Edyta Dąbrowska o Trójce: Jestem strasznie za tymi chłopakami [ROZMOWA]

– Aż tak, że nie pozwalam kibicom na krytykę podczas meczu. Przez to teraz już nikt koło mnie nie siada – mówi Edyta Dąbrowska, prezeska Trójki, w szczerym wywiadzie dla „Tygodnika Krąg”. I ma apel do innych klubów z Nowej Soli

Mateusz Pojnar: Przyzwyczaiłaś się do roli prezeski klubu sportowego czy to jest nadal dla ciebie nowość? Dalej się tego wszystkiego uczysz?

Edyta Dąbrowska: Przyzwyczaiłam się, wiem dużo więcej o kwestiach organizacyjnych niż na starcie. Po prostu musiałam się dowiedzieć.

Poznałam i dalej poznaję ludzi zajmujących się sportem, ich sposób komunikacji. Skojarzył mi się z pewnego rodzaju korporacyjnym stylem.

Naprawdę?

Wcześniej tak o tym nie myślałam. Ale bardzo się tytułują: „pani prezes”, „panie prezesie”, „trenerze” itd. Dla mnie to było nowe. Gdy weszłam do sportu, myślałam, że to będzie podobnie wyglądało jak w Stowarzyszeniu Otyńskim Zmień z Nami Świat, a jednak trochę te światy się różnią. Nie mówię, że na korzyść któregoś z nich. Są po prostu inne.

Dochodzi do tego kwestia samej piłki ręcznej – wcześniej się nią nie interesowałam. Znam się trochę na piłce nożnej, bo mój tata sędziował I i II ligę, dlatego futbol był ze mną od zawsze. Faul, rożny i spalony nie są mi obce [śmiech]. Szczypiorniaka musiałam się uczyć. Źle mówię: nie musiałam, tylko chciałam, żeby mieć pełniejszą radość z oglądania meczów. Chciałam też widzieć i rozumieć, jak rozwija się nasz zespół. Teraz pod tym względem oglądam mecze.

Jednak podkreślam: wydaje mi się, że jestem dobra głównie od strony biznesowej, organizacyjnej, niekoniecznie sportowej.

Po co weszłaś do Trójki?

Żeby pomóc. Gdy zmarł Broniu [trener Bronisław Maly – red.], pomyślałem, że chcę.

Postanowiłam, że w to wchodzę, kiedy zobaczyłam w szatni chłopaków, którzy płakali po śmierci Bronka. Byli załamani. To był moment przełomowy.

Chciałam pokazać wszystkim, że świat należy do nich, do nas. Że ten klub będzie profesjonalnie funkcjonował i będzie szanowany w Nowej Soli.

Nigdy wcześniej nie byłaś działaczką. Ten okres sprawił, że pokochałaś piłkę ręczną?

[Chwila zastanowienia]. Czy pokochałam? Chyba nie, tutaj nie chodzi miłość. Jest dla mnie fajnym sportem, podobnie jak siatkówka czy piłka nożna. Żebyś mnie dobrze zrozumiał: ja generalnie nie jestem szczególnie, że tak powiem, sportowa.

Natomiast na pewno nie spodziewałam się, że tak się zwiążę z naszymi zespołami – seniorami i młodzieżowcami.

Pierwszy raz o Trójce rozmawialiśmy rok temu, kiedy powoli przejmowałaś stery w klubie. Wtedy postanowiliście, że subtelnie zmienicie nazwę.

Z Uczniowskiego na Unitarny Klub Sportowy. Moim planem jest to, żeby klub w przyszłości w jakiejś części sam zarabiał. Uczniowski Klub Sportowy działał jako stowarzyszenie i gdyby tak zostało, ten plan nie mógłby wejść w życie. Stowarzyszenia nie mogą prowadzić działalności gospodarczej. Dlatego teraz jesteśmy stowarzyszeniem, ale z wpisem do KRS i właśnie taką działalnością.

