzed roku. Przede wszystkim musimy być odpowiednio zabezpieczeni finansowo i czyści, jeśli chodzi o nasze zobowiązania w stosunku do zawodników, którzy dotychczas u nas grali. Związek bacznie czuwa nad tym, żeby kluby nie miały żadnych zaległości – my również do tej pory bardzo o to zabiegaliśmy i nigdy nie mieliśmy tego typu problemów.

Oprócz kryteriów finansowych są też infrastrukturalne. Właściwy obiekt, na którym będą rozgrywane mecze, już mamy. Hala przy ul. Botanicznej spełnia wymogi. Tauron 1. Liga była objęta prawami transmisji telewizyjnej i internetowej i tak na pewno zostanie. Oczywiście nie wszystkie mecze, ale część z nich będzie można obejrzeć na kanale Polsat Sport i platformie Polsat Box.

Pomówmy o składzie. Będzie potrzebnych dużo wzmocnień?

Chcemy, by filary, które dbały o jakość naszej drużyny w ub. sezonie, w dalszym ciągu reprezentowały nasz klub. Zespół funkcjonował bardzo dobrze, dlatego uważamy, że nie należy wykolejać naoliwionej maszyny.

Rozmowy z zawodnikami jeszcze trwają, bo nasi siatkarze mają również propozycje z innych klubów, a niektórzy mogą mieć problem z łączeniem gry z pracą.

Oczywiście poziom Tauron 1. Ligi jest bardzo wysoki. Tutaj gra wielu świetnych siatkarzy, byli i obecni reprezentanci swoich krajów. Bez kilku roszad będzie trudno utrzymać się na zapleczu ligi mistrzów świata.

Przygotowania do tego sezonu będą specjalne? Jakiś obóz?

Nie ma potrzeby, żeby wyjeżdżać na specjalne przygotowania. Na miejscu mamy wszystko: pływalnię, stadion, siłownię, hale sportowe. Okres przed startem będzie wyglądał podobnie jak przed sezonem 2021/2022. Sztab szkoleniowy wie, co robi. Ostatnio przygotowania zdały egzamin i wierzę, że teraz będzie podobnie. Poza tym każdy wyjazd na obóz wiąże się z dodatkowymi niemałymi kosztami. Dzisiaj każdą złotówkę oglądamy dwa razy, zanim ją wydamy.

Pewnie nie możesz się już doczekać pierwszego meczu? Mówiłeś o hali przy ul. Botanicznej, ale buduje się też nowa – na starym PKS. To inauguracyjne spotkanie chciałbyś rozegrać już tam?

Wiele bym oddał, żeby tak się stało. Dodatkowy obiekt poluzuje grafik hali przy ul. Botanicznej. Kolejny raz czeka nas wyzwanie z pomieszczeniem się z innymi drużynami na tym obiekcie. Tym bardziej że teraz potrzebujemy więcej jednostek treningowych. W tamtym sezonie praktycznie połowa treningów musiała odbywać się w hali „Elektryka”, bo nakładały się godzinowo z zajęciami piłkarzy ręcznych.

Ale wiele czynników wpłynęło na to, że termin oddania nowej hali przesunął się w czasie. Szkoda, że nie zdążymy. Mimo wszystko dobrze nam się gra na „Botanie”. Mam nadzieję, że to będzie twierdza i przeciwnicy będą się musieli sporo namęczyć, żeby ją zdobyć.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content