Strażnicy ratują życie. Zimą często kontrolują miejsca, gdzie mogą być bezdomni

– Zimą mamy co najmniej jedną, jeśli nie dwie tego typu interwencje dziennie związane z bezdomnymi, którzy wymagają podania pomocnej dłoni. To z jednej strony nasze zadanie, ale z drugiej przede wszystkim czujemy się współodpowiedzialni za funkcjonowanie miasta – mówi Dariusz Rączkowski, komendant nowosolskiej straży miejskiej

Ubiegły tydzień, w którym nocą temperatura spadała poniżej 0, jak w soczewce pokazał, jak często w pracy mundurowych liczy się to, żeby być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

15 grudnia patrol straży miejskiej udał się na ul. Jana Pawła II, gdzie na ławce siedział mocno wyziębiony mężczyzna. – Okazało się, że to osoba bezdomna. Kontakt z nim był bardzo utrudniony. Interwencję zakończyliśmy tym, że ten mężczyzna poprosił nas, żebyśmy go odwieźli do ogrzewalni – opowiada Marek Matczak, strażnik miejski.

Dwa dni później on i jego kolega z patrolu interweniowali ws. tego samego mężczyzny. Tym razem sytuacja była jeszcze poważniejsza – leżał na chodniku przy jednym z bloków na os. Konstytucji. – Było widać, że jest z nim bardzo źle, co potwierdził pomiar temperatury. Wezwaliśmy pogotowie, które go zabrało na SOR. Na szczęście w odpowiednim momencie nadeszła pomoc, bo tego mężczyzny już by z nami nie było – zauważa Matczak. Straż miejska przeprowadza stałe kontrole miejsc, w których mogą przebywać bezdomni. – Robimy je praktycznie codziennie – podkreśla strażnik miejski.

W wielu przypadkach w odnalezieniu osób, które potrzebują pomocy, pomagają mieszkańcy. – Reakcja ludzi jest właściwa. Chociaż czasem reakcja ludzi mnie zdumiewa, bo niektórzy do nas dzwonią, ale jak dojedziemy na miejsce, już zgłaszającego tam nie ma. Nie zostają z tymi, którzy np. leżą na chodniku – zauważa strażnik miejski z wieloletnim stażem.

Patrol z Matczakiem w ub. tygodniu udzielił także pomocy mężczyźnie, który na chodniku dostał padaczki alkoholowej. – Ułożyliśmy go w pozycji bocznej i przytrzymywaliśmy go, żeby nie zrobił sobie krzywdy np. uderzając głową w płyty chodnikowe. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – zaznacza Marek Matczak.

Dariusz Rączkowski, komendant straży miejskiej w Nowej Soli, zaznacza, że takie interwencje to w pracy strażników chleb powszedni. – Można powiedzieć, że zimą mamy co najmniej jedną, jeśli nie dwie tego typu interwencje dziennie związane z bezdomnymi, którzy wymagają podania pomocnej dłoni. To z jednej strony nasze zadanie, a z drugiej przede wszystkim czujemy się współodpowiedzialni za funkcjonowanie miasta – mówi komendant Rączkowski.

Zaznacza, że tylko na terenie Nowej Soli od ubiegłego roku jest co najmniej sześć osób więcej w kryzysie bezdomności.

– Sam znam te osoby. Wiem, kim byli wcześniej, ale wskutek jakichś złych życiowych decyzji są na ulicy. Nie zawsze decyduje alkohol. Czasem chodzi o inne rzeczy. Są różne wybory życiowe, które wprowadzają ich w trochę inny świat, ale to wciąż są ludzie, którym trzeba pomóc – mówi komendant straży miejskiej.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content