Chcecie np. sprzedawać koszulki, gadżety związane z klubem?

Tak jest. Mamy zamiar działać tak jak kluby półkę, dwie półki wyżej, które dobrze sobie radzą. Gdy miałam wejść do zarządu, sprawdziłam, jak one funkcjonują, żeby wdrożyć potem dobre rozwiązania.

Zauważyłem, że ciebie szczególnie cieszą sukcesy młodzieży.

Wspaniale u nas ruszyła do przodu! Chcemy, żeby młodzi zawodnicy nam nie uciekali, tylko zostawali u nas i w przyszłości grali w Trójce w seniorach. Z trenerami podejmujemy pewne decyzje w tej sprawie i jeśli wszystko dopniemy, to niedługo je ogłosimy.

Zaraz drużyna Zbyszka Malaczewskiego pojedzie na ćwierćfinały mistrzostw Polski. I w tym duża zasługa trenera.

Też w tym, że młodzi zawodnicy już pukają do drzwi pierwszej drużyny.

Widać, jak np. Maciek Hutnik czy Igor Gornostaj są ambitni.

Coś cię zaskoczyło w ciągu tego roku?

Mimo wszystko nie zakładałam, że w tak krótkim czasie będziemy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Jednak się udało. Są partnerzy, sponsorzy, którzy podpisali z nami umowę na czas nieokreślony…

… a to duże zaufanie.

Więcej: nikt z powodu pandemii nie zawiesił z nami współpracy, a przecież wiemy, że przedsiębiorcy nie mają teraz lekko.

Przed sezonem zatrudniliście trenera Alana Raczkowiaka. Pewnie jesteś z niego zadowolona? Zajmujecie czwarte miejsce w tabeli. Jeszcze rok temu to było trudne do wyobrażenia.

Jestem bardzo zadowolona. Pamiętasz, jak rozmawialiśmy przed rokiem? Wtedy byliśmy około 10. miejsca i zapytałeś, o którym na koniec marzę. Odpowiedziałem, że czwarte-piąte byłoby super.

Teraz moje marzenia się zmieniają [uśmiech].

Zespół zrobił wielki progres. Między Alanem a drużyną i drugim trenerem Zbyszkiem Malczewskim jest duża chemia. Alan jest otwarty, szczery, posługuje się krótkimi, jasnymi komunikatami. A do tego jest bardzo ambitny.

Myślę sobie, że Broniu nad nami czuwa i jakoś nam podsunął Alana. Pamiętam, że polecił go Zbyszek i trafił w dziesiątkę.

Które momenty w ciągu tego roku wspominasz najmilej?

Zwycięstwa. Ale też taki moment, gdy zawodnicy wyszli na boisko w nowych, spersonalizowanych strojach. Z tego byłam bardzo dumna, bo chciałam, żeby fajnie wyglądali na boisku.

Bardzo się cieszyłam i cieszę, jak obserwuję działalność klubu kibica. To świetni ludzie i nie myślałam wcześniej, że tak mocno wejdą w moje życie, tak pozytywnie. Pewnych rzeczy nie da się kupić i to jest jedna z nich. Teraz na trybunach ich brakuje, bo tworzymy trójkową rodzinę.

W ogóle jestem strasznie za zawodnikami. Aż tak, że nie pozwalam kibicom na krytykę podczas meczu. Teraz już nikt koło mnie nie siada [śmiech]. Wiem, że tak nie można.

A o których momentach wolałabyś zapomnieć?

O tej chwili, kiedy zobaczyłam, ile w klubie jest do zrobienia. Pierwszy szok.

Chcę mocno podkreślić: sama nie dałabym rady tego ogarnąć. Stworzyliśmy grupę, której zależy. Darek Kowalski został wiceprezesem, pojawiła się skarbniczka Magda Borkowska. I choćby Dawid Biazik.

Biaziu” czym się zajmuje?

W ub. tygodniu został pełnomocnikiem zarządu ds. organizacyjno-sportowych. Odpowiada m.in. za transmisje online, które niedługo będą bardziej profesjonalne.

