Wodniacy-pasjonaci świętowali w porcie

W sobotę w bytomskim porcie odbył się po raz VIII Zlot Łodzi Motorowych i Miłośników Rekreacji Wodnej organizowany przez Stowarzyszenie Turystyki i Rekreacji Wodnej WIR

Impreza rozpoczęła się ok. godziny 10.00 od rejestracji uczestników, a następnie nastąpiło uroczyste powitanie gości oraz prelekcja dotycząca bezpieczeństwa na wodzie. O godzinie 13.00 przybyli uczestnicy zaprezentowali swoje łodzie publiczności.

W zlocie uczestniczyły reprezentacje z Bytomia Odrzańskiego, Głogowa, Nowej Soli i Cigacic, a także ci, którzy przyszli im kibicować.

– Jesteśmy tu przede wszystkim dlatego, że mąż jest członkiem WIR-u. We wcześniejszych latach jako wolontariuszka byłam aktywną uczestniczką zlotu, siedziałam na stanowisku, rozdawałam talony czy pomagałam w organizacji, chociaż nie byłam członkiem stowarzyszenia. Dziś chcieliśmy zobaczyć, co tutaj się dzieje. Fajnie, że coś się dzieje w Bytomiu Odrzańskim, że jest grupa zapaleńców, pasjonatów, którzy chcą to robić, bo jest to fajna forma rekreacji – mówiła Alicja Dysiewicz, która do portu przyszła z całą rodziną. – Sami mamy malutką łódeczkę i zastanawiamy się nad rozpoczęciem takiej formy rekreacji. Lubimy wodę, moja córka Ada pływa trochę żaglówką po Mazurach i chciała przyjść, zobaczyć, jak to wygląda tutaj – dodała A. Dysiewicz.

Zamiłowanie do wody

Fanów sportów wodnych w sobotę w porcie było więcej.

– Jestem zadowolona, że mój syn interesuje się pływaniem oraz sportami wodnymi, bo wiadomo – obecnie młodzież mniej się interesuje takimi rzeczami jak pływanie i woli spędzać czas przed komputerem. Cieszę się, że mój syn odrywa się od komputera, ma swoją pasję i spędza czas aktywnie – mówi mama jednego z uczestników konkurencji Danuta Szulc.

– Od dzieciństwa pasjonowałem się głównie żeglarstwem. Jestem sympatykiem wodniaków, bo od niedawna zacząłem pływać po Odrze moją łódką. Pasjonuję się żeglarstwem, tą ciszą na jeziorze, podmuchem wiatru, przyrodą i tym wszystkim, co wokół widać – opowiadał z kolei Jan Chmielarski z Rudna, który wraz z utworzoną spontanicznie 3-osobową załogą zajął 1. miejsce w konkurencji kanu. Zawody były na szybkość, czyli od startu poprzez okrążenie bojki i powrót do miejsca startu.

J. Chmielarski nie krył zadowolenia ze zwycięstwa. – Mam wielką satysfakcję, tym bardziej że pierwszy raz płynąłem kanu i uczestniczyłem w takich zawodach i tym bardziej, że nie jestem uczestnikiem ani stowarzyszonym w Wirze. Występuję jako sympatyk i mam satysfakcję, że po raz pierwszy, gdy biorę udział w takich zawodach, wspólnie z doświadczonymi motorowodniakami wygraliśmy – komentował po starcie.

Zlot nieznacznie utrudniała pogoda – opady deszczu spowodowały lekkie opóźnienie w organizowaniu konkurencji. Po krótkiej przerwie uczestnicy wydarzenia przystąpili do regat wioślarskich na kanu. Ich zadaniem było przepłynięcie na kanu (niewielka łódź) kanadyjka, dop. red.) z punktu A do punktu B w najkrótszym czasie. Następną konkurencją było poławianie pereł z łodzi pontonowych, wygrywała ta ekipa, która zebrała ich najwięcej w określonym czasie.
Nad bezpieczeństwem podczas imprezy czuwali ratownicy nowosolskiego WOPR-u.

Pazur: Przydałaby się rozbudowa mariny

– Ani dobra aura, ani wysoka woda nie były dziś naszymi sprzymierzeńcami, ale nie ma co narzekać. Mamy za sobą miły dzień, troszkę rozrywkowy, teraz mamy mały słowiański wieczór, jakaś kiełbaska, grill, bez szaleństwa. Mamy tu kolegów z różnych stron województwa, próbowali przypłynąć łodziami, ale im się nie powiodło, dlatego przyjechali samochodami. Cieszymy się, że są z nami, tak naprawdę łączy nas to, że jesteśmy nad Odrą, od czasu do czasu próbujemy po niej pływać, bo chcemy mieć z tego trochę satysfakcji – podsumowuje sobotnie święto turystyki i rekreacji wodnej prezes stowarzyszenia WIR Zbigniew Pazur.

– Chciałbym, aby np. władze miasta, które bardzo szanujemy, za jakiś czas były dla nas bardziej łaskawe i rozbudowały marinę. Na razie mamy to, co mamy, bo wiem, że są ważniejsze priorytety w mieście i to szanujemy. Myślimy o tym, by na działce z czasem było gdzie umyć ręce czy też był prąd, żeby spędzać czas również tu. Na zakończenie chciałbym przekazać wszystkim informację, o której mówił pan prowadzący prelekcję na temat bezpieczeństwa na wodzie. Czy jest duża woda, czy mała, czy płyniesz z rodziną, czy z obcym – zawsze jest to żywioł i można się utopić na wodzie, która ma niecały metr dwadzieścia . Trzeba pamiętać by być na wodzie odpowiedzialnym – przypomina Z. Pazur.

Łukasz Gała

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content