Strażnicy miejscy zatrzymali pijanego kierowcę. W aucie miał też narkotyki

Mężczyzna średnio ogarniał rzeczywistość. To było zatrzymanie obywatelskie, ale strażnicy miejscy do tej sytuacji podchodzą skromnie: – Jesteśmy po to, żeby nasi mieszkańcy czuli się bezpiecznie

Roman Chorążyk w straży miejskiej pracuje już od 26 lat. Artur Miler – od sześciu.

Wspomniana sytuacja miała miejsce w poniedziałek 25 stycznia. – Akurat przejeżdżaliśmy Aleją Wolności i zauważyliśmy człowieka, który jechał nienaturalnie powoli. Można powiedzieć, że aż za wolno – opowiada strażnik Chorążyk.

– Jego samochód był bardzo brudny, umazany błotem – dopowiada Artur Miler, który miał wtedy patrol razem z Romanem Chorążykiem.

Obaj stwierdzili, że coś jest nie tak, że ten mężczyzna może być pijany. – Ruszyliśmy za nim w kierunku ronda obok placu Floriana – mówi Chorążyk. – Włączyliśmy sygnały świetlne i dźwiękowe, w tym momencie mężczyzna przyspieszył. Ale wjechał w Szeroką i tam się zatrzymał.

Strażnicy miejscy wyszli z samochodu, podbiegli do auta mężczyzny i otworzyli drzwi. – Momentalnie poczuliśmy mocną woń alkoholu, do tego miał bełkotliwą mowę – mówi strażnik Chorążyk. – Poprosiliśmy, żeby zgasił silnik, ale nie chciał tego zrobić, stawiał opór. Wyciągnąłem jego kluczyki i zgasiłem silnik. Z samochodu też nie chciał wyjść. Musieliśmy użyć siły fizycznej, nie chciał się też wylegitymować. Założyliśmy mu kajdanki.

Artur Miler: – Dosłownie po minucie czy dwóch nadjechały dwa radiowozy policji. Ktoś prawdopodobnie już wcześniej ich zawiadomił.

Mężczyzna nie chciał dmuchnąć w alkomat, więc został zawieziony do szpitala na pobranie krwi. Jeden radiowóz policji został na zabezpieczenie pozostawionego pojazdu, a strażnicy miejscy razem z policjantami z drugiego radiowozu pojechali z mężczyzną do szpitala.

Tam kierowca dalej twierdził, że to wcale nie on jechał tym samochodem…

– Policjanci o godz. 19.40 z polecenia dyżurnego udali się na ul. Szeroką. Mieli sygnał, że kierujący może być nietrzeźwy – potwierdza Renata Dąbrowicz-Kozłowska z nowosolskiej policji. – Tam zastali strażników miejskich, którzy dokonali ujęcia kierującego. Okazał się nim 37-letni mieszkaniec Nowej Soli. Od mężczyzny była wyczuwalna woń alkoholu. Jego mowa była bełkotliwa, był też silnie pobudzony.

W aucie 37-latek miał opakowanie po jajku niespodziance. Ale w środku łakoci nie było, tylko… narkotyki.

Trzeba podkreślić, że to było zatrzymanie obywatelskie, bo strażnicy miejscy nie mogą zatrzymywać pojazdów. Chyba że właśnie w uzasadnionych przypadkach jako obywatele. To był jeden z takich przypadków. – Ten mężczyzna sprawiał zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców. Działaliśmy w stanie wyższej konieczności – podkreśla Miler.

Obaj wspominają, że taki przypadek zdarzył się nie po raz pierwszy. Nie czują się jak bohaterowie, traktują to wszystko jak dobrze wykonaną pracę.

– W takich sytuacjach po prostu działamy instynktownie, wiemy, co musimy zrobić – mówi Artur Miler. – Jesteśmy po to, żeby nasi mieszkańcy czuli się bezpiecznie.

– Z zatrzymaniem obywatelskim warto być uważnym – dodaje Roman Chorążyk. – Nie wolno do tego podejść zbyt pochopnie i przede wszystkim trzeba mieć na uwadze swoje zdrowie – przestrzega.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content