Myślisz o tym, żeby za rok, za dwa lata powalczyć o awans do I ligi?

To nie jest moja decyzja, tylko zespołu i trenerów. Absolutnie nie chcę w to ingerować. Darzę Alana i Zbyszka zaufaniem i wiem, że podejmą najlepszą decyzję, jeśli chodzi o potencjalny moment zawalczenia o awans. Ale jako prezes stoję z boku i chcę być przygotowana finansowo na I ligę. Bo nie wyobrażam sobie, że mogłabym odmówić chłopakom, gdy ją wywalczą na boisku.

I liga w piłce ręcznej nie jest tak kosztowna jak w siatkówce czy piłce nożnej. Powiem tak: marzy mi się I liga.

To marzenie czy jednak cel?

Dla mnie – marzenie. Chłopaki są ambitni. Chciałabym, żebyśmy to za jakiś czas osiągnęli. Dla nich to byłaby przygoda.

Rozmawiałam z ludźmi, którzy siedzą w ręcznej od lat i oni potwierdzili mi, że w niektórych meczach prezentujemy pierwszoligowy poziom. Jeden z kibiców powiedział, że gdyby obecna Trójka zagrała z tą sprzed lat, to wygrałaby 10 bramkami.

Wracając do tego sezonu – czwarta lokata na koniec tej kampanii będzie dla ciebie satysfakcjonująca?

Bardzo chciałabym, żebyśmy ją utrzymali, bo ta liga bardzo się wyrównała. Wszystkie mecze będą ważne. I te z zespołami z końca tabeli – bo nie chcą spaść – i te z czołówką.

Myślisz już o 2. Memoriale Bronisława Malego?

Oczywiście. Miasto wspaniale z nami współpracuje. Prezydent Milewski wyciągnął do nas rękę i bardzo za to dziękuję. Ta impreza jest wpisana w kalendarz sportowy Nowej Soli i to była decyzja prezydenta. Nawet nie musiałam o to prosić, bo Broniu i Zdzisław Rola są dla niego ważnymi ludźmi.

Dwie legendy naszego sportu, które rok temu odeszły.

Dokładnie. Ogranicza nas trochę pandemia. Z memoriałem chcemy poczekać, aż do hali będą mogli wejść kibice, przyjaciele Bronka.

Chciałaś też porozmawiać o konflikcie na linii zawodnicy Trójki – zawodnicy Budowlanych Nowa Sól. To nasz zespół oldbojów.

Trzeba opowiedzieć o kontekście. Z perspektywy czasu patrzę na to tak, że w najtrudniejszej sytuacji był Broniu. Chciał ratować tutaj piłkę ręczną i musiał podjąć trudne decyzje. Zrezygnował ze starszych zawodników, którzy utworzyli Budowlanych, i postawił na młodych. Na pewno Budowlanym było przykro i ja to rozumiem.

Ale to jest czas na zamknięcie tych historii. W ogóle historii problemowych, tak jak np. piłka ręczna kontra siatkówka. Przemka Jetona, prezesa Astry, znam od dawna, gratulujemy sobie wyników. I mocno trzymam za nich kciuki w meczu z Żaganiem [rozmawiamy kilka godzin przed piątym starciem Sobieski – Astra – red.].

Za dużo jest tych konfliktów, a ja chcę to zamknąć. Nie zbuduje się niczego dobrego na niesnaskach, wewnętrznych żalach. Zapomnijmy o tym i pójdźmy do przodu.

Zapraszamy Budowlanych na mecz, my pójdziemy na ich spotkanie. Gdy będzie można, fajnie byłoby, gdyby nasz klub kibica poszedł na mecz Astry, a kibice siatkarscy przyszli na nasz. Popatrz, jak Arka kibicuje nam, a my Arce. Można.

Trzymajmy za siebie kciuki. Bądźmy nowosolską sportową rodziną.